Dla Ukraińców był legendą, szybko okrzyknięto go zdrajcą. Nigdy mu tego nie wybaczą
Ukraina od 24 lutego 2022 roku broni swojego terytorium przed rosyjską armią. Walkę z agresorem wsparła znakomita część sportowego środowiska w tym kraju, w tym również i piłkarze. Niechlubnym wyjątkiem pozostaje Anatolij Tymoszczuk. Niedawna legenda reprezentacji Ukrainy została okrzyknięta przez swoich rodaków zdrajcą, a jego kolejne działania jasno pokazywały, że jego sympatia od dawna jest skupiona na reżimie Władimira Putina.

24 lutego 2022 roku historia Ukrainy zmieniła się na zawsze. W momencie rozpoczęcia inwazji zbrojnej rosyjskiej armii momentalnie stało się jasne, że życie wielu ludzi już nigdy nie będzie wyglądało tak, jak dotychczas. Atak Rosjan momentalnie wpłynął na każdą sferę życia Ukraińców.
Swoją rolę w tym wszystkim odegrała piłka nożna. Rozgrywki tamtejszej ligi cały czas są kontynuowane, pomimo nasilających się alarmów bombowych. Sama kadra zaledwie kilka tygodni po napaści stoczyła bój o wyjazd na mundial w Katarze. Jej piłkarze na każdym kroku podkreślali swoje pochodzenie oraz opowiadali kibicom z Europy, z czym aktualnie mierzą się ich rodacy.
Sportowymi ambasadorami Ukrainy na świecie cały czas pozostają bracia Kliczko, Ołeksandr Usyk, a także prezes ukraińskiej federacji Andrij Szewczenko. Na zupełnie innym biegunie stoi dzisiaj inna legenda ukraińskiego sportu, która w swojej ojczyźnie jest opisywana za pomocą przeróżnych, mało pochlebnych epitetów.
Anatolij Tymoszczuk został okrzyknięty zdrajcą. Ukraińcy nie mają złudzeń
Anatolij Tymoszczuk przez długi czas pozostawał dla ukraińskich kibiców postacią absolutnie kultową. Grający zazwyczaj w środku pola zawodnik latami był kapitanem reprezentacji Ukrainy, dla której zagrał w rekordowych 144 spotkaniach narodowej reprezentacji. Na niwie klubowej Tymoszczuk świętował triumf w Lidze Mistrzów z Bayernem Monachium oraz wygranie Pucharu UEFA oraz Superpucharu Europy z Zenitem Sankt Petersburg.
Zachowanie Tymoszczuka po wybuchu wojny rozwścieczyło Ukraińców. Były piłkarz milczał ws. ataku Rosjan, a dodatkowo nie zdecydował się wrócić na Ukrainę, pozostając członkiem sztabu szkoleniowego Zenita. Na cały kraj wybrzmiały jego słowa, w którym stwierdził, że z powodu sankcji nałożonych na Rosję nie będzie mógł płacić alimentów na swoje dwie córki.
Reakcja Ukraińców była radykalna. Tymoszczuk został przez tamtejszą federację pozbawiony licencji trenerskiej, a jego wszelkie występy w narodowych barwach zostały wymazane. Kibice momentalnie ochrzcili go mianem zdrajcy, a ukraińska prokuratura wszczęła nawet śledztwo ws. potencjalnej współpracy z agresorem, za co mógłby trafić do więzienia nawet na 12 lat.
Reakcja Ukraińców z początku 2022 roku wyraźnie nie poruszyła Tymoszczuka. Wrzawa wybuchła na nowo, gdy ten dwa lata później wziął udział w zbiórce funduszy na rzecz rosyjskiej armii. Były piłkarz wówczas wystawił na licytację swoją koszulkę, która została sprzedana za około 700 tysięcy rubli (33 tysiące złotych, w zaokrągleniu). Cała ta kwota została przeznaczona na wsparcie reżimu Putina. Jak ustalił portal "ua-football.com" wsparty został 106. Batalionu Rozpoznawczego Sił Zbrojnych Rosji.
Tymoszczuk znalazł się w gronie osób, które dekretem prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego nie ma prawa wjazdu na teren swojej ojczyzny przez najbliższe 10 lat. Oliwy do ognia dolał były agent piłkarza Witalij Jurczenko, który za pośrednictwem mediów społecznościowych przedstawił dokumenty, mające potwierdzić wieloletnią współpracę Tymoszczuka z rosyjskim FSB. Jego była żona Nadia Nawrocka zdradziła również, że ta od dawna jest zastraszana przez Tymoszczuka, który powołuje się na swoje kontakty w Federalnej Służbie Bezpieczeństwa.
Zobacz również:













