Żona i córki dołączyły do przebywającego w USA Roberta Lewandowskiego trochę później, po tym, jak Anna podomykała swoje sprawy w Europie. Od niedawna cała rodzina zadamawia się zatem za oceanem, i to - w przypadku "Lewej" - z sukcesami.
Lewandowska jest bardzo aktywna i wszędzie, gdzie się pojawia, stara się zarazić innych zamiłowaniem do sportu. Nie inaczej jest teraz w Chicago. W mediach społecznościowych ujawniła kulisy nowego projektu. Nie realizuje go sama, a z pewnym niesamowitym Polakiem.
Lewandowska i Czabański łączą siły. Ogromne zainteresowanie w Chicago
Krótko po przeprowadzce do USA Anna rozpoczęła treningi w nowym otoczeniu. Nie jest osamotniona, towarzyszy jej bowiem mieszkający w Illnois Jurand Czabański.
To rekordzista świata na dystansie 10-krotnego Ironamana, pierwszy człowiek na świecie, który ukończył morderczy dystans 50-krotnego Ironmana Continuous oraz rekordzista świata w 20-krotnym Ironmanie Continuous.
Do spółki z Anną Lewandowską postanowił stworzyć w Chicago nową przestrzeń dla biegaczy. Sukces projektu chyba przerósł oczekiwania, co opisuje "Lewa" na InstaStories. Okazuje się, że chętnych do udziału jest tyle, że trzeba będzie reglamentować miejsca.
Tylko w kilka godzin ponad 300 osób zapisało się do naszej biegowej społeczności
"Niestety, miejsca są limitowane. Będziemy wysyłać e-maile z potwierdzeniem oparte na kolejności zgłoszeń. Będą tam wszystkie szczegóły na temat punktu spotkania. Dziękuję za niesamowity odzew" - kontynuuje.
Na koniec wyraża nadzieję, że to dopiero początek "czegoś specjalnego w Chicago", oznaczając przy tym profil Czabańskiego.
Czabański chce wziąć udział w 100-krotnym Ironmanie. Wszyscy mu odmawiają
Jurand Czabański nie bez powodu nazywany jest "człowiekiem ze stali". Jego osiągnięcia z Ironmana, jednego z najtrudniejszych triathlonów na świecie, robią ogromne wrażenie.
W Sztafecie Pasji opowiadał o swoich przemyśleniach podczas 50-krotnego Ironmana Continuous i o tym, jak wyglądały te zawody. W pewnym momencie był już "totalnie wykończony".
"Wstawałem jak maszyna. Każda minuta była zaplanowana. Gdy się spóźniałem, to wiedziałem, że będzie mi to odjęte z przerwy, więc przyspieszałem biegiem, żeby mieć odpoczynek 12-15 minut, aby usiąść i zjeść" - wspominał.
Zastanawiał się, kiedy jego ciało powie "dość". "Kiedy miałem naprawdę duży kryzys, w dzień, w którym ze 3-4 razy zemdlałem ze zmęczenia, doszedłem do punktu, że zacząłem zastanawiać się, kiedy powiedzieć 'stop'" - mówił. I wyznał, co mogłoby być największą motywacją do ukończenia zawodów.
I doszedłem do tego, że to sytuacja nas zmusza, by nie mówić 'stop'. Pomyślałem sobie, że co by było, gdyby ktoś powiedział, że od tego zależy życie twojego dziecka. I wtedy pomyślałem: Nie powiedziałbym 'stop' nigdy. Robiłbym to do śmierci
Dzięki jego determinacji i sukcesowi w Ironmanie udało się wspomóc podopiecznych Fundacji Cancer Fighters. Zgodnie z zapowiedzią sponsor Juranda przekazał na rzecz chorych 125 tys. zł - po 5 tys. za każdą godzinę pobitego przez Czabańskiego rekordu na dystansie 50-krotnego Ironmana Continuous.
Tymczasem Czabański nie chce się zatrzymywać. Jego marzeniem jest wzięcie udziału w 100-krotnym Ironamnie Continuous. Jednak nie ma chętnych na podjęcie się zorganizowania takich zawodów.
"Większość mówi 'nie', że to szalony pomysł. Jak się uda, to będzie piękna reklama, ale szansa na to jest mała, a szanse, że się nie uda, i to w tragiczny sposób, jest za duża i nie chcą być kojarzeni z tragedią. Ale dalej rozmawiam. Mam nadzieję, że któraś firma uwierzy w moje możliwości i powie 'okej, idziemy w to'" - podsumował.











