Justyna Kowalczyk-Tekieli cudem uniknęła śmierci. "Wzięli mnie do domu, żebym odeszła"
Justyna Kowalczyk-Tekieli zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu i do dnia dzisiejszego jest jedną z najwybitniejszych i najbardziej utytułowanych reprezentantek Polski. Mało brakowało jednak, a Polska nie doczekałaby się tak znakomitej sportsmenki. W programie "Oko w oko" w TVP Sport była biegaczka narciarska ujawniła, że tuż po narodzinach mierzyła się z infekcją, która poważnie zagrażała jej życiu.

Choć Justyna Kowalczyk-Tekieli sportową karierę zakończyła już ładnych pare lat temu, do dziś pozostaje jedną z najbardziej utytułowanych reprezentantek Polski. Mowa przecież o wybitnej biegaczce narciarskiej, która ma na swoim koncie pięć olimpijskich medali, osiem medali mistrzostw świata, cztery Kryształowe Kule za triumfy w Pucharze Świata w biegach narciarskich, a także cztery wygrane w prestiżowym Tour de Ski.
Po przejściu na sportową emeryturę Justyna Kowalczyk-Tekieli wcale nie zrezygnowała ze sportu. Do dziś pozostaje aktywna fizycznie, bierze udział w zawodach, a w wolnych chwilach eksploruje góry w towarzystwie swojego syna, Hugo.
Do dziś media na całym świecie rozpisują się na temat jej niesamowitych sukcesów, nie jest wcale tajemnicą, że życie naszej gwiazdy nie było wcale usłane różami. W trakcie igrzysk olimpijskich w Soczi Polka walczyła o złoty medal... ze złamaniem kości śródstopia. Nie był to jednak jedyny problem ze zdrowiem, który odcisnął piętno na życiu Kowalczyk-Tekieli.
W dzieciństwie Justyna Kowalczyk-Tekieli przeżyła chwilę grozy. O mały włos nie skończyło się to tragedią
W programie "Oko w oko" w TVP Sport wybitna biegaczka narciarska ujawniła, że w dzieciństwie wylała na siebie wrzątek, a w wyniku tego incydentu poparzone zostało aż 80 procent jej ciała. Jeszcze dramatyczniejsze sceny miały jednak miejsce tuż po narodzinach sportsmenki. Wówczas przeszła ona niezwykle poważną infekcję układu pokarmowego, która groziła niepełnosprawnością, a nawet... śmiercią.
"Jeżeli chodzi o tę infekcję, to mogłam nie pamiętać, bo to było zaraz po urodzeniu. Z tego co wiem, to tam była sytuacja, że rodzice wzięli mnie do domu, żebym tam odeszła, a rodzice swoim zaangażowaniem, podawaniem co jakiś czas kropelek wody z solą i tak dalej, potrafili mnie wyprowadzić, ale to zero mojej zasługi" - wyznała dwukrotna mistrzyni olimpijska.











