Amerykanie oszaleli na punkcie tego Polaka. Jest ustawiony do końca życia
Na początku XXI wieku osoba Sebastiana Janikowskiego w naszym kraju kojarzyła się z pewną egzotyką. Pochodzący z Wałbrzycha Polak stał się jedną z największych gwiazd futbolu amerykańskiego, bijącą rekordy NFL. Za oceanem Janikowski zarobił miliony, co pozwala mu na emeryturze wieść spokojne i komfortowe życie. Kwota na jego koncie musi robić wrażenie. W USA do dzisiaj pozostaje rozpoznawalny, lecz w Polsce dla wielu jest postacią anonimową.

Futbol amerykański oraz rozgrywki NFL nie są w naszym kraju szczególnie popularne. Uwagę polskich widzów zwraca głównie słynne Super Bowl, wydarzenie znane na całym świecie nie tylko ze względów sportowych, lecz również i czysto rozrywkowych. Na taki stan rzeczy wpływ mają przede wszystkim różnica czasowa, a także brak polskich zawodników. Nie zawsze jednak tak to wyglądało.
Pierwsi przybysze z Polski w świecie NFL pojawiali się już w latach 70. Wówczas Amerykanie postawili na dwóch polskich "kopaczy", występujących na pozycji placekicker. Mowa rzecz jasna o Czesławie Marcolu oraz Ryszardzie "Richu" Szaro, którzy w tamtych czasach zaznaczyli swoją obecność w najlepszej na świecie lidze futbolu amerykańskiego. W późniejszych latach swój epizod w NFL zaliczył również pochodzący z Polski i wychowany w Wisconsin Zbigniew Maniecki.
Na przełomie XX i XXI wieku w NFL pojawił się kolejny Polak - urodzony w Wałbrzychu Sebastian Janikowski. Podobnie jak Marcol i Szaro występował jako "kopacz", a już jego wybór w drafcie przeszedł do historii ligi. Janikowski został wybrany w pierwszej rundzie z numerem 17 przez Oakland Raiders, w którym spędził wiele lat. Był to wówczas dopiero czwarty wybór placekickera w pierwszej rundzie draftu.
Polak podbił Stany Zjednoczone. Za oceanem dorobił się prawdziwej fortuny
Przez 19 lat kariery w NFL Janikowski pobił wiele rekordów, a jego osoba stała się doskonale znana wszystkim Amerykanom zakochanym w swojej odsłonie futbolu. W trakcie swojej gry w NFL Janikowski pobijał rekordy m.in. w najdłuższym celnym kopnięciu na bramkę (63 jardy - 57,60 metra) czy najdłuższym oddanym kopnięciu w meczu (76 jardów - 69,49 metra). Gdy pobijał wynik 1913 zdobytych punktów plasowało go to na dziesiątej pozycji w klasyfikacji wszechczasów całej ligi.
Najbliżej drużynowego sukcesu Janikowski był w 2003 roku, gdy jako pierwszy i dotychczas jedyny Polak wystąpił w Super Bowl. Jego Oakland Riders wówczas uległo Tampa Bay Buccaneers 48:21. Decyzję o zakończeniu kariery sportowej ostatecznie podjął w 2019 roku.
Janikowski w USA jest bardzo popularny do dzisiaj, odwrotnie proporcjonalnie do rozpoznawalności jego osoby w ojczyźnie. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" z 2021 roku sam przyznawał, że za oceanem może cieszyć się większą popularnością od Roberta Lewandowskiego.
- Dobrze jest mi na emeryturze. Chociaż muszę przyznać, że wszystko mnie boli, zwłaszcza plecy, ale po 19 latach kariery nie może być inaczej. Poza tym mija dzień za dniem. Tak jak zapowiadałem, zostałem taksówkarzem, który rozwozi swoje córki do szkoły. Po lekcjach bawimy się z nimi. W końcu mogę poświęcić się rodzinie, bo jak grałem w futbol nie było mnie w domu przez całe dnie. (...) Mam rodzinę, mam dzieci i nic więcej już mi nie potrzeba. Nie żyję na pokaz, nie obnoszę się z tym, że zarobiłem niezłe pieniądze - opowiadał Sebastian Janikowski o swoim życiu po zakończeniu kariery sportowej.
Na komfortowe życie Janikowski zapracował latami kariery w NFL, za co był sowicie wynagradzany. Jak oszacowano, Polak w trakcie swojej bogatej w sukcesy kariery sportowej zarobił ponad 53 miliony dolarów. Jak sam przyznawał w "Przeglądzie Sportowym", jedną z jego słabości są samochody.
- Łącznie mamy siedem czy osiem aut. Lubię jeździć samochodami, od małego marzyłem o ferrari. A teraz, gdy jestem starszy, kupiłem sobie ferrari - wyliczał Janikowski stan liczebny swojego garażu.
Zobacz również:













