Gortat najadł się strachu. Dziesiątki policjantów ruszyły szturmem w kierunku Polaka. Sceny rodem z filmu akcji
Marcin Gortat to bezdyskusyjnie najbardziej rozpoznawalny koszykarz z kraju nad Wisłą. Swój status gwiazdy osiągnął poprzez wieloletnią grę na parkietach NBA. Największą sławę przyniosły mu występy w klubie ze stolicy Stanów Zjednoczonych - Washington Wizards. Okazuje się, że w samym Waszyngtonie nie każdy był jednak w stanie momentalnie skojarzyć postać polskiego koszykarza. Lata temu Gortat popełnił niecodzienną wpadkę, zakończoną interwencją dziesiątek nieświadomych jego statusu policjantów.

Pierwszy Polak pojawił się w NBA już w 2002 roku. Był nim oczywiście Cezary Trybański, który jednak na dłuższą metę nie zawojował parkietów amerykańskiej ligi basketu. Podobnie sprawa miała się z Maciejem Lampę, który zasilił szeregi kultowych New York Knicks w 2003 roku. Pierwszy z wymienionych panów rozegrał 22 mecze w NBA, natomiast w przypadku drugiego zawodnika liczba ta wyniosła 64 oficjalne spotkania.
W 2005 roku do najlepszej koszykarskiej ligi świata dołączył natomiast Marcin Gorta. To właśnie jemu jako pierwszemu z "Biało-czerwonych" udało się odcisnąć znaczące piętno w NBA. Przez 12 sezonów Łodzianin rozegrał bowiem ponad 800 spotkań na parkietach amerykańskiej ligi koszykówki. W 2009 roku, grając jeszcze w barwach Orlando Magic, zameldował się on nawet w finałach NBA. Przegrał jednak serię z rozpędzonymi Los Angeles Lakers, prowadzonymi przez tragicznie zmarłego Kobego Bryanta.
Większość osób zapewne kojarzy jednak Marcina Gortata przede wszystkim z występów w Washington Wizards (lata 2013-2018). Stworzył on wówczas interesujący duet z Johnem Wallem. To właśnie z nim Polak stosował charakterystyczne zagranie, na myśl o którym drżeli nawet najwięksi gwiazdorzy NBA.
Gortat wzięty za… terrorystę. Sceny pod Białym Domem, do akcji wkroczyły służby
Występy w Wizards przyniosły Gortatowi sporą międzynarodową rozpoznawalność. Okazuje się jednak, że nie każdy mieszkaniec stolicy Stanów Zjednoczonych był w stanie momentalnie skojarzyć postać polskiego koszykarza.
Po latach Gortat przyznał się publicznie do dość kuriozalnej wpadki. Okazuje się, że za czasów swoich występów w klubie ze stolicy USA został on widowiskowo zatrzymany przez tamtejszą policę pod murami... Białego Domu.
"Jechałem po jedzenie i pomyliłem adresy. Nie wiem, jak to się stało, ale w momencie, kiedy wpisałem adres i >>wybierz drogę<<, zaczęło mi tę drogę szukać, a pinezkę zrzuciło mi pod Białym Domem. I zatrzymałem się pod Białym Domem. Wiedziałem, że jestem przy jakimś ważniejszym budynku [...], ale nie wiedziałem, że to był Biały Dom" - mówił Marcin Gortat w rozmowie z dziennikarzami "TVP Info".
Momentalnie wokół polskiego koszykarza zebrała się pokaźna liczba funkcjonariuszy, którzy wzięli go za... terrorystę. Gortat wspomniał, że było to około 20-30 policjantów. W ciągu 10 sekund jego samochód stał już przed nimi otworem. Sam zawodnik przyznał, że czuł się wówczas jak bohater filmu akcji. Ostatecznie nieporozumienie udało się dość sprawnie wyjaśnić, a Gortat bez większych problemów opuścił miejsce zdarzenia. Sama sytuacja zapewne musiała go jednak kosztować wiele nerwów.













