Przeskakiwał skocznie, był pierwszym Polakiem z wygraną w Pucharze Świata. Umierał w cierpieniu
- Nie mam zbyt wielu pamiątek po mężu. Są jeszcze gdzieś pojedyncze dyplomy. Wszystko sprzedał, jak potrzebowaliśmy pieniędzy - mówiła Stanisława Bobak, żona znakomitego przed laty skoczka Stanisława Bobaka, który na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku był jednym z najlepszych na świecie. Zawodnik z Zębu miał 16 lat, kiedy zadebiutował w Turnieju Czterech Skoczni. Został pierwszym polskim zwycięzcą konkursu Pucharu Świata. Zmarł w wieku zaledwie 54 lat, a ostatnie miesiące życia były dla niego prawdziwym cierpieniem.

W skrócie
- Stanisław Bobak był pionierem polskich skoków narciarskich, pierwszym Polakiem, który wygrał zawody Pucharu Świata, ale jego karierę przerwały problemy zdrowotne i nerwy.
- Sukcesy sportowe nie przełożyły się na jego późniejsze życie, które było naznaczone ciężką chorobą i brakiem stabilizacji finansowej.
- Ostatecznie Bobak zmarł w cierpieniu w wieku 54 lat, a jego historia to przykład niespełnionego talentu i trudności, z jakimi mierzył się sportowiec po zakończeniu kariery.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W polskich skokach narciarskich co rusz pojawiał się wielki talent. Nie każdy jednak był w stanie robić w sporcie rzeczy wielkie. Przed Stanisławem Bobakiem wielka kariera stała otworem. Niestety najczęściej górę brały nerwy i choćby dlatego skoczek z Zębu nie ma ani jednego medalu z wielkiej imprezy, a przecież należał do grona najlepszych zawodników na świecie.
W wieku 16 lat Bobak zdobył mistrzostwo Polski juniorów, co otworzyło mu drogę do międzynarodowej kariery. W 1972 roku zadebiutował w seniorskich mistrzostwach Polski, gdzie po pierwszej serii konkursu na Wielkiej Krokwi zajmował trzecie miejsce. Drugi skok, choć długi na 108 metrów, zakończył podpórką, ale został zapamiętany.
16-letni Polak zadebiutował w Turnieju Czterech Skoczni. Z miejsca stał się nową gwiazdą skoków
W tym samym roku 16-letni skoczek zadebiutował w Turnieju Czterech Skoczni. W klasyfikacji generalnej zajął 31. miejsce. Przełomem w jego karierze okazał się sezon 1974/1975.
Nie miał jeszcze 19 lat, kiedy z przytupem rozpoczął Turniej Czterech Skoczni. Polak stał się sensacją tych zawodów, choć jeszcze większą byli wówczas Austriacy. Tych od niedawna prowadził Baldur Preiml, który wprowadził rewolucyjne zmiany w sprzęcie. To był wielki powrót Austriaków do światowej czołówki po wielu latach posuchy.
W porywistym wietrze konkurs w Oberstdorfie wygrał zaledwie 19-letni Willi Puerstl, który wcześniej był kompletnie nieznany. Równie zaskakujące było drugie miejsce Bobaka. Rainer Schmidt z NRD, zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni z 1973 roku, wywalczył sobie trzecie miejsce.
W Garmisch-Partenkirchen Bobak był dopiero 18. i w klasyfikacji generalnej spadł na czwarte miejsce. W Innsbrucku przed 30 tysiącami kibiców 17-latek z Polski był szósty, ale w "generalce" nadal był czwarty.
Konkurs w Bischofshofen odbywał się we mgle, przez co jury było zmuszone do znacznego skrócenia rozbiegu w pierwszej serii. Nie wszyscy skoczkowie dobrze poradzili sobie z tymi warunkami. Po wydłużeniu rozbiegu przed drugą serią rywalizacja nabrała rumieńców. W rezultacie Czechosłowak Rudolf Hoehnl wyrównał rekord skoczni, wynoszący 106 metrów. W walce o miejsce na podium w klasyfikacji generalnej Rainer Schmidt również poszybował na 105 metrów, a Bobak osiągnął nawet 108 metrów. Obaj jednak zaliczyli upadki i przestali się liczyć w walce o wysokie lokaty w konkursie. Ostatecznie Bobak był 18., ale w klasyfikacji generalnej TCS zajął znakomite piąte miejsce. Przed nim było tylko trzech Austriaków: Puerstl, mało znany wówczas Edi Federer (był potem menedżerem Adama Małysza) i Karl Schnabl. Czwarty był Czech Karel Kodejska. To były narodziny austriackiej potęgi, a dla nas narodziny nowej gwiazdy skoków narciarskich. Osiągnięcie Bobaka przebił dopiero na przełomie wieków Małysz. To pokazuje, z jaką skalą talentu mieliśmy do czynienia.
Rok później Bobak potwierdził klasę. Był szósty w TCS. Zajął też wówczas drugie miejsce w Bischofshofen.
Pierwszy raz chyba spotkaliśmy się w 1975 roku. Byliśmy jeszcze juniorami, ale już wtedy Staszek był dla mnie gwiazdą skoków narciarskich w Polsce. Był już wówczas rozpoznawalny na świecie. Był lepszy ode mnie o kilka klas, bo ja jako junior specjalnie się nie wyróżniałem
- Miał 16 lat, kiedy wszedł do kadry. To był super chłopak. Trener Janusz Fortecki szybko wprowadził do kadry, bo czuł, że to jest wielki talent. Był naprawdę świetny - dodawał Wojciech Fortuna, pierwszy polski mistrz olimpijski zimowych igrzysk, w rozmowie z Interia Sport.
Sprzęt "zabił" sportową rywalizację na igrzyskach
Po udanym występie w Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 1975/1976 Bobak zaostrzył apetyty kibiców na sukces w zimowych igrzyskach olimpijskich w Innsbrucku. Tam jednak był 28. na normalnej skoczni i 37. na dużej. Imprezę zdominowali skoczkowie z NRD i Austrii.
- Przed olimpiadą walczyłem z Dannebergiem i Aschenbachem i traciłem do nich w skokach 2-3 m, a gdy przyszły zawody olimpijskie, ci sami zawodnicy odskoczyli mi o 10-15 m. Dużo dał im nowoczesny sprzęt, a zwłaszcza nowe kombinezony - opowiadał Bobak na łamach książki Wojciecha Szatkowskiego pt. "Od Marusarza do Małysza".
"Skakał pięknie stylowo i daleko, często lądował już poza strefą bezpieczeństwa, ale podejmował świadomie ryzyko. Jeśli chce się w sporcie osiągać najlepsze wyniki, trzeba bowiem podejmować ryzyko. Jest ono wpisane niejako w zawód skoczka narciarskiego (...) W historii polskiego sportu narciarskiego i podniebnej dyscypliny należał do najbardziej przebojowych i odważnych zawodników. Styl jego skoków, podczas których wydawało się, że głową dotyka dziobów nart, wzbudzał zawsze uznanie kibiców. Nie tylko polskich. Skakał pięknie. Firma Elan, na której nartach Bobak osiągał najlepsze wyniki, wiedziała, co robi i wydała jako pocztówkę zdjęcia Bobaka z jednego konkursów. To piękne zdjęcie Bobaka wychylonego niemal całkowicie na dzioby Elanów, lecącego jakby na przekór prawom fizyki, obiegło cały sportowy świat. Ten chłopak z Zębu zachwycał i zadziwiał. Piął się szybko w statystykach najlepszych skoków świata" - tak o Bobaku pisał Szatkowski.
Jesienią 1977 roku Bobak przeszedł operację kolana. Wydawało się, że straci sezon, ale jednak wybłagał lekarzy, by puścili go na mistrzostwa świata do Lahti (1978). Tam świata też nie zawojował.
Stanisław Bobak - pierwszy Polak ze zwycięstwem w Pucharze Świata. W USA bił się o olimpijski medal
W sezonie olimpijskim był jednak w wybornej formie. W zimie z 1979 na 1980 rok ruszył Puchar Świata w skokach narciarskich. I Bobak skakał fantastycznie. W styczniu 1980 roku został pierwszym Polakiem w historii, który wygrał zawody tej rangi. Triumfował wówczas na Średniej Krokwi. Kolejnego dnia był drugi na Wielkiej Krokwi, a triumfował wtedy Piotr Fijas. Zawody w Polsce nie miały jednak zbyt dobrej obsady. Przed wyjazdem na zimowe igrzyska do Lake Placid Bobak był jeszcze trzeci we francuskim Saint-Nizier.
W USA był czwarty po pierwszej serii konkursu na normalnej skoczni. Po drugim skoku spadł wówczas na dziesiąte miejsce. Triumfował wtedy Austriak Tonni Innauer. Polak przegrał wówczas brązowy medal o zaledwie siedem punktów. Po zawodach mówił o tym, że za bardzo powiało mu w plecy w drugim skoku.
- W Lake Placid nie wytrzymał chyba psychicznie tego, że może zdobyć medal olimpijski. Nie skoczył normalnie, po swojemu. Gdyby tak zrobił, to pewnie miałby medal, bo tak mocny był wtedy - mówił Fijas, który w USA był 47. na normalnej i 14. na dużej skoczni.
Fortuna uważa, że Bobak w Lake Placid przegrał przez to, co było jego największą wadą - przez zbyt duże nerwy. Skoczek z Zębu miał duże problemy z tym, żeby zapanować nad nimi.
Wygrał zawody Pucharu Świata. Nie miał jednak szczęścia do medalu. Wszystko dlatego, że był trochę nerwowy. W nocy potrafił wykurzyć pół paczki "Sportów". Niestety robił to w pokoju, w którym spaliśmy, ale z czasem nauczył się wychodzić na papierosa. Zabierał wówczas listę startową skoczków i skreślał tych, z którymi przegra. I właśnie przez te nerwy nie zdobył w Lake Placid medalu olimpijskiego. On wiedział, czego chce w sporcie, ale zjadały go nerwy. Nie było wówczas w naszej kadrze psychologów i fizjologów, którzy by go ustawili
O tym, że był nałogowym palaczem, wspominał też Apoloniusz Tajner, były trener i były prezes Polskiego Związku Narciarskiego (PZN), który - jako zawodnik - był z Bobakiem w kadrze w latach 1978-1980.
- To, co mi najbardziej utkwiło, to wspólne mieszkanie w jednym pokoju ze Staszkiem. To było naprawdę trudne, bo strasznie kurzył. W nocy wstawał ze trzy-cztery razy, podchodził do okna, i palił. Ten zapach od razu budził. To były jednak czasy, kiedy wielu skoczków paliło - mówił Tajner w rozmowie z Interia Sport.
To, co wyróżniało Bobaka, to była też jego wielka skrytość. I choćby z tego względu nie za bardzo nawet rozmawiał z żoną, wtedy jeszcze narzeczoną, na temat tego, co wydarzyło się w Lake Placid, gdzie stanął przed życiową szansą.
- To był dobry człowiek, ale był skryty. Nawet nie bardzo chciał opowiadać o tym, co się stało w Lake Placid, kiedy walczył o medal. Za to nie zapomniał o tym, by przysłać mi kartkę z USA - powiedziała pani Stanisława Bobak w rozmowie z Interia Sport.
- To był bardzo skryty, ale też konkretny człowiek. Nie można było z nim jednak za bardzo porozmawiać - wspominał Tajner.
- Od 1978 roku przez trzy lata byliśmy razem w kadrze Polski. Był zamknięty w sobie i skryty. Raczej nie mówił za dużo. Pilnował swojego. Nie był zbyt wylewny. Był bardzo mocny fizycznie. Przy tym miał dobrą technikę. Był stosunkowo niski, a ciężki. Jeżeli chodzi o trening, to był zdyscyplinowany, ale też był nieufny. Najlepiej rozumiał się z klubowym trenerem Janem Furmanem. Ten szkoleniowiec tak dobierał mu trening, że on Staszkowi bardzo służył. Mimo tego Staszek często próbował robić pewne rzeczy po swojemu - dodawał Fijas.
Sezon olimpijski Bobak, skoczek WKS Legia Zakopane, skończył na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, zostając pierwszym Polakiem, który stanął na podium "generalki". Jego wynik pobił dopiero 21 lat później Małysz. Po igrzyskach w Lake Placid Bobak był jeszcze drugi na lotach w Vikersund. To było jego ostatnie podium Pucharu Świata.
Dramat wielkiego polskiego talentu, fatalna diagnoza
Kolejny sezon okazał się ostatnim dla 25-letniego wówczas skoczka. Wszystko przez problemy z kręgosłupem.
- Już w Planicy podczas sezonu 1979/80 odczuwałem silne bóle: spinało mi kręgosłup tak mocno, że nie mogłem startować na swoim normalnym poziomie sportowym. Zaciskałem zęby, przypinałem numer, ale nie skakałem tak jak kiedyś, tylko czekałem, aż skok się skończy. Uszkodzeniu uległ odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Ból promieniował przez całą nogę, biodro, aż do kostki. Leczono mnie w Piekarach Śląskich, ale nie miałem operacji - opowiadał kiedyś Bobak po latach.
U skoczka z Zębu lekarze stwierdzili rozszczepienie kręgosłupa na wysokości czwartego i piątego kręgu. Kontuzja ta spowodowała częściowy paraliż i zmusiła go do zakończenia kariery. To był efekt strasznie ciężkiego w owych czasach treningu siłowego. Wtedy na skoczniach nie było wyciągów, więc zawodnicy musieli mieć bardzo silne nogi, by wychodzić na szczyt obiektu. Do tego z pewnością przyczyniło się też to, że Bobak nie kalkulował. Kiedy tylko dało się, to przeskakiwał skocznie. Często zaliczał przy tym upadki, a to też nie pozostało bez wpływu na kręgosłup. Zwłaszcza że wówczas skoczkowie podchodzili do lądowania z bardzo wysoka. Tak skonstruowane bowiem były obiekty.
- To był jeden z najlepszych skoczków na świecie. Miał niesamowite odbicie. W nogach miał prawdziwy dynamit. Kiedy wszystko mu wychodziło, to wówczas był w ścisłej czołówce. Jak nie, to ta moc, jaką miał, przeszkadzała mu w dobrym skoku. Miał bardzo silne nogi, ale też iskrę i talent w sobie - przyznał Tajner.
Znakomitego polskiego skoczka pamięta też Innauer, który też z powodu kontuzji bardzo szybko zakończył sportową karierę. Ze skokami rozstał się rok po tym, jak odszedł z nich Bobak. W przeciwieństwie do Polaka Austriak notował jednak wielkie sukcesy.
Bardzo dobrze pamiętam tego polskiego skoczka narciarskiego o wyrazistej twarzy i wąsach. Bobak był bardzo silnym chłopakiem o wielkiej odwadze. Szanowaliśmy go, bo miał tak imponujące odbicie. Obaj szybko awansowaliśmy z juniorów na sam szczyt, dlatego stale się obserwowaliśmy i dobrze znaliśmy. Prawdopodobnie mógłby osiągnąć jeszcze więcej dzięki swojemu talentowi, gdyby zawsze miał dostęp do najlepszego kombinezonu i sprzętu narciarskiego
Dla Bobaka zaczynał się nowy rozdział życia, choć jeszcze próbował walczyć.
- Kiedy pojawiły się problemy z kręgosłupem, to bardzo to przeżył. Skoki były dla niego całym życiem. Nagle musiał z tego zrezygnować, bo lekarze zagrozili, że zostanie kaleką. Nie dawał jednak za wygraną, tylko kombinował, by skakać na własną rękę. Był w Piekarach Śląskich, bo mieli go operować, ale ostatecznie lekarze doszli do wniosku, że lepiej będzie, jeśli nie będą ruszać tego kręgosłupa, by nie pogorszyć sytuacji. Staszek chciał dotrwać do igrzysk Sarajewie, ale musiał zakończyć przedwcześnie karierę - opowiadała wdowa po Bobaku.
Oboje poznali się przez brata skoczka, który mieszkał w pobliżu pani Stanisławy. Oboje pobrali się w grudniu 1981 roku, a zatem już po zakończeniu kariery sportowej.
- Staszek wtedy już nie skakał. Zresztą mówił mi, że gdyby dalej skakał, to jeszcze by się nie żenił - śmiała się.
Skok w nowe życie - bez pieniędzy i z rentą inwalidzką. Umierał w cierpieniu
Problemy z kręgosłupem były dla Bobaka wielkim kłopotem, ale on zaciskał zęby i ruszył do pracy. Nie miał wyjścia. Otrzymał wprawdzie rentę, ale nie był w stanie utrzymać z niej rodziny. Zaczął też wówczas sprzedawać swoje trofea.
- Kręgosłup mu dokuczał, ale nie było tak źle. Musiał jednak pójść do pracy, bo nie było z czego żyć. Dostał lichą rentę, więc podjął się pracy na budowie, gdzie niestety nadwyrężał kręgosłup. Pracował do 2005 roku. Do czasu, kiedy poważnie zachorował na jelita - przyznała pani Stanisława.
Najgorsze dopiero miało nadejść. Wszystko zaczęło się od wyjazdu do Francji na budowę. Tam znaleziono Bobaka nieprzytomnego. Niewiele zabrakło, a już wówczas straciłby życie.
To był najgorszy czas. Staszek straszliwie cierpiał. Był żywiony pozajelitowo. Zwijał się z bólu, a przecież można było wyciąć kawałek jelita i może wtedy byłoby lepiej. Wszystko zaczęło się od skrętu jelit we Francji, gdzie pojechał do pracy na miesiąc. Koledzy poszli do pracy, a on został w domu, bo miał boleści. Kiedy przyszli, to zastali go nieprzytomnego. Przez pięć dni był w śpiączce. Syn pojechał po niego. Na szczęście ludzie ze świata sportu pomogli wówczas i załatwili transport samolotem z Francji, bo nie wiem, czy byłby w stanie dotrzeć do domu samochodem. Potem miał operację w Zakopanem, a kolejną w Warszawie. Na kilka miesięcy się poprawiło, ale problemy wracały. Co chwilę Staszek lądował w szpitalu. Zakończyło się na stomii
- Trafił do nas w krańcowo ciężkim stanie, wyniszczony po wykonanej w niejasnych okolicznościach operacji we Francji. Z opisu wynika, że wiele dni po zabiegu pacjent był pod respiratorem, miał bakterie we krwi - mówił w 2005 roku ordynator dr hab. Marek Pertkiewicz, cytowany przez skijumping.pl.
- Kiedy Staszek wrócił z Francji i był w szpitalu w Warszawie, to byłem u niego. Widziałem, jak było mu trudno, choć wyglądał na pogodzonego z tym, co go spotkało. Podczas pracy we Francji coś zjadł albo wypił i dostał skrętu kiszek. Ledwo go tam wówczas uratowali i właściwie z tego już nie wyszedł. W domu poruszał się ze stojakiem, na którym była kroplówka - dodał Tajner.
Po długiej chorobie Bobak zmarł 12 listopada 2010 w szpitalu w Zakopanem. Pochowano go na cmentarzu w jego rodzinnym Zębie. Miał trójkę dzieci: Halinę, Małgorzatę i Andrzeja.
- Syn skakał. Chodził do szkoły sportowej. Nawet skakał razem z Kamilem Stochem. Potem przez jakiś czas był trenerem - powiedziała pani Stanisława.
Ze świata odszedł wielki skokowy talent, który jednak nie osiągnął tyle, ile mógł. W tym czasie zaczynała już błyszczeć gwiazda innego skoczka z Zębu - Kamila Stocha, który już na stałe zapisał się w historii tego sportu.
















