Justyna Kowalczyk-Tekieli alarmuje ws. WOŚP. Nie tak miało być. Natychmiastowy efekt
Darczyńcy działający na rzecz WOŚP pragną, by przekazywane przez nich na aukcje przedmioty i aktywności jak najlepiej przyczyniły się do zebrania funduszy i wsparcia potrzebujących. Nie inaczej jest w przypadku Justyny Kowalczyk-Tekieli, która w mediach społecznościowych zaalarmowała, że jej licytacja się zatrzymała, a pewnie nie tak to sobie wyobrażała. Zachęciła do wsparcia. Efekt apelu? Natychmiastowa odpowiedź fanów.

Justyna Kowalczyk-Tekieli wielokrotnie udowadniała, że ma wielkie, otwarte na potrzeby innych serce. Obejmuje patronatem różne charytatywne wydarzenia, a i sama działa aktywnie. Nieraz brała udział w zakopiańskim Biegu po Oddech, którego cel to zebranie środków na rzecz podopiecznych Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą. Na licytację przekazywała też m.in. samochód i sztabkę złota.
Pytana o motywację dla wsparcia PTWM, odpowiedziała jasno. Ujęła ją determinacja chorych w walce o zdrowie i życie. "Trafiłam do Rabki i zobaczyłam, jak oni codziennie walczą. Tym większe zrobiło to na mnie wrażenie, że wśród chorych największa liczba to dzieci. Wtedy właśnie podjęłam decyzję, że muszę coś zrobić" - tłumaczyła dla Polskiej Agencji Prasowej.
Multimedalistka w biegach narciarskich regularnie wspiera również Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. W tym roku na aukcji znalazło się coś wyjątkowego. Kowalczyk zaapelowała do fanów.
Tak Justyna Kowalczyk-Tekieli wspiera WOŚP. Apel do fanów
Justyna Kowalczyk-Tekieli zdecydowała, że w tym roku na licytację WOŚP wystawi wspólny bieg z nią na Giewont. W opisie przedstawiła wstępny plan. "Wybiegniemy u wylotu Doliny Małej Łąki. Wrócimy w to samo miejsce. Spędzimy w górach maksymalnie 4,5h. Szybciej niż 100 min nie będzie, bo ja szybciej nie umiem. Jeśli trening miałby się odbyć w któryś z dni wakacyjnych bądź weekendowych, wystartujemy wcześnie rano (ok.5.30-6.00). Może nam przeszkodzić burza, albo porywisty wiatr. Deszcz nie będzie kłopotem" - zapewnia.
Dodaje, że dokładny termin realizacji biegu ustali już ze zwycięzcą aukcji. Będzie on dopasowany do wzajemnych planów i ewentualnie korygowany na podstawie prognoz pogody.
"Wspaniały darczyńca powinien mieć buty z bieżnikiem do biegania (!) po górach. Plecaczek biegowy z piciem. Mogę również podpowiedzieć, jak produktywnie używać kijków, które w razie potrzeby pożyczę. Postaram się zadbać o poczucie bezpieczeństwa naszego biegowego zespołu" - obiecuje emerytowana biegaczka narciarska.
Do zakończenia licytacji pozostało 10 dni, a oferowana kwota dobiła do 10 tysięcy i licznik na dłuższą chwilę się zatrzymał, co odnotowuje sama zainteresowana. "Coś się zatrzymało" - alarmuje w mediach społecznościowych w sprawie kwoty, dodając, że wciąż zachęca do udziału i aktywności w aukcji.
Wygląda na to, że apel odniósł pożądany skutek. Licytacja została odświeżona przez następną propozycję, która odrobinę przebiła 10 tys. zł. Można się spodziewać, że ostateczna suma będzie jeszcze wyższa.













