Reklama

Reklama

Federico Marchetti zostawił Ferrari na myjni. Auto jest doszczętnie zniszczone

Ferrari Federico Marchettiego nie przypomina już samochodu, który piłkarz zostawił w myjni. Auto zostało rozbite przez jej pracownika podczas odwożenia pojazdu po wykonanym zleceniu. „Myślę, że w życiu liczy się coś innego” – napisał włoski bramkarz.

Nie tak miała wyglądać usługa czyszczenia luksusowego Ferrari 812 Superfast. Fedeico Marchetti zostawił auto na myjni, ale pojazd, który zobaczył później był niemal doszczętnie zniszczony.

Reklama

Do wypadku doszło, gdy pracownik myjni odwoził Ferrari do jego właściciela. Auto miało zostać podstawione pod ośrodek treningowy, ale tymczasowy kierowca nie zdołał zapanować nad autem, uderzając w pięć innych pojazdów.

Wydawać by się mogło, że bramkarz Genoi zareaguje takim samym żalem, a nawet złością jak fani, którzy zobaczyli luksusowe auto po wypadku. 37-latek obrał jednak zupełnie inną taktykę. W końcu to tylko auto.

"Jest mi bardzo przykro z powodu tego, co się stało, ale dzięki Bogu nikt nie został ranny i to jest najważniejsza wiadomość. Negatywne wiadomości, które do tej pory przeczytałem, już znikają. Mam nadzieję, że więcej ich nie zobaczę. Myślę, że w życiu liczy się coś innego" - napisał na Instagramie piłkarz.

"Świetny człowiek i bramkarz", " prawdziwy gentelman" - rozpisują się fani pod opublikowanym postem.

Ferrari 812 Superfast kosztuje ponad półtora miliona złotych. Może rozpędzić się do ponad 300 km/h.

AB

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie.

Sprawdź!

 

 


Dowiedz się więcej na temat: Fedeico Marchetti | Genoa FC

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje