Zimny prysznic dla polskich skoków tuż przed walką o medal. Rozczarowanie na koniec
Zaczęło się pięknie, ale skończyło fatalnie. W pierwszym konkursie olimpijskim kobiet w Predazzo Anna Twardosz zajęła dziesiąte miejsce. Dwa punkty dzieliły ją od ósemki. Polka przekonywała, że jeszcze to zrobi. Potem jednak przyszły dwa rozczarowania - w konkursie mikstów, w którym Polska wyprzedziła tylko Rumunię i w konkursie na dużej skoczni. W nim nasze panie już po pierwszej serii pożegnały się z zawodami.

Biało-Czerwonym od początku nie szło na dużej skoczni. Już pierwsze treningi pokazały, że Anna Twardosz i Pola Bełtowska będą miały problemy. I rzeczywiście. Pierwsza zajęła 36. miejsce, a druga była 41. To na pewno rozczarowanie.
Dla Bełtowskiej to był trudny konkurs, bo pojawiła się na starcie po tym, jak brutalnie zderzyła się z hejtem skierowanym w jej stronę. Po zawodach nie było jednak ani jednego słowa o tym.
Anna Twardosz: to był zimny prysznic
- Nie wyszedł nam ten konkurs. Cieszę się, że Pola po tym, co się wydarzyło, odżyła. Skakała lepiej - skomentował Marcin Bachleda, trener kadry polskich kobiet.
- To były dla nas udane igrzyska, bo wywalczyliśmy historyczne dziesiąte miejsce - podsumował.
Twardosz zaczęła igrzyska z wysokiego "C", ale potem było coraz słabiej.
- To był zimny prysznic - przyznała, dodając: - Na obu tych skoczniach miałam problemy ze zbyt wczesnym odbiciem. To generowało kolejne problemy.
Zapytana o samo przeżywanie igrzysk, odparła: - Jestem z siebie zadowolona, choć jest też niedosyt.
Dla niej najpiękniejszym momentem igrzysk - jak sama przyznała - był pierwszy skok na normalnej skoczni:
Przeżywałam chyba wszystkie emocje, jakie mogłam. Chciałabym wrócić do tamtej chwili. Bardzo się cieszę, że ten mogli przeżywać za mną najbliżsi. Chwytało to za serce.
Pola Bełtowska: mam wokół siebie wspaniałych ludzi
To miała być wyjątkowa impreza sportowa dla Bełtowskiej, ale w pewnym momencie zmieniła się ona w koszmar po personalnych atakach w sieci.
19-latka jednak się pozbierała. Jej ostatni skok w igrzyskach był najlepszym na dużej skoczni.
- Było lepiej, ale nadal nie był to skok, który by mnie satysfakcjonował. Pierwsze igrzyska za mną, a już po nich zaczynam przygotowania do kolejnych - przyznała.
Zapytana o to, co wyniesie z igrzysk: - Na pewno to, że mam wokół siebie wspaniałych ludzi, na których zawsze mogę polegać. To jest kopniak do dalszej pracy.
W poniedziałek (16 lutego, godz. 19.00) czeka nas ostatni olimpijski konkurs skoków w Predazzo. To będzie, debiutująca w programie igrzyska, rywalizacja duetów. O medal powalczą Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek.
Z Predazzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














