Duży krok Macieja Kota w kierunku igrzysk. Zaskoczył, a wszystko dzięki... notatkom
Maciej Kot był dość niespodziewanie najlepszym z Polaków w ostatnim konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen. 34-latek zajął 17. miejsce. Po raz ostatni taka sytuacja, że był najlepszym zawodnikiem kadry w Pucharze Świata, zdarzyła się w lutym 2017 roku, kiedy to Zakopiańczyk wygrał rywalizację w Pjongczangu. Bez dwóch zdań zrobił on duży krok w kierunku zimowych igrzysk w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo.

W skrócie
- Maciej Kot niespodziewanie został najlepszym z Polaków podczas konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen.
- Dzięki powrotowi do starych notatek i pracy nad sobą, poprawił swoją formę i wskoczył do czołowej dwudziestki.
- Dobre wyniki zwiększają jego szanse na wyjazd na zimowe igrzyska w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W Bischofshofen Maciej Kot rozkręcał się ze skoku na skok, począwszy od treningów. W pierwszej serii pokonał w parze Pawła Wąska, rewanżując mu się tym samym za porażkę w Oberstdorfie.
Kot po pierwszej serii zajmował 22. miejsce. W drugiej uzyskał 14. wynik i przesunął się o pięć lokat.
Konkurs, który dla Macieja Kota znaczył bardzo wiele. Pomogły... notatki
Nasz skoczek przyjechał za zamiarem oddania ośmiu skoków konkursowych w Turnieju Czterech Skoczni. Z tego celu wywiązał się nie w stu procentach. Skakał bowiem w sześciu seriach.
- To było fajne zakończenie trudnego dla mnie jednak turnieju. Były dobre skoki i dobre miejsce. Jestem z tego zadowolony. Po miesiącu znowu wróciłem do "20". Trzeba się z tego cieszyć - mówił Kot.
Dla niego tak naprawdę rywalizacja w Bischofshofen znaczyła bardzo dużo. Chodziło o to, by dalej należeć do grupy skoczków, którzy mają szansę na wyjazd na igrzyska. W tej chwili wygląda to tak, że pewny wyjazdu może być Kacper Tomasiak i chyba Kamil Stoch, a walka o trzecie miejsce toczy się pomiędzy: Kotem, Pawłem Wąskiem, Piotrem Żyłą i Dawidem Kubackim.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że sam turniej będzie już dla nas eliminatorem i będzie trudny pod wieloma względami. Do tego na koniec była skocznia, która mi nie leżała, ale w ubiegłym roku skakałem na niej w Pucharze Kontynentalnym i wtedy odkryliśmy coś z Wojtkiem Toporem. Zapisałem to sobie, a teraz wróciłem do tych zapisków. I to skakanie znowu funkcjonowało
Tak naprawdę zakopiańczyk był gotowy na to, by cały Turniej Czterech Skoczni skakać właśnie na takim poziomie.
- Trudno powiedzieć, czego zabrakło, by tak się właśnie stało. Przyjdzie czas na analizę. Na pewno brakowało mi stabilności na wysokim poziomie. Pojawiały się bowiem - oprócz Innsbrucka - skoki na "20". Zabrakło też tego, by wchodzić na skocznie na dobrym poziomie od pierwszego skoku - tłumaczył 34-latek.
- Wciąż czuję, że mam rezerwy. Także w sprzęcie. Moje skoki w Bischofshofen były na pewnym limicie. Zrealizowałem na tej skoczni najważniejszą rzecz, czyli nie reagowałem na przejście, którego nie ma - dodał.
Maciej Kot: stałem się gruboskórny
Kot przyznał, że w czasie TCS zmieniał nieco w swoim sprzęcie, a jeszcze planuje testować kilka rzeczy.
Zapytany o to, czy czuje się mocny mentalnie, odparł:
Trudno powiedzieć. Przez te wszystkie lata stałem się gruboskórny, bo tyle przyjąłem na klatę i przeżyłem. Nauczyłem się też godzić z pewnymi rzeczami. Przez wiele lat pracowałem z psychologami i na pewno ta praca nie poszła na marne. Czuję się mocny, choć nie jestem mnichem, który na skoczni robi, co chce, bo jednak jest sporo pracy do wykonania. Takie jednak dni, jak ten w Bischofshofen dają dużo radości i pewności siebie.
Konkurs wygrał Austriak Daniel Tschofenig, ale cały turniej padł łupem Słoweńca Domena Prevca. Kot zajął w klasyfikacji generalnej 25. miejsce - najlepsze od ośmiu lat.
Z Bischofshofen - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













