Cztery miesiące temu córka Małysza poprosiła ludzi o pomoc, a tu taki ponury finał. Cud nie nadszedł
Cztery miesiące temu w mediach głośno zrobiło się o apelu, który w sieci zamieściła Karolina Małysz. Córka Adama poinformowała o tragedii w ich rodzinie i przy okazji poprosiła ludzi o pomoc finansową. Niestety, sprowadziło to na nią także falę krytyki, co z żalem komentowała w jednym z wywiadów. Choć sprawa zyskała medialny rozgłos, finał wydaje się nieco ponury. Takie wrażenie można przynajmniej odnieść, gdy odwiedzi się stronę zbiórki. Oto jaką kwotę udało się tam do tej pory zebrać.

Pod koniec sierpnia Karolina Małysz zamieściła w swoich social mediach przejmujący apel. Córka Adama poinformowała, że w jej rodzinie doszło do wielkiej tragedii - pensjonat należący do jej ciotki doszczętnie spłonął. Przejęta poprosiła wówczas ludzi tylko o jedno:
"W pensjonacie naszej cioci doszło do tragedii. Będziemy wdzięczni za każdą wpłatę i udostępnienie" - zaapelowała córka skoczka, prosząc o pieniądze.
Po wejściu na stronę zbiórki mogliśmy zobaczyć poruszające zdjęcia z pogorzeliska oraz przeczytać historię właścicieli pensjonatu, którzy "w jednej chwili stracili dorobek życia".
"To nie była tylko praca, ale całe nasze życie. Pensjonat 'Maria i Natasza Wisła' był dla nas domem i dziełem tworzonym z pasją (...) Każda, nawet najmniejsza pomoc, będzie dla nas bezcenna i da nam siłę, by spróbować podnieść się po tej tragedii" - apelowano.
Niespodziewanie jednak apel córki Małysza spotkał się nie tylko z pozytywnym odbiorem. Niestety, byli i tacy, którzy krytykowali Karolinę i sugerowali, że Małyszowie są na tyle bogaci, że powinni sami wesprzeć krewnych.
Wielkie poruszenie po apelu córki Małysza
W wywiadzie dla WP Sportowe Fakty Karolina opowiedziała, jak wiele przykrych słów usłyszała.
"Niestety, obok ogromu wsparcia pojawiła się też krytyka - pełna jadu, gorzkich słów i ocen, które w tak trudnym czasie są wyjątkowo bolesne. Rozumiemy, że istnieją inne ważne zbiórki" - wyjawiła córka Małysza, która jednocześnie raz jeszcze przypomniała, że pomoc jest dobrowolna i nikt nie musi się przyłączać, jeśli nie ma ochoty.
"Każde dobre słowo i odrobina życzliwości są w tej chwili na wagę złota" - podsumowała Karolina.
Na całą aferę zareagował także Adam Małysz, który w rozmowie z o2.pl oznajmił, że on także ruszył z pomocą i to nie jest tak, że polegają wyłącznie na publicznej zbiórce.
"Zagwarantowałem pomoc, jak będą po prostu jej potrzebować. Na razie to wszystko jest na tyle niepewne, że oni i tak czekają na ubezpieczyciela i na protokoły straży. Nawet jeśli będzie trzeba rozbierać budynek, zrobię to" - przekazał Adam.
Cztery miesiące temu córka Małysza zaapelowała o pomoc dla rodziny. Prośby na niewiele się zdały. Cud nie nadszedł
Od tamtej pory temat nieco przycichł w mediach. Okazuje się jednak, że - przynajmniej patrząc na stronę zbiórki - prośby córki Małysza na niewiele się zdały.
Być może ludzie pomagają w inny sposób, ale po samej zebranej dotąd kwocie trudno mówić o cudzie.
Celem zbiórki było zebranie pół miliona złotych. Pod koniec grudnia na stronie udało się jednak zebrać... 2130 złotych!
"Cała kwota 100% z tej zbiórki zostanie przeznaczona na pomoc społeczną dla poszkodowanych pogorzelców z Wisły, którzy są w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej po tragicznym pożarze pensjonatu "Maria i Natasza Wisła" - apelują nadal organizatorzy zbiórki.









