Babiarz wprost ws. religii, ogłosił publicznie. To dlatego się z tym nie kryje
Przemysław Babiarz chętnie opowiada o swojej wierze w Boga i nieraz bierze udział w inicjatywach organizowanych przez Kościół. Całkiem niedawno przygotował rozważania do 30. Centralnej Drogi Krzyżowej w stolicy. W rozmowie z Radiem Warszawa wyjaśnił, dlaczego publiczne świadectwo jest tak ważne. Wcześniej w mocnych słowach określił sprawę podejścia części młodzieży do postaci Jana Pawła II.

Głos Przemysława Babiarza od lat towarzyszy kibicom przy okazji przeróżnych wielkich sportowych wydarzeń, w tym igrzysk olimpijskich. Tym większe poruszenie wywołała decyzja TVP o zawieszeniu dziennikarza za jego komentarz do ceremonii otwarcia igrzysk w Paryżu (2024). "Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja pokoju, który ma wszystkich ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety" - mówił, słysząc piosenkę "Imagine".
Ostatecznie kara dla komentatora - po protestach i kontrowersjach - została cofnięta, lecz temat od wielu miesięcy powraca. Podobnie jak inny wątek dotyczący życia Babiarza. Chodzi o jego przywiązanie i podejście do wiary.
Przemysław Babiarz publicznie o swojej wierze. To dlatego mówi o niej głośno
Przemysław Babiarz otwarcie mówi o swojej wierze i bierze udział w przedsięwzięciach inicjowanych przez Kościół. Był m.in. główną twarzą akcji "Różaniec do Granic", zapraszał również na Drogę Krzyżową w obronie dzieci nienarodzonych.
W rozmowie z Krzysztofem Ziemcem podzielił się opinią o podejściu do Kościoła w Polsce. Przywołał przykład papieża Jana Pawła II. "Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich pięciu czy dziesięciu lat, on się bardzo, bardzo mocno zmienił. No, choćby Jan Paweł II postrzegany przez nasze pokolenie jako wielki kapłan, wielki człowiek, wielki Polak, dzisiaj dla ludzi młodych jest często celem kpin. Ale też i Kościół dziś jest instytucją dla wielu - szczególnie młodych ludzi - opresyjną. To jest miejsce, gdzie ktoś ode mnie czegoś chce, na siłę wymaga, próbuje mnie ociosać, a ja jestem wolnym człowiekiem" - mówił.
[Jan Paweł II] został skutecznie oczerniony w tej przestrzeni internetowej, w której weryfikacja oskarżeń następuje bardzo wolno, a oskarżenia padają bardzo szybko
W ostatnim czasie, przy okazji świąt wielkanocnych, Przemysław Babiarz przygotował rozważania do 30. Centralnej Drogi Krzyżowej w Warszawie pod hasłem "Wszyscy jesteśmy Cyrenejczykami". Była to zachęta do refleksji nad własnym życiem, cierpieniem i odpowiedzialnością za drugiego człowieka.
Na antenie Radia Warszawa komentator sportowy opowiadał, co to znaczy być Szymonem z Cyreny. Mówił, że to dla niego ten, który pomaga nieść krzyż Zbawicielowi. "Przy czym jest to też w pewnym sensie akceptacja własnego krzyża" - zaznaczał. Wspomniał, że jego osobistym krzyżem były m.in. kwestie zdrowotne oraz śmierć żony. Przy okazji zachęcał do modlitwy różańcowej - a zwłaszcza tajemnicy bolesnej - przy rozważaniu Męki Pańskiej.
"W całej naszej wierze, z jednej strony chodzi o to, aby miała ona charakter bycia we wspólnocie z Kościołem, a z drugiej strony, żeby była też osobista" - opowiadał. I przekonywał, że nie wyobraża sobie życia bez Boga, a dopuszczenie myśli o jego braku może powodować przenikającą trwogę.
Babiarz wyjaśniał również, dlaczego ważne jest niewstydzenie się Jezusa i otwarte dzielenie się świadectwem wiary. Przywołał tu swoje doświadczenie z czasów Polski Rzeczpospolitej Ludowej, kiedy to publiczne okazywanie przywiązania do Kościoła było bardzo źle widziane przez władze.
"Moje doświadczenie z dzieciństwa jest takie, że żyłem w PRL-u, a zatem żyłem w rzeczywistości państwa, które z definicji było ateistyczne. Przez fakt, że władza ludowa walczyła z Kościołem i z wiarą, to tym cenniejsza była ta wiara. Wymagała ona pewnego trudu, przełamania barier, w tym lęku. Wtedy słyszałem frazę, że wiara jest rzeczą prywatną. I uświadomiłem sobie, że skoro jest rzeczą prywatną, to dlaczego dzieci członków partii nie mogły chodzić na religię. Miałem takich kolegów. (...) Czyli okazywało się, że wiara nie jest jednak rzeczą prywatną" - przytoczył.
Nie spotkał się z ostracyzmem ze względu na publiczne deklaracje dotyczące religii. Choć liczy się z tym, że mogłoby być inaczej. "We współczesności mamy takie zjawisko publicznej niewiary. Ale chyba też tym bardziej publiczne wyznanie wiary jest i niezbędne, i cenne" - podsumował.












