Domen Prevc pewny wygranej, choć faworytom zdarzały się dramaty. Skorzystał Kamil Stoch
Po trzech konkursach 74. Turnieju Czterech Skoczni wydaje się, że nic już nie powstrzyma Domena Prevca przed odniesieniem zwycięstwa. Słoweniec przed konkursem w Bischofshofen (6 grudnia, godz. 16.30) ma 41,4 pkt. przewagi nad Janem Hoerlem i 41,7 pkt. nad jego rodakiem Stephanem Embacherem. Tym samym Prevc może zostać pierwszym od siedmiu lat liderem Pucharu Świata, który wygrał niemiecko-austriacką imprezę, choć w przeszłości w ostatnim konkursie zdarzało się, że działy się dziwne rzeczy.

W skrócie
- Domen Prevc jest zdecydowanym liderem Turnieju Czterech Skoczni po trzech konkursach, mimo że nie wygrał wszystkich zawodów.
- Arena w Bischofshofen sprzyja liderom po trzech turniejach, choć w historii zdarzały się dramatyczne zwroty akcji.
- Kamil Stoch skorzystał w przeszłości na nieprzewidzianych okolicznościach podczas finału w Bischofshofen.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Domen Prevc po zwycięstwach w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen miał wielką szansę na to, by zostać czwartym skoczkiem w historii - po Svenie Hannawaldzie, Kamilu Stochu i Ryoyu Kobayashim - który wygra wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni.
Słoweniec potknął się jednak w Innsbrucku. Na Bergisel był "zaledwie" drugi, przegrywając szansę na wielkiego szlema o 0,5 pkt. z Japończykiem Renem Nikaido.
Ta skocznia powinna dać przewagę Domenowi Prevcowi. Statystyka przemawia za Słoweńcem
Skocznia narciarska Paula-Ausserleitnera w Bischofshofen, jako największy z czterech obiektów, wydaje się stworzona specjalnie dla Prevca: tutaj będzie mógł w pełni wykorzystać swoje umiejętności szybowcowe i skorzystać z niezwykle szybkiego przejścia do lotu.
Statystyki wyraźnie faworyzują lidera Pucharu Świata. Ten, kto prowadzi w klasyfikacji generalnej po trzecim skoku w Innsbrucku podczas Turnieju Czterech Skoczni, zazwyczaj zdobywa również złotego orła w Bischofshofen.
W Bischofshofen zdarzały się dramaty. Raz skorzystał Kamil Stoch. Oszukali tam Macieja Kota
W ciągu ostatnich 25 edycji tylko dwa razy w finałowym konkursie skoków nastąpiła zmiana wyniku. Za każdym razem następowało w to w spektakularny sposób.
W 2017 roku wiązanie Norwega Daniela-Andre Tandego poluzowało się podczas konkursu w Bischofshofen. W zawodach zajął on dopiero 26. miejsce i w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni spadł na trzecią pozycję.
Triumfował wówczas Kamil Stoch. Drugi był wtedy Piotr Żyła, a czwarty Maciej Kot. Temu ostatniemu szansę na podium zabrali sędziowie, którzy źle zmierzyli wówczas odległość w pokracznym skoku Tandego. Polacy byli jednak tak zajęci celebrowaniem sukcesu Stocha, że nie złożyli protestu.
Niedawno, przy okazji startu TCS w Oberstdorfie, Kot wrócił do tego tematu wywołany przez dziennikarzy.
Już w tamtym momencie nie chciałem tego ruszać, bo dla mnie było wtedy ważne, żeby stawać na podium dzięki moim świetnym skokom, a nie, dlatego że komuś powinęła się noga. Daniel wtedy skakał lepiej. Można się kłócić: to była jego wina? Nie jego? Ale nie chciałem protestów, żadnych awantur. Szybko to przeciąłem i uznałem: w porządku jeszcze będą okazje ku temu, aby na tym podium stanąć
Przed rokiem przed konkursem w Bischofshofen Stefan Kraft o włos prowadził przed Janem Hoerlem i Danielem Tschofenigiem. Tę powiększył jeszcze po pierwszej serii konkursu, ale w drugiej namieszał wiatr i ostatecznie Kraft spadł na trzecie miejsce, a triumfował Tschofenig.
W sezonie 1994/1995 liderem TCS przed ostatnim konkursem był Japończyk Kazuyoshi Funaki. Po pierwszej serii zawodów o 1,3 pkt. wyprzedził go w klasyfikacji generalnej Andreas Goldberger. Japończyk w finałowym skoku zaryzykował. Poleciał daleko. Uzyskał 131,5 m, co było rekordem skoczni, ale nie ustał próby. Przewrócił się i stracił szansę na triumf.
Cztery lata później szansę na końcowy stracił też w Bischofshofen inny Japończyk Noriaki Kasai, którego na ostatniej prostej wyprzedził Fin Janne Ahonen.
Z Bischofshofen - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













