Tyle muszą zapłacić Tomasiakowi. Młody Polak zawstydził kolegów z kadry
Kacper Tomasiak przebojem wdarł się do Pucharu Świata i już w debiutanckim sezonie nie tylko imponuje formą, ale także zostawia w tyle bardziej doświadczonych kolegów z kadry. Świetne występy 18-latka w Turnieju Czterech Skoczni przełożyły się na imponujące zarobki, które znacząco przewyższają premie pozostałych "Biało-Czerwonych" w tym sezonie.

W debiutanckim sezonie Pucharu Świata Kacper Tomasiak spisuje się znakomicie i bez żadnych wątpliwości wyrósł na lidera polskiej kadry. Zaledwie 18-letni skoczek regularnie punktuje, notuje najlepsze wyniki wśród "Biało-Czerwonych" i potwierdza swoją wysoką dyspozycję zarówno w konkursach indywidualnych, jak i w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Forma Tomasiaka sprawiła, że dziś jest on nie tylko największą nadzieją polskich skoków, ale także zdecydowanie najlepszym Polakiem tego sezonu pod względem sportowym i finansowym.
Bardzo dobrze młody zawodnik zaprezentował się również w Turnieju Czterech Skoczni. W prestiżowej imprezie Tomasiak był najrówniejszym z Polaków i zakończył zmagania na 12. miejscu w klasyfikacji generalnej. To wynik, który w kontekście jego wieku i pierwszego pełnego sezonu w elicie należy uznać za ogromny sukces. Podczas gdy bardziej doświadczeni koledzy z kadry mieli spore problemy z regularnością, 18-latek potrafił odnaleźć się na trudnych skoczniach w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen.
Kacper Tomasiak zarobił niemałe pieniądze w Turnieju Czterech Skoczni
Dobre wyniki przełożyły się na konkretne pieniądze. Kacper Tomasiak w trakcie Turnieju Czterech Skoczni zarobił łącznie 12 050 euro, co daje około 50,7 tys. złotych. To zdecydowanie najlepszy rezultat finansowy spośród wszystkich polskich skoczków. Co więcej, jego zarobki w tym sezonie - a więc 40,5 tys. euro (około 170 tys. złotych) - są wyższe niż łączne premie Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Macieja Kota i Pawła Wąska razem wziętych. Panowie bowiem w Pucharze Świata zarobili do tej pory łącznie 33,3 tys. euro, a więc około 140,2 tys. złotych. Różnica jest wyraźna i doskonale obrazuje, jak bardzo Tomasiak odstaje obecnie poziomem od reszty kadry.
Dla porównania, światową finansową karuzelę napędza Domen Prevc, który po triumfie w 74. edycji Turnieju Czterech Skoczni zgarnął 100 tys. euro i ma już na koncie 297,3 tys. euro (około 1,25 mln złotych). Za Słoweńcem plasują się Ryoyu Kobayashi i Ren Nikaido, którzy dopiero przekroczyli granicę 100 tys. euro. Na tle światowej czołówki zarobki Tomasiaka są skromniejsze, ale w polskich realiach to i tak naprawdę imponujący wynik. Warto pamiętać, że oficjalne premie FIS to tylko część dochodów skoczków, bo najlepsi mogą liczyć także na lukratywne kontrakty sponsorskie.












