Piotr Żyła: Jeśli dalej będę miał problemy, to... szkoda się męczyć
- Spadałem, jak kamień. W Garmisch-Partenkirchen już po pierwszym skoku wiedziałem, że jest pozamiatane. Robiłem, co mogłem, ale nie byłem w stanie nic zdziałać. Znowu przegrałem sam ze sobą - tłumaczył Piotr Żyła, który został wycofany z 74. Turnieju Czterech Skoczni, w rozmowie z Interia Sport. Siedmiokrotny medalista mistrzostw świata jest już po pierwszym treningu w Polsce.

W skrócie
- Piotr Żyła został wycofany z Turnieju Czterech Skoczni po słabszych występach i niepowodzeniach w Garmisch-Partenkirchen.
- Zawodnik otwarcie przyznaje, co było największym problemem w Niemczech
- Żyła docenia młode talenty, takie jak Kacper Tomasiak, i deklaruje chęć dalszej pracy nad powrotem do formy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Tomasz Kalemba, Interia Sport: To nigdy nie jest przyjemnie, kiedy jedziesz na cały Turniej Czterech Skoczni, a w połowie wracasz do domu. W twoim przypadku chyba nie było innego wyjścia, bo męczyłeś się bardzo?
Piotr Żyła: - Trzeba patrzeć na to, co jest jeszcze do zrobienia. Nie było sensu się męczyć. Turnieju Czterech Skoczni jak się nie zacznie dobrze, to potem właśnie tak się dzieje. W ubiegłym roku było u mnie bardzo podobnie. Wtedy jednak walczyłem do końca, by coś poprawić i na dobre mi to nie wyszło.
Piotr Żyła: mam bardziej udany Turniej Czterech Skoczni niż Timi Zajc
Co się stało z tobą w Oberstdorfie, bo chyba nie byłeś w tak złej dyspozycji, jaką pokazywałeś? Nie ma co ukrywać, że twoje skoki wyglądały po prostu kiepsko.
- Byłem w bardzo dobrej dyspozycji i naprawdę liczyłem na udany start w Turnieju Czterech Skoczni. Co się stało? Po prostu zacząłem się za wcześnie odbijać. I to dużo za wcześnie. Nie wiem, czym to było spowodowane, ale nie byłem w stanie sobie z tym poradzić. Fizycznie było wszystko w porządku. Może nawet za bardzo. Jak się jednak zaczął problem z trafianiem w próg, to potem reszta też się posypała. Nie umiem spowolnić odbicia, bo mam swój rytm. Jak w niego nie wejdę, to nie ma automatyzmu. Odbijałem się półtora metra za wcześnie, to skąd miała być energia na progu i wysokość w locie. Narty za progiem od razu szły w dół i było po zabawie. Spadałem, jak kamień. Do tego, jak pojawia się więcej emocji, to u mnie tak to działa, że się wtedy spieszę. W Garmisch-Partenkirchen już po pierwszym skoku wiedziałem, że jest pozamiatane. Robiłem, co mogłem, ale nie byłem w stanie nic zdziałać. Znowu przegrałem sam ze sobą. Po raz kolejny nie poradziłem sobie w takiej sytuacji.
Konkurs w Wiśle pokazał, że jesteś zawodnikiem, który może wskakiwać do "10". Sam pewnie też to czujesz. Uda się problem zbyt wczesnego wybicia wyeliminować w treningach w Szczyrku, Wiśle i Zakopanem, bo właśnie zaczynasz naprawianie?
- Znam te skoki, bo mam wiele lat doświadczenia. I... da się. Wszystko się da. Potrzeba tylko spokoju. Już w przeszłości zdarzały mi się takie sytuacje. Trzeba teraz cierpliwie i w spokoju popracować. Na pewno nie będę nic kombinował. Do tego pewnie się przyda trening fizyczny, bo on w takich momentach pomaga. Zresztą lubię być w rytmie treningowym. Kiedy go gubię, to mam problem. A akurat przed Turniejem Czterech Skoczni były święta i miałem za dużo wolnego czasu. Rozleniwiły mnie one nieco, a zaraz trzeba było startować. Myślałem, że sobie z tym poradzę, a jednak nie dałem rady. Jeśli dalej będę miał problem na skoczni, to... szkoda się czasem się męczyć. Wierzę, że jednak przygotuję jeszcze dobrą formę, bo mamy jeszcze trochę startów.
Piotrek - tak półżartem, półserio - skakałeś słabo, ale jesteś sklasyfikowany w Turnieju Czterech Skoczni. Timi Zajc był drugi w Oberstdorfie, a nie zostanie zapisany w statystykach.
- To rzeczywiście jest ciekawe, ale fakty są takie, że mam bardziej udany Turniej Czterech Skoczni niż Timi Zajc, który jest w wielkiej formie. Był na podium, a ma zero punktów i - podobnie jak ja - nie wystąpi już do końca turnieju, choć z innego powodu. Takie te skoki są zwariowane. Jest w dobrej formie, a jednak go zdyskwalifikowali.
Ty wróciłeś do domu, a taki młodzian jak Kacper Tomasiak rozpycha się łokciami w światowej czołówce. Lepiej jest skakać na takiej młodzieńczej fantazji niż mieć taki bagaż doświadczeń i myśleć nad każdym detalem?
- Chyba nie było nigdy takiego talentu w historii polskich skoków. Pojechał do Oberstdorfu na skocznię, na której nigdy nie skakał, i w debiucie już błysnął. Poradził sobie bardzo dobrze z tym trudnym obiektem. Robił swoje. Można powiedzieć, że jest stworzony do tego sportu. Podchodzi do każdego skoku na dziko. Wchodzi w ten swój świat, w którym nie ma żadnego stresu. Ma głowę do tego. Nie rozmyśla, tylko skacze najlepiej, jak potrafi. Robi przy tym niesamowite wyniki. On wciąż ma jeszcze 18 lat, a już jest w "10" klasyfikacji generalnej turnieju. Rewelacja. Mało było takich zawodników w historii, by tak doskonale sobie radzili w debiucie, a w dodatku w tak młodym wieku. To były zazwyczaj jednostki, które później osiągały wielkie wyniki.
Wydaje się, że jemu oddawanie skoków przychodzi bardzo lekko.
- To się nazywa forma objawowa.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













