Dyskwalifikacja Pawła Wąska. Pierwszy taki przypadek w historii. Polacy skołowani, mamy komentarz FIS
To pierwszy taki przypadek w historii skoków narciarskich. Paweł Wąsek został zdyskwalifikowany po kwalifikacjach do niedzielnego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku (4 stycznia, godz. 13.30), bo na jego nartach stwierdzono obecność zakazanego fluoru. I to wcale nie były ilości śladowe. Polacy są skołowani, bo nie wiadomo, skąd wziął się on na nartach Wąska. Przed serią próbną w niedzielę nasza ekipa będzie chciała sprawdzić narty wszystkich naszych zawodników. Pytanie, czy mogło dojść do sabotażu? Ludzie z naszego sztabu raczej wykluczają taką możliwość.

W skrócie
- Paweł Wąsek został zdyskwalifikowany z powodu wykrycia fluoru na nartach po kwalifikacjach do Turnieju Czterech Skoczni.
- Polski sztab jest zaskoczony, bo nie korzystał z zakazanych smarów, a ilość wykrytego fluoru była znaczna.
- FIS potwierdziła pierwszy taki przypadek w historii skoków, a trenerzy zapewniają, że sabotaż jest wykluczony.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Paweł Wąsek schodził po skoku w kwalifikacjach jak zbity pies. Nie bardzo miał ochotę na rozmowę. Ostatecznie wypowiedział kilka zdań. Nie wspomniał nic jednak o tym, że może zostać zdyskwalifikowany. Jego narty zostały w kontroli. Tyle się od niego dowiedzieliśmy.
Okazało się jednak, że już przed skokiem w kwalifikacjach narty Wąską zostały poddane wyrywkowej kontroli na obecność fluoru. Na dole jednak był komputer z danymi. Wiadomości, jakie się na nim wyświetliły, nie były pomyślne dla Polaka.
Polacy złamali przepisy, ale w skokach używanie fluoru nie daje przewagi
Narty 26-latka miały na sobie fluor i w to nie w ilościach śladowych. Wyglądało to na zastosowanie tego specyfiku z premedytacją.
Używanie fluoru, który jest substancją szkodliwą dla zdrowia i niebezpieczną dla środowiska, było zakazane przez Międzynarodową Federację Narciarską (FIS) i Międzynarodową Unię Biathlonu (IBU) już jakiś czas temu. Związane to było z decyzją wprowadzoną przez Unię Europejską, która zakazywała stosowania niektórych związków fluoru ze względu na ich rakotwórczość.
W sportach, w których korzysta się z nart i desek snowboardowych, fluor w smarach pomagał zwiększyć prędkość nart. Dzięki fluorowi woda, która wytwarza się po kontakcie narty ze śniegiem i ogranicza prędkość, była szybko usuwana, dzięki czemu narta miała lepszy poślizg.
W skokach fluor jednak nie dawał aż takiej przewagi, jeśli chodzi o lepszą prędkość
Polacy skołowani. Maciej Maciusiak: głupia dyskwalifikacja
Przepis jest jednak przepisem. W dodatku przy wykryciu fluoru nie ma drogi odwoławczej. Dyskwalifikacje pozostaje zatem w mocy.
Jesteśmy bardzo zaskoczeni, bo nie posiadamy takich smarów z fluorem. One są przecież zakazane od bardzo dawna. Tymczasem z pomiaru wynikało, że tego fluoru na nartach Pawła było bardzo dużo. To nie były śladowe ilości. Tego samego smaru używaliśmy w Garmisch-Partenkirchen i nie było problemu. Teraz największym problemem jest to, że nie wiemy, gdzie został popełniony błąd i czego szukać
- W tym wszystkim najbardziej szkoda Pawła, bo nie jest winny. To jest głupia dyskwalifikacja. Na razie nie mamy zielonego pojęcia, skąd wziął się ten fluor i do takie ilości, ale chcemy współpracować z FIS, by to wyjaśnić - dodał.
- To były wysokie wartości fluoru na nartach Pawła. To nie było zanieczyszczenie - mówił Wojciech Jurowicz, kierownik polskiej drużyny oraz konsultant do spraw sprzętu i przepisów FIS.
Możliwy sabotaż? Polacy zabrali głos
Pytaliśmy Polaków, czy dopuszczają do siebie myśli o sabotażu?
- Nie ma raczej takiej możliwości, żeby ktoś spoza sztabu miał kontakt z nartami zawodnika. Nawet nie stawiamy takiej hipotezy - mówił Maciusiak.
Nie jest to możliwe, by osoba trzecia posmarowała Pawłowi narty fluorem
- To się musiało wydarzyć tylko w czasie przygotowywania nart - przyznał Hafele.
Tak wygląda procedura sprawdzania nart pod kątem obecności fluoru
Jak zatem wygląda procedura sprawdzania narta. O tym mówił Jurowicz.
- Narty były sprawdzane przed skokiem na górze skoczni. I to jeszcze przed wejściem na schody. Pomiar przeprowadza się za pomocą maszynki, w której jest laser. On odbija wiązkę i wychodzi spektrum. Wykres wtedy pokazuje wartości. I dostajemy albo zielone, albo czerwone światełko. Jeśli jest czerwone, to jeszcze raz sprawdza się nartę obok tego miejsca. W przypadku trzech czerwonych światełek mamy do czynienia z dużą ilością fluoru - tłumaczył nasz sztabowiec.
- U Pawła cała narta była sprawdzana i te wartości były bardzo wysokie - dodał.
Pierwotnie przeprowadzone zostały trzy pomiary, ale ostatecznie nartę mierzono w siedmiu punktach.
FIS skomentowała sytuację z Pawłem Wąskiem
Sytuację z nartami Wąska skomentował też Hafele.
Fluor menedżer z FIS miał jasną sytuację. Pomiar stwierdził, że wielu miejscach był fluor. To pierwszy taki przypadek w historii skoków narciarskich. Nie chcę spekulować, skąd fluor mógł się wziąć na nartach zawodnika. To nie moja rola. My po prostu wykryliśmy i dostaliśmy wynik badania. Jestem w kontakcie z trenerami i w niedzielę będziemy sprawdzać narty Polaków przed serią próbną
Austriak przyznał, że za to przewinienie Wąsek otrzyma żółtą kartkę. To pierwsza taka kara dla polskiej kadry w tym sezonie.
Z Innsbrucka - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















