Kacper Tomasiak był świadkiem niebezpiecznego zdarzenia. Tak zareagował
Kacper Tomasiak, który jest naszym najlepszym skoczkiem w tym sezonie, wcale nie był najlepszym z Polaków w kwalifikacjach do poniedziałkowego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie (29 grudnia, godz. 16.30). 18-latek nie ukrywał, że miał lekkie problemy z najazdem na skoczni Schattenberg. W czasie pierwszego treningu był też świadkiem niebezpiecznego zdarzenia. Odniósł się zatem do tego, co zobaczył na skoczni.

Dla młodego polskiego skoczka to kolejne cenne doświadczenie. Kacper Tomasiak bowiem debiutuje w Turnieju Czterech Skoczni, o starcie, w którym marzy wielu zawodników.
Występ w niemiecko-austriackiej imprezie jest wielką nobilitacją dla skoczków. Tomasiak przyznał jednak, że nie czuć wyjątkowości tych zawodów.
Kacper Tomasiak mierzył się z problemami w Oberstdorfie
- Otoczka Turnieju Czterech Skoczni wygląda podobnie, jak w większości zawodów Pucharu Świata - przyznał Tomasiak i płynnie przeszedł do problemu, który go trapił.
Skocznia w Oberstdorfie jest specyficzna i trzeba się do niej przyzwyczaić. Długi jest tu dojazd od przejścia do progu. Potrzebuję jeszcze jednego skoku, żeby się dobrze na niej poczuć
Tomasiak wystąpi w pierwszej parze poniedziałkowego konkursu w Oberstdorfie. Jego rywalem w systemie KO będzie Fin Niko Kytosaho. To on otworzy 74. Turniej Czterech Skoczni, a po nim na rozbiegu pojawi się Polak. To akurat może być ważna informacja, bo jest szansa, że nasz zawodnik trafi jeszcze na wiatr pod narty. Wraz z chwilą, gdy słońce całkiem schowa się za góry, raczej trzeba się liczyć z podmuchami w plecy.
Polak był świadkiem niebezpiecznej sytuacji na skoczni
Tomasiak był w pierwszej serii treningowej w Oberstdorfie świadkiem niebezpiecznego zdarzenia.
Jury przed skokiem Sundala, a po dalekiej próbie Timiego Zajca, postanowiło obniżyć rozbieg z 12. na 10. stopień. Niestety znowu zawiodła technika. Reklama za nagle zsunęła się na belkę startową. Tak, jakby puścił mechanizm, przytrzymujący ten ogromny ciężar.
Belka startowa nieco się wygięła, ale na szczęście można było skakać dalej. Odkształciła się ona do pierwotnego stanu w momencie, kiedy reklama powędrowała w górę.
Na szczęście nikt w tym momencie nie siedział na belce, ale to wszystko działo się przed skokiem Kristoffera Eriksena Sundala, którego olbrzymia płachta zrzuciła z belki przed rokiem na inaugurację PŚ w Lillehammer. Po Sundalu do skoku szykował się Tomasiak, więc był świadkiem całego zdarzenia.
Było ciekawie w momencie, kiedy płachta reklamowa leciała na belkę. Nie było jednak niebezpiecznie, bo na szczęście nikt nie siedział na belce. Sundal śmiał się tylko, że to znowu jemu coś takiego się przytrafiło. Nie miałem jednak obaw, by usiąść na belkę
Z Oberstdorfu - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













