Dawid Kubacki początkowo zakończył inauguracyjny konkurs Letniego Grand Prix w Wiśle na 11. miejscu. Tuż po zawodach okazało się jednak, że zdyskwalifikowany został Norweg Kristoffer Eriksen Sundal za nieprawidłowości przy pierwszym skoku. Tym samym reprezentant Polski przesunął się do czołowej dziesiątki rywalizacji.
- Fakt statystycznie o tyle się zmienił, że udało się skutecznie zaatakować pierwszą dziesiątkę. Ale tak naprawdę, jeżeli chodzi o odbiór tego, co zrobiłem na skoczni i jak wyglądały moje skoki, to niewiele się zmienia. Wydaje mi się, że wykonałem całkiem dobrą robotę, zwłaszcza patrząc na ostatnie tygodnie, kiedy skakałem bardzo w kratkę. Przed tymi zawodami jedyną statystyką było to, że nie udało mi się wejść do pierwszej dziesiątki. Dzisiaj już to przełamałem i skutecznie będę chciał to kontynuować - ocenił Polak po konkursie.
Skoki narciarskie. Kubacki ocenił pierwszy konkurs LGP
Zdaniem Kubackiego największą różnicę było widać w momencie, gdy rozpoczęła się właściwa rywalizacja. 36-latek przyznał, że podczas konkursu potrafił wykorzystać to, nad czym pracował podczas ostatnich tygodni przygotowań.
- Kiedy przyszły zawody, potrafiłem się zmobilizować i zrobić to, co miałem do wykonania. Prawdą jest też, że w tych ostatnich szlifach przed Wisłą wszystko zaczęło wyglądać trochę lepiej, więc na pewno było mi dziś łatwiej. Ale bez całej pracy, którą wykonaliśmy od kwietnia, na pewno nie byłoby to możliwe. To cały czas jest proces. Sporo pracy już wykonaliśmy, ale myślę, że jeszcze dużo przed nami. Jestem jednak dobrej myśli, bo widzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku - dodał.
Sobotnia rywalizacja w Wiśle nie należała jednak do najłatwiejszych. Zawodnikom dodatkowo przeszkadzały wysokie temperatury oraz warunki, które znacząco różniły się od tych panujących podczas zimowego Pucharu Świata.
- Kontrola jest taka sama. Przepisy nie zmieniają się w zależności od pogody. Zmieniają się jedynie odczucia i samo funkcjonowanie zawodnika. Wiadomo, czasami jest trudniej, gdy pada deszcz. Kombinezon nasiąka wodą, ale nie jest to aż tak odczuwalne, jeśli deszcz nie pada cały czas. Wtedy największy problem polega na tym, że kombinezon robi się po prostu ciężki. Jeśli kilka razy zjeżdżasz z belki w deszczu, materiał nasiąknie i finalnie w trakcie skoku możesz mieć nawet kilogram czy dwa więcej, które ciążą w locie.
Polak zwrócił uwagę, że podczas zawodów w upale największym wyzwaniem było odpowiednie przygotowanie organizmu.
Dzisiaj co prawda człowiek się mocno pocił, ale przede wszystkim trzeba pilnować nawodnienia. W piątek miałem taką sytuację, że prawie odcięło mnie na skoczni. W takich warunkach trzeba bardzo uważać na odpowiednie nawodnienie, a sam kombinezon w wysokiej temperaturze schnie bardzo szybko, więc nie stanowi to dużego problemu. Tak naprawdę głównym wyzwaniem jest utrzymanie odpowiedniej wagi, dlatego nawodnienie jest tak ważne
- Wczoraj podczas treningu wypiłem półtora litra wody, a wypociłem ponad dwa litry. To pokazuje skalę. Dzisiaj również było ciepło, ale po południu słońce nie grzało już tak mocno, więc było trochę łatwiej i ogólnie warunki były w porządku - dodał.
Zmiany u Dawida Kubackiego. Decyzja jest blisko
Przed nowym sezonem zmiany zaszły u Dawida Kubackiego nie tylko w życiu prywatnym, ale również w kwestii sprzętu i współprac sponsorskich. Kibice przez lata przyzwyczaili się do charakterystycznego różowego kasku oraz różowych elementów na nartach reprezentanta Polski. W najbliższej zimie ten widok może jednak przejść do historii.
Powodem są zakończone po poprzednim sezonie współprace sponsorskie. Z rynku skoków narciarskich wycofała się austriacka firma BWT, związana z marką Fischer, przez co charakterystyczne różowe akcenty zniknęły ze sprzętu wielu zawodników. Dobiegła również końca wieloletnia współpraca Kubackiego z firmą Manner, której logo znajdowało się na jego kasku.
Podczas pierwszych przygotowań do sezonu skoczkowie testowali różne rozwiązania sprzętowe. Inauguracja Letniego Grand Prix w Wiśle pozwoliła częściowo odpowiedzieć na pytania dotyczące zmian w wyposażeniu zawodników.
Na pewno przed nami jeszcze jakieś testy i sprawdzanie różnych rozwiązań, ale myślę, że baza sprzętowa jest już dobra i odpowiada mi. Problem polega na tym, że w ostatnim czasie moje skoki nie wyglądały najlepiej i były bardzo nierówne. A z takich skoków trudno wyciągać wnioski dotyczące zachowania nart. Na ten moment skaczę na tych, które wydają mi się najlepiej do mnie pasować. Jak będzie z kolejnymi testami, jeszcze zobaczymy, bo to również kwestia decyzji trenerów, ale myślę, że ten etap powoli dobiega końca
Z Wisły - Natalia Kapustka, Interia Sport.
















