Złoto dla Polski, a potem zemsta Niemców. "Odebrali" nam medal, Babiarz apelował
Mija dokładnie 8 lat od momentu, w którym polscy skoczkowie wywalczyli brązowy medal w konkursie drużynowym na zimowych igrzyskach olimpijskich. To wielki sukces, lecz smakował trochę mniej słodko przez okoliczności, w jakich został osiągnięty. Niemcy w ostatniej chwili "odebrali" nam bowiem srebro. Przemysław Babiarz zwrócił się wówczas z apelem do Polaków.

Choć zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan-Cortina 2026 jeszcze trwają, ci zawodnicy, którzy zakończyli rywalizację w swoich dyscyplinach, rozjechali się już do domów. Wśród tej grupy są polscy skoczkowie, którzy do Polski wrócili w dobrych nastrojach i z medalowymi zdobyczami. Kacper Tomasiak zameldował się w Bystrej z trzema krążkami (indywidualne srebro i brąz oraz brąz za konkurs duetów), Paweł Wąsek przyjechał do Ustronia z dwoma (brąz za konkurs duetów).
Zawody w duetach zastąpiły na igrzyskach doskonale znane i całkiem lubiane konkursy drużynowe. W historycznej już rywalizacji Polska ma swoje sukcesy. W 2018 roku w Pjongczangu biało-czerwoni w składzie Stefan Hula, Maciej Kot, Dawid Kubacki i Kamil Stoch wywalczyli brąz w "drużynówce". 19 lutego br. mija osiem lat od tamtej chwili. Trudno zapomnieć emocje, jakie wówczas towarzyszyły polskim kibicom.
Polacy o włos od srebrnego medalu. Zadecydowały 3,3 pkt
Zimowe igrzyska olimpijskie w Korei Południowej były udane dla kadry polskich skoczków. Kamil Stoch wywalczył wtedy złoto na dużej skoczni, a potem - razem z kolegami z reprezentacji - sięgnął po brąz w konkursie drużynowym. Choć niewiele brakowało, a Polacy stanęliby na wyższym stopniu podium.
W połowie rozgrywek, gdy każdy z czterech reprezentantów już oddał swój skok, Polska zajmowała 3. miejsce, tracąc do drugich Niemców 3, a do pierwszych Norwegów 5 punktów. Nad czwartymi Austriakami mieliśmy przewagę 47,2 "oczek" i wtedy było już jasne, że walka o medale rozstrzygnie się między drużynami z Norwegii, Niemiec i właśnie Polski i że każda z tych ekip ma wciąż realne szanse na złoto.
Ogrom zwrotów akcji przyniosła druga seria. Po świetnej próbie Stefana Huli biało-czerwoni wysunęli się na 2. lokatę, wyprzedzając Niemców. Norwegowie za to uciekali reszcie stawki i powoli jasnym stawało się, że to oni sięgną po złoto. Po skoku Dawida Kubackiego Polska wciąż miała przewagę nad zachodnimi sąsiadami, lecz ta stopniała z 1,1 do 0,6 pkt.
Decydujący okazał się pojedynek Kamil Stoch - Andreas Wellinger. Obaj skoczyli po 134,5 m, mieli też podobne noty na styl. Zdecydowały zatem rekompensaty za warunki. Niemiec skakał w nieco gorszych, więc mógł liczyć na wyższy bonus. Ostatecznie reprezentacja Niemiec na ostatniej prostej "wyrwała" Polsce srebro, wyprzedzając naszych kadrowiczów o zaledwie 3,3 pkt.
Po skoku Stocha kamery pokazały reakcję Stefana Horngachera, dziś powoli żegnającego się z posadą szkoleniowca Niemiec, wówczas trenera Polaków. Na jego twarzy pojawił się grymas. Już wtedy wiedział, że to może nie starczyć na srebro.
A więc mamy brązowy medal. Przegrywamy z Niemcami o 3,3 punktu. (...) Spróbujmy z odrobinę dystansem popatrzeć na te wszystkie konteksty i cieszyć się z tego drugiego dla Polski medalu, 22. w historii zimowych igrzysk olimpijskich
Ciekawostką jest, że skokiem w ostatniej parze Wellinger niejako zemścił się na Stochu, który dwa dni wcześniej - po pasjonującej walce - sięgnął po złoto, zwyciężając z Andreasem o 3,4 punktu, czyli niemal o tyle samo, o ile Polska przegrała później z Niemcami w "drużynówce".













