Koniec tej wielkiej miłości gwiazdora "Rancza". Nie może przeboleć jednego
Serce Bogdana Kalusa, znanego z wielu aktorskich kreacji, w tym roli Tadeusza Hadziuka w "Ranczu", latami mocno biło i dla Ruchu Chorzów i w ogóle dla polskiej piłki. Przyszedł jednak moment, w którym coś w miłosnym, kibicowskim uczuciu się zmieniło i powiedział "dość". W rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem, aktor gorzko podsumował to, co dzieje się w Ekstraklasie. Powiedział o pewnym uwierającym go widoku przed meczem Jagielloni z Rakowem.

Bogdan Kalus to aktor z bogatym filmowym, serialowym i teatralnym dorobkiem, w tym z kultową rolą Tadeusza Hadziuka w "Ranczu" na koncie. Nie wszyscy jednak wiedzą, że oprócz tego jest kapitanem Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich, fanem sportu w różnych postaciach i niegdysiejszym spikerem na stadionie Ruchu Chorzów. To właśnie w charakterze miłośnika piłki nożnej i nie tylko zasiadł przed kamerą programu Polsat Sport Talk Extra. W rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem podzielił się pewnymi spostrzeżeniami. Jasno wypowiedział się m.in. o polskiej Ekstraklasie.
Gorzkie słowa Bogdana Kalusa. "U nas to poszło troszeczkę za daleko"
Kalus gorzko opisał to, co obserwuje obecnie w świecie futbolu, ze szczególnym uwzględnieniem rodzimego podwórka. "Pieniądz trochę wypiera te szlachetne idee piłki nożnej. Jak komentowałem mecze, to wtedy przyjeżdżali do Polski pierwsi zagraniczni piłkarze, (...) ale to pojedynczy zawodnicy byli. W przededniu święta narodowego oglądałem mecz Jagielloni z Rakowem, hymn narodowy grany przed meczem, kamera leci po dwóch drużynach, a tam po dwóch naszych rodaków. Moim zdaniem u nas to poszło troszeczkę za daleko" - ocenił gorzko.
Wcale się nie dziwię, że sytuacja polskiej reprezentacji wygląda tak, jak wygląda. Mamy świetnych piłkarzy, którzy grają w świetnych klubach, ale następców powoli nie widać. Jeden Pietuszewski wiosny nie czyni. (...) Nad tym boleję, że za mało jest polskich piłkarzy w polskiej lidze
Wspominał też wstydliwe lata, w których polska piłka była zżerana przez korupcję. Można było zniechęcić się do oglądania rodzimego futbolu. Lecz nie tylko to mogło zmienić perspektywę, co zasygnalizował Iwańczyk. "Mam wrażenie, że to trochę jak z miłością. Zakochać się można tylko raz, to przypada na dany okres twojego życia. Ja tak miałem. Dla mnie bezkrytyczne spojrzenie i podziw dla piłki skończyły się wraz z momentem, kiedy do piłkarzy przestałem mówić na 'pan' ze względu na ich wiek" - powiedział.
Kalus nie pozostawił tego bez odpowiedzi. Nawiązał do swojego aktorskiego doświadczenia, które pokazuje, jak istotnie można z wielkiej miłości przejść w stan zwykłej uprzejmości. "Gram w takim spektaklu 'Niespodzianka' w Teatrze Kamienica. Jest tam rozmowa małżeństwa, które chce się rozwieść. Bohater tłumaczy swojej żonie, że miłość to trwa kilka, kilkanaście miesięcy, a potem to już jest taka wymiana uprzejmości" - opowiadał.
"Proza życia" - wtrącił Iwańczyk. "Dokładnie tak. Z moją miłością do piłki jest podobnie. Kiedyś sobie nie wyobrażałem weekendu bez pójścia na mecz ligowy, obejrzenia jakiegoś meczu w telewizji. W tej chwili nie pamiętam, znaczy pamiętam, to było ze trzy albo cztery lata temu, kiedy byłem na meczu ligowym i nie była to nasza Ekstraklasa" - dodał Bogdan Kalus.
Kiedy jest za granicą, stara się znaleźć przestrzeń i czas, by obejrzeć jakieś spotkanie na żywo, z wysokości trybun. W taki sposób miał okazję znaleźć się chociażby na meczu Premier League. Za to na spotkanie Ekstraklasy raczej się nie wybiera. "To, co dzieje się w piłce, zwłaszcza w polskiej Ekstraklasie, trochę mnie zniechęca. Chociaż jest to świetnie pokazywany produkt" - podsumował aktor.














