Marcin Możdżonek zdecydowanie reaguje na internetowy wpis Andrij Sybiha. Minister spraw zagranicznych Ukrainy wywołał burzę, publikując swoją ocenę obchodów 975. rocznicy powstania Ławry Peczerskiej.
Ukraiński polityk zasugerował domniemany niebagatelny wpływ Kijowa na rozpowszechnienie cywilizacji chrześcijańskiej w Europie. I się zaczęło.
"Z takiej bezczelności można i należy się śmiać, ale państwo polskie musi zareagować. Zakłamywanie historii - nawet w tak głupi sposób, jak poniżej - może nieść za sobą negatywne konsekwencje dla nas w przyszłości" - komentuje były siatkarz, niegdysiejszy kapitan reprezentacji Polski, a dziś doradca prezydenta Karola Nawrockiego.
Andrij Sybiha wywołał oburzenie. Wystarczył jeden wpis
"Dziś Ukraina obchodzi 975. rocznicę jednego z naszych najważniejszych historycznych zabytków, symbolu naszej trwałej państwowości i centrum wczesnego chrześcijaństwa w Europie - Kijowsko-Pieczerskiej Ławry" - rozpoczął swój wpis Andrij Sybiha.
"Tysiąc lat temu Kijów był bramą, przez którą cywilizacja chrześcijańska dotarła na zachód przez kontynent. Dlatego naszą drogę do członkostwa w UE nazywamy przywróceniem naszego miejsca w europejskiej rodzinie" - kontynuował.
Dziś znów jesteśmy strażnikami bramy. Trzymamy linię, by bramę zagrożenia dla reszty Europy trzymać zamkniętą
W dalszej części wpisu skrytykował Rosję. Obwieścił również, że teraz, przy okazji 975. rocznicy powstania Ławry Peczerskiej, "narodziła się symboliczna nowa tradycja - wspólne bicie dzwonów, łączące jej wiekową historię z podróżą ku tysiącleciu".
Na dowód upublicznił nagranie zarejestrowane w trakcie obchodów. Widzimy na nim wielu ukraińskich oficjeli, w tym - w pierwszym rzędzie - prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.
Nie tylko Możdżonek reaguje na wpis ukraińskiego ministra. "Zirytował wiele osób"
Marcin Możdżonek ma bogate sportowe CV. W latach 2011-2014 był kapitanem reprezentacji Polski w piłce siatkowej. W biało-czerwonych barwach wystąpił 242 razy. Razem z drużyną zdobył mistrzostwo świata (2014), złoto i brąz mistrzostw Europy (2009, 2011), złoto i brąz Ligi Światowej (2012, 2011) oraz srebrny i brązowy medal Pucharu Świata (2011, 2015).
Dziś zajmuje się polityką, a od kwietnia jest doradcą prezydenta Karola Nawrockiego w zakresie spraw związanych z klimatem i środowiskiem.
W temacie wpisu ukraińskiego ministra mówi jednym głosem m.in. z rusycysta i ukrainistą, doktorem z Uniwersytetu Szczecińskiego, Maciejem Pieczyńskim.
"To nieprawda, że 'Tysiąc lat temu Kijów był bramą, przez którą cywilizacja chrześcijańska dotarła na zachód przez kontynent'. Ruś Kijowska przyjęła chrzest w 988 r. z Bizancjum, czyli ze Wschodu, nie z Zachodu. Zachód nie potrzebował pośrednictwa Kijowa w przyjmowaniu cywilizacji chrześcijańskiej, bo ta cywilizacja już na tym Zachodzie była" - przekonuje Pieczyński.
Sprawa zrobiła się głośna, co opisuje dziennikarz Stuart Dowell z TVP World. Podsumowuje ją kilkoma zdaniami.
"Ukraiński minister spraw zagranicznych zirytował wiele osób, zwłaszcza Polaków, mówiąc, że Kijów był 'bramą', przez którą chrześcijaństwo dotarło na Zachód. Polska przyjęła chrześcijaństwo w 966 roku, 22 lata przed Ruską Ruś Kijowską w 988 roku. Wielka Morawa i Czechy chrystianizowały się jeszcze wcześniej. Sama Peczerska Ławra pochodzi z około 1051 roku" - czytamy.
"Kijów był centrum chrześcijaństwa bizantyjskiego i pomógł rozprzestrzenić je na północ i wschód, ale nie był bramą, przez którą chrześcijaństwo dotarło na Zachód" - zakończył.











