Kolega "wyróżnił" Kowalczyka. Takiej odpowiedzi nie mógł się spodziewać
Wojciech Kowal to dość charakterystyczna postać w świecie polskiego futbolu. Były reprezentant kraju, a w późniejszym czasie również futbolowy ekspert, zasłynął przede wszystkim ze swoich bezkompromisowych opinii, wyrażanych przy użyciu bardzo ciętego języka. Nie tak dawno temu jeden z jego kolegów umieścił go na niezbyt prestiżowej liście zawodników, którzy absolutnie nie wykorzystali swojego potencjału. Warszawianin odpowiedział na te słowa, posługując się dosyć mroczną anegdotą.

Swoje piłkarskie poczynania na stopniu seniorskim Wojciech Kowalczyk rozpoczął w 1990 roku. Wówczas stał się on piłkarze Legii Warszawa, której barwy reprezentował aż do 1994 roku. To właśnie wtedy napastnik z kraju nad Wisłą został bowiem wykupiony przez Real Betis. Duża w tym zasługa dobrej prezencji Polaków na Igrzyskach Olimpijskich z 1992 roku, zwieńczonych srebrnym medalem (Kowalczyk rozegrał wówczas 6 spotkań, strzelając 4 gole). Występował on także w seniorskiej reprezentacji Polski (w latach 1991-1999).
W późniejszym czasie trafił również do Las Palmas, natomiast w 2001 roku ponownie znalazł się w ekipie ze stolicy Polski. Późniejsze etapy jego kariery to natomiast krótkie epizody w Anorthosis oraz APOEL-u. W 2004 roku Kowalczyk definitywnie odwiesił buty na kołku, rozgrywając jedynie epizodyczne mecze na niższych szczeblach polskiego futbolu.
Kowalczyk wprost o zmarnowanym potencjale. "Może kilka złych wyborów w życiu"
"Przegląd Sportowy Onet" postanowił przeprowadzić rozmowę z byłym reprezentantem Polski, wypytując go o różne aspekty jego kariery. W pewnym momencie przytoczone zostało stwierdzenie kolegi 54-latka, Marka Koźmińskiego. Stworzył on bowiem listę zawodników, którzy "zmarnowali swój talent". Kowalczyk znalazł się w jego rankingu na dość wysokim miejscu. Koźmiński stwierdził, że jego kolega z reprezentacji olimpijskiej wykorzystał jedynie 10% swojego faktycznego sportowego potencjału.
- Ja bardzo szanuję Marka Koźmińskiego i pewnie miał rację. No może kilka złych wyborów w życiu, czy też może (wybór red.) klubu. Biorę to pod uwagę, że można było zrobić więcej, ale też zawsze to powtarzałem, że można było zrobić dużo mniej. Ja pochodzę z Bródna. Miałem bardzo dużo kolegów. W ośmiu graliśmy w reprezentacji Warszawy. Wybiło się dwóch czyli ja i Piotrek Rocki świętej pamięci już. A wielu z nich skończyło w aresztach, na cmentarzach i tak dalej - stwierdził Wojciech Kowalczyk.
Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy napastnik z kraju nad Wisłą rzeczywiście "zmarnował" swój potencjał. W szeregach Legii stał się bowiem jedną z ikon, a na dodatek, mógł w pewnym stopniu posmakować wielkiego światowego futbolu, co jest niedoścignionym marzeniem niejednego zawodnika z kraju nad Wisłą. Zdobył także srebrny medal olimpijski, co w przypadku Polskich piłkarzy nie jest często spotykanym osiągnięciem.












