Reklama

Reklama

Zmiana w polskich skokach. Małysz: Nie jest aż tak różowo

Czech Radek Żidek zastąpił Roberta Mateję w roli trenera kadry B skoczków. - Czasem zawodnicy nie realizowali poleceń Roberta, tylko wdawali się w dyskusje, a tu potrzebna jest twarda ręka - komentuje w rozmowie z Interią Adam Małysz, który podkreśla, że w polskich skokach, mimo sukcesów, nie brakuje problemów.

Reprezentacja Polski w ostatnią niedzielę zakończyła najlepszy sezon w historii, uwieńczony triumfem w Pucharze Narodów i drugim miejscem Kamila Stocha w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na zapleczu nie było już tak dobrze. Kadra B przestała stanowić mocne wsparcie dla kadry A. Nie brakowało też innych kłopotów.

Trener Stefan Horngacher nie dał skoczkom długiego urlopu i już w poniedziałek chce ich widzieć na pierwszych konsultacjach. Wkrótce poznamy składy poszczególnych kadr, które będą się przygotowywać do nowego sezonu. Tymczasem za kulisami nie ma czasu na urlopy i przed sezonem olimpijskim zapadają ważne decyzje. Pierwszą z nich jest wymiana Matei na Żidka za kierownicą kadry B.

Reklama

- Propozycja zatrudnienia Żidka wyszła od trenerów kadry A. Pozytywną opinię o nim wydał też jego rodak Michal Doleżal, koordynat sprzętowy w polskiej kadrze  - mówi Małysz. Jak doszło do zatrudnienia Czecha, dotychczas asystenta Richard Schallerta w reprezentacji swojego kraju? - Spotkaliśmy się z nim wcześniej i zaproponowaliśmy pracę w Polsce. Wyraził chęć, potem były już tylko rozmowy z prezesem Apoloniuszem Tajnerem. Oczywiście były też konsultacje z Robertem Mateją, żeby nie czuł się pokrzywdzony - ujawnił Małysz. Mateja będzie asystentem Żidka.

Skąd decyzja o odsunięciu Matei na drugi plan? - Znamy wartość Roberta jako trenera, ale trzeba kadrę B postawić na nogi i twardą ręką wziąć się za to. Trzeba świeżej krwi i zapadła decyzja, że Żidek jest odpowiednią osobą na to stanowisko. Potrzebowaliśmy kogoś, kto już pracuje z użyciem nowoczesnych platform i systemów testów, takich samych jak u Horngachera, by nie trzeba było go tego uczyć - mówi Małysz.

Czego brakuje Matei? - Jeśli chodzi o samą technikę, Robert bardzo dobrze się na tym zna, ale bardziej chodzi o twardą rękę. Zawodnikom potrzeba kogoś, kto w pewnych momentach będzie wręcz za nich decydował. To są zawodnicy już w miarę doświadczeni, niektórzy nawet wygrywali konkursy Pucharu Świata (Krzysztof Biegun, Jan Ziobro - red.). Gdy oni są w dołku i nie wiedzą, co dalej, trzeba kogoś, kto uderzy ręką i powie, jak należy to zrobić, nawet jak na początku nie pójdzie. Tak było z Piotrkiem Żyłą, który był strasznie niechętny zmianom, a gdy przyszedł Horngacher, po prostu zawierzył trenerowi i to się opłaciło - porównuje Małysz.

Oprócz wspomnianych Ziobry i Bieguna, do kadry B przed minionym sezonem trafili: Przemysław Kantyka, Bartłomiej Kłusek, Krzysztof Miętus i Aleksander Zniszczoł. Tuż przed zimą dołączyli do nich: Jakub Wolny i Andrzej Stękała. Poza Ziobrą, który przedarł się do Pucharu Świata i zaliczył kilka niezłych występów, jedynie Zniszczoł sporadycznie startował w zawodach PŚ.

- Trzeba stworzyć taką sytuację, żeby chłopaki mieli też trochę respektu przed trenerem. Nie tylko koleżeństwo. Robert jest superczłowiekiem, ale nie ma takiej stanowczości, żeby zawodnicy realizowali dokładnie to, co on powie. Wdawali się w jakieś dyskusje, a przecież wiadomo, że jeśli zawodnik nie jest w dobrej formie, potrzebuje pomocy. Zatrudniliśmy Żidka, bo nie było wręcz wyjścia. Nie mamy w Polsce tylu dobrych trenerów, przede wszystkim z doświadczeniem, żeby mogli tę grupę przejąć - tłumaczy Orzeł z Wisły.

Małysz żałuje słabego sezonu kadry B, bo, jak podkreśla, "zawsze kadra B była naszą siłą. Gdy komuś nie szło w kadrze A, można było go wymienić. Popatrzmy choćby na zeszły sezon, gdy trener Maciej Maciusiak prowadził kadrę B. Łukaszowi Kruczkowi nie szło, więc większość zawodników z kadry B jeździła na zawody Pucharu Świata".

Niedawno pojawiła się nawet propozycja, by kadrę B znów przejął Maciusiak lub jego asystent w juniorach Wojciech Topór, ale nie zgodził się na to Horngacher. Austriak już w zeszłym roku mocno wnioskował, by ta dwójka przejęła juniorów. - Po roku pracy z juniorami Maciusiak i Topór zaczęli ciągnąć do góry młodych skoczków. Niedobrze byłoby rozdzielać teraz tę dwójkę trenerską, by któregoś przerzucać do kadry B - komentuje Małysz.

Nieudany sezon zaplecza kadry A to nie jedyny kłopot w polskich skokach. Realne problemy przykryte są przez ostatnie duże sukcesy Kamila Stocha i spółki. - Niżej nie jest tak różowo - nie ukrywa Małysz.

- Jednym z większych problemów jest brak małych średnich i małych skoczni w Zakopanem. Dodatkowo Tatrzański Związek Narciarski nie może się dogadać ze Szkołą Mistrzostwa Sportowego. Tam wiecznie są jakieś nieporozumienia - mówi koordynator reprezentacji.

- Maciusiak i Topór podnieśli trochę juniorów, ale wcześniej nie było za dobrze. Mamy trzech-czterech zdolnych, którzy rokują, ale później jest duża przerwa. Jest też problem w kombinacji norweskiej. Dwóch zawodników ma potencjał, później jest gorzej i mamy w miarę obiecujących juniorów - nie ukrywa nasz rozmówca.

Jest sporo roboty do wykonania. Trzeba to wszystko jakoś poukładać, co zawsze wiąże się z finansami. - Jest wielu juniorów, którzy w zeszłym roku odeszli i zrezygnowali z dalszego uprawiania sportu ze względu na brak pieniędzy. Byli dobrze zapowiadającymi się zawodnikami, ale poszli do pracy - mówi Małysz.

Za nami znakomity sezon pierwszej reprezentacji skoczków i mniej udany w wykonaniu jej zaplecza. Już w poniedziałek ruszają przygotowania do sezonu olimpijskiego. W kadrze A sprawy idą w dobrym kierunku, im niżej, tym więcej problemów do rozwiązania.

Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje