Głos z Pałacu o Litewce. "Piłkarz-dżentelmen". Możliwa decyzja Nawrockiego
Trudno pogodzić się z tym, że Łukasza Litewki nie ma już z nami - tego typu przesłanie płynie od wczoraj w zasadzie z wszystkich stron polskiej sceny politycznej. Niezwykle ciepło zmarłego posła wspomina także przedstawiciel otoczenia prezydenta RP Karola Nawrockiego - Marcin Przydacz. Szef Biura Polityki Międzynarodowej przywołując piłkarskie mecze sejmowe, nazwał go na antenie Radia ZET "piłkarzem-dżentelmenem". I mówił o możliwej decyzji głosy naszego państwa.

Cała Polska wstrząśnięta jest tragiczną śmiercią Łukasza Litewki. Poseł Nowej Lewicy zginął w wypadku na drodze łączącej Dąbrowę Górniczą z Sosnowcem. W jadącego poboczem na rowerze 36-latka uderzył czołowo kierowca samochodu, który wedle wstępnych informacji zasłabł lub zasnął. Życia znanego polityka mimo reanimacji nie udało się uratować.
Łukasza Litewkę wspominają teraz jego koledzy z partii, ale i pozostali posłowie z ław sejmowych, którzy - niezależnie od poglądów - niezwykle ciepło wypowiadają się na temat zmarłego przedstawiciela Nowej Lewicy. W równie ciepłych tonach wybrzmiał na antenie Radia ZET głos Marcina Przydacza - szefa Biura Polityki Międzynarodowej, który także miał okazję poznać Łukasza Litewkę. Nie tylko od stricte politycznej, ale i sportowej strony. A to wszystko dzięki wspólnym meczom piłkarskim.
Miałem okazję poznać go w Sejmie. Muszę powiedzieć, że ta wczorajsza informacja zdruzgotała i mnie, i moich kolegów z różnych stron barykady politycznej. Bo akurat Łukasz Litewka był wyjątkowym człowiekiem, wyjątkowym posłem, od którego naprawdę biła dobroć i koleżeńskość
I dodał: - Muszę powiedzieć, że znaliśmy się też na stopie niepolitycznej, bo graliśmy razem w sejmową, poselską piłkę. I na boisku też był piłkarzem-dżentelmenem. Zawsze podszedł, pomógł. Jeżeli nawet było jakieś ostrzejsze starcie, podał rękę z uśmiechem, z chęcią dalszej gry. To jest rzecz wyjątkowo tragiczna, że tacy ludzie, którzy naprawdę tworzyli dobro, bez względu na różnice polityczne, tracą życie w tak tragicznych okolicznościach.
- Na jakiej pozycji grał? - dopytał swojego rozmówcę Bogdan Rymanowski.
- On z tego co pamiętam z reguły grał po lewej stronie, w obronie, w pomocy. To był charakter pracowitego piłkarza. Biegał bardzo dużo. Aktywnie uczestniczył w grze, nie czekał wyłącznie na podanie, tylko walczył. Ale właśnie walczył w takiej koleżeńskiej formule. Mamy też taką grupę posłów-piłkarzy i widziałem tam wyłącznie dobre komentarze o Łukaszu Litewce. Bez względu na to, czy to byli posłowie prawicy, lewicy czy centrum. Mało jest takich ludzi, którzy jednoczą - odpowiedział przedstawiciel obozu prezydenta RP.
Marcin Przydacz odniósł się także do możliwego pośmiertnego odznaczenia posła Łukasza Litewki. Karol Nawrocki zdecydował się ostatnio na takie uhonorowanie zmarłego trenera Jacka Magiery, któremu przyznał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
- Pan prezydent wypowiedział się w formule kondolencji, bo znał Łukasza Litewkę. Łukasz Litewka w wielu sprawach przychodził do Pałacu Prezydenckiego. Starał się szukać tego porozumienia. Mimo, że wiem, że jego szefowie polityczni nie zawsze byli z tego zadowoleni. Ale on w duchu odwagi chciał robić dobre rzeczy. Na pewno prezydent go znał bardzo dobrze. To jest zawsze osobista decyzja prezydenta, w jakiej formule chce kogoś uhonorować. Natomiast gdyby mnie prezydent zapytał o opinię, to na pewno z całym przekonaniem i z otwartym sercem rekomendowałbym uhonorowanie tej postaci. Tyle można mu na tym etapie ofiarować. Ale mam wrażenie, że historia Polski o tej postaci jeszcze wspomni i nie zapomni. Bo to dobro, które zrealizował, zostanie na dobre z nami - przekazał szef Biura Polityki Międzynarodowej w kancelarii prezydenta.












