Horror, Nawrocki stanął jak wryty. Nie mógł uwierzyć. Przewrót w 28 minut
Prezydent Karol Nawrocki znany jest ze swojej wielkiej sympatii do Lechii Gdańsk. Głowa naszego państwa przez nie kryje swoich związków ze środowiskiem kibicowskim, czego przykładem była ostatnia pielgrzymka na Jasną Górę. Ciekawe jest to, jak wyglądały jego świadome początki obecności na stadionowej trybunie. A wszystko zaczęło się od horroru, w którym przewrót dokonała się w czasie zaledwie 28 minut.

Głośnym echem odbył się udział Karola Nawrockiego w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców. Przyjeżdżając na Jasną Górę prezydent RP dotrzymał obietnicy, którą złożył przed rokiem, gdy uczestniczył w tym wydarzeniu jeszcze w roli obywatelskiego kandydata na najważniejszy urząd w państwie.
Karol Nawrocki związany jest jednak z ideą zjazdów piłkarskich fanów z całej Polski do stóp Matki Bożej Częstochowskiej już od lat. A wszystko ze względu na swoją wielką sympatię i przynależność do grona kibiców Lechii Gdańsk.
Niewielu wie być może, jak wyglądały początki Karola Nawrockiego na stadionowej trybunie. A on sam opowiedział o tym niegdyś podczas rozmowy z cyklu "Wywiad z Chuliganem", którą jakiś czas temu przypomniała Telewizja Republika.
Karol Nawrocki sam ujawnił. Tak wyglądały jego początki w roli kibica Lechii Gdańsk
Karol Nawrocki ujawnił wówczas, że to jego ojciec Ryszard był tą osobą, która jako pierwsza wzięła go ze sobą na mecz. Było to w okolicach 1988-89 roku, a więc przyszła głowa państwa miała wtedy około pięciu lat.
Pamiętam swój pierwszy mecz. Taki świadomy, oczywiście. W latach 80-tych ojciec mnie jeszcze zabierał na Lechię, ale nic z tego nie pamiętam, mimo że z pamięci żyję
Po czym opowiedział o swoim pierwszym, konkretnym kibicowskim wspomnieniu. A przypada ono na nie byle jakie, bo niezwykle emocjonujące spotkanie.
Mój pierwszy mecz to Lechia - Stilon Gorzów. Lechia przegrywała 0:4 i skończyło się 4:4. Pamiętam, byłem ze swoim kolegą na tym meczu. Niewiele widziałem. Musiałem korelować to, co widzę na trybunach i okrzyki z tym, co widziałem na boisku. To taki szok, że z 0:4 można zrobić 4:4. Pomyślałem wtedy, że tak naprawdę piłka jest czymś, co wciąga i co jest zupełnie nieprzewidywalne
Wspominana potyczka miała miejsce 22 sierpnia 1992 roku na stadionie w Gdańsku przy ulicy Traugutta. Lechia przystępowała do tamtego spotkania w roli faworyta po zwycięstwach w dwóch pierwszych meczach. Niespodziewanie jednak to goście jednak ruszyli do ataku i to w tak piorunującym stylu, że po 27. minutach prowadzili już 4:0.
Po zmianie stron gdańszczanie ruszyli jednak w pogoń za rywalami i to pogoń udaną. Sygnał do odrabiania strat dał w 60. minucie Karol Sobczak, a potem do siatki trafiali jeszcze Mirosław Giruć, Tomasz Unton (po rzucie karnym) oraz w 88. minucie Radosław Błondek. I tak Lechia odwróciła losy spotkania w ciągu 28 minut.
Horror przy ul. Traugutta














