Dramat Jędrzejczyk, trafiła na oddział ratunkowy. "To nie żart"
Joanna Jędrzejczyk znów ma poważne problemy zdrowotne. Była mistrzyni UFC poinformowała, że ponownie złamała nos - zaledwie kilka tygodni po operacji. Choć wpis pojawił się 1 kwietnia, fighterka szybko wyjaśniła, że to nie prima aprilisowy żart, a sytuacja jest naprawdę poważna.

Joanna Jędrzejczyk to jedna z najwybitniejszych postaci w historii kobiecego MMA. Była mistrzyni organizacji UFC w wadze słomkowej przez lata dominowała swoją kategorię, broniąc pasa i pokonując kolejne rywalki. Jej widowiskowy styl walki, ogromna determinacja i sportowy charakter sprawiły, że zyskała uznanie fanów na całym świecie i na stałe zapisała się w historii tej dyscypliny.
W 2022 roku, po emocjonującym pojedynku z Weili Zhang, Polka niespodziewanie ogłosiła zakończenie kariery. Decyzja ta była dużym zaskoczeniem dla kibiców, którzy przez lata śledzili jej występy w oktagonie. Mimo zakończenia sportowej rywalizacji Jędrzejczyk nie narzeka jednak na brak zajęć. Chętnie podróżuje, realizuje się w życiu prywatnym i pozostaje aktywna w mediach społecznościowych.
Kilka tygodni temu była mistrzyni poinformowała, że przeszła operację nosa. Zabieg był konieczny po wielu latach walk i licznych kontuzjach, które odcisnęły piętno na jej zdrowiu. Po operacji wydawało się, że wszystko przebiega zgodnie z planem, a proces rekonwalescencji zmierza w dobrym kierunku. Niestety, najnowsze wieści przekazane przez samą zawodniczkę zaniepokoiły jej fanów.
Joanna Jędrzejczyk znów złamała nos. "To nie prima aprilisowy żart"
Jędrzejczyk ujawniła, że ponownie doszło u niej do złamania nosa. "Mój dzień nie mógł być gorszy. Złamałam nos, nawet nie pytajcie. Właśnie opuściłam oddział ratunkowy i jutro lub pojutrze muszę spotkać się z chirurgiem plastycznym. Miałam operację nosa dwa miesiące temu. A teraz znowu to samo" - przekazała w relacji w mediach społecznościowych.
Ponieważ wpis pojawił się 1 kwietnia, część kibiców początkowo sądziła, że to tylko żart. Sama zainteresowana szybko jednak rozwiała wszelkie wątpliwości, publikując kolejne nagranie. Przyznała, że chciałaby, aby była to jedynie primaaprilisowa historia, jednak sytuacja jest jak najbardziej poważna.
"Moi drodzy, ta sytuacja, to nie jest prima aprilisowy żart. Dostaje masę wiadomości od Was, martwicie się. Dziękuję. Ja chciałabym, żeby to był właśnie prima aprilisowy żart. Jest północ, idę spać, bo o szóstej wstaję, bo na ósmą szkoła. Nie wiem, jak ja się jutro pokażę. Mam nadzieję, że dostanę się do jakiegoś lekarza, plastyka od nosów, bo podobno jest szansa na naprawę. W ogóle szybko mnie przyjęli na pogotowiu, byłam dwie minuty w pokoju z przemiłym lekarzem. Nawet nie zrobił rentgenu, bo wiedział, co się święciło. Ale śmieszne było to, że pani mówi: "muszę pani zadać pytanie: czy jest pani w domu bezpieczna?". W ogólne to było śmieszne. Tak, jestem bezpieczna, zawsze sobie jakoś poradzę. Także moi drodzy, uważajcie, nie pytajcie, jak to się wydarzyło" - podsumowała.












