Artur Boruc uratował rodaków przed bandytami. "To prawdziwy bohater"
Podczas gdy podopieczni Jana Urbana szykują się na najważniejszy mecz reprezentacji Polski ostatnich lat, byli kadrowicze z zapartym tchem śledzą ich poczynania. Niegdyś bramki "Biało-Czerwonych" bronił Artur Boruc, który zasłynął nie tylko z heroicznych interwencji na boisku. Blisko dwie dekady temu głośno było o bohaterskim czynie naszego golkipera, który uratował grupę Polaków przed bandytami.

Przed reprezentacją Polski jeden z najważniejszych meczów ostatnich lat - starcie ze reprezentacją Szwecji w finale baraży o tegoroczne mistrzostwa świata. Byli kadrowicze z pewnością z zapartym tchem śledzą poczynania swoich młodszych kolegów po fachu, wspominając własne występy w biało-czerwonych barwach. Jednym z kluczowych zawodników reprezentacji Polski w poprzednich latach był Artur Boruc.
Golkiper zapisał się w historii polskiego futbolu jako jeden z najlepszych bramkarzy swojego pokolenia. 46-latek nie tylko brylował w biało-czerwonych barwach - na poziomie klubowym święcił sukcesy m.in. w Celtic FC, gdzie zdobywał trofea i uznanie kibiców. Jego pewność między słupkami i charyzma sprawiły, że stał się jedną z ikon polskiej piłki.
Niewielu jednak pamięta, że blisko 20 lat temu Boruc zasłynął nie tylko z interwencji na boisku, ale również z odwagi poza nim. Gdy grał w Glasgow, stał się bohaterem dramatycznych wydarzeń, o których mówiła cała Wielka Brytania.
Artur Boruc bohaterem. Uratował Polaków przed bandytami
Blisko dwie dekady temu w jednym z parków w Glasgow doszło do brutalnego ataku na grupkę Polaków - kobietę w zaawansowanej ciąży, jej siostrę i szwagra. Agresorzy, którzy siedzieli na ławce i popijali piwo, usłyszeli wspomnianą wcześniej trójkę rozmawiającą po polsku i zdecydowali się na "interwencję". Najpierw rzucali w ich stronę rasistowskie obelgi, a następnie zaatakowali fizycznie, szczując ich psami. Kobieta została trafiona puszką piwa i upadła, jej siostra otrzymała cios w twarz, a mężczyzna został przewrócony na ziemię i brutalnie pobity - jeden z napastników nawet ugryzł go w ucho.
Sytuacja mogła zakończyć się tragicznie, gdyby nie przypadkowa obecność Boruca. Bramkarz wracał akurat przez park i usłyszał wołanie o pomoc. Bez chwili wahania ruszył w stronę atakowanych rodaków. Uwolnił mężczyznę z rąk napastników i zdecydowanie ruszył na agresorów, którzy w obliczu jego reakcji uciekli z miejsca zdarzenia.
Dzięki jego interwencji poszkodowanym nic poważnego się nie stało. Kobieta, która była ofiarą przemocy ze strony Szkotów, nie kryła później wdzięczności, nazywając Boruca prawdziwym bohaterem. Co ciekawe, początkowo nie wiedziała nawet, kim jest jej wybawca, jego tożsamość poznała dopiero dzięki mężowi. "Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co mogłoby się stać, gdyby Artura nie było w pobliżu. To prawdziwy bohater" - mówiła wówczas w rozmowie z brytyjską gazetą "Sunday Mail".
Sam piłkarz, zapytany o całe zdarzenie, podszedł do sprawy z charakterystyczną skromnością, podkreślając, że zrobił tylko to, co na jego miejscu zrobiłby każdy.











