Zaskakujące zachowanie Tomasiaka wobec trenera. Oto prawda 50 dni po igrzyskach
- Kacper jest zawodnikiem, którego bardzo fajnie się prowadzi, bo pozwala się modelować. Zawsze, nawet jeśli ma swoje zdanie i normalnie je przedstawi, to na końcu słucha się trenerów i jest otwarty na wszelkie wskazówki. Dla nas to bardzo cenne, bo ułatwia pracę i przyspiesza proces - mówi w rozmowie z Interią Wojciech Topór, trener kadr B w skokach narciarskich, który w ostatnim sezonie letnim szkolił przyszłego trzykrotnego medalistę olimpijskiego.

Artur Gac, Interia: Znając doskonale Kacpra Tomasiaka jest pan pewien, obserwując go już przez wiele tygodni od zakończenia igrzysk, że przytłaczającą cenę sławy udźwignie?
Wojciech Topór: - Po pierwsze, to Kacpra już dawno nie widziałem (śmiech). Z tego powodu, że trochę się rozjechaliśmy, ale powiem tak: jeśli ktoś ma to udźwignąć, bo na pewno jest nim duże zainteresowanie i ogromny wzrost popularności, to właśnie Kacper. Tak że jesteśmy o to spokojni.
Rozjechaliście się w sensie obrania różnych kierunków po sezonie, czy jest w tym jakiś podprogowy przekaz i wasze relacje się rozjechały?
- Nie, nie, nie. Po prostu Kacper ma teraz inne obowiązki i inny plan, ja mam z kolei swoje sprawy. A w dodatku nie mieszkamy też blisko siebie, więc o tyle trudniej się spotkać.
Gdy obserwuje pan zainteresowanie, jak Kacper radzi sobie w różnych sytuacjach, to jaka jest pana refleksja i ocena?
- Myślę, że podobna do wszystkich, z którymi się rozmawia. Nawet osoby, z którymi człowiek styka się na co dzień, pierwsze co mówią brzmi: "kurcze, on jest jeszcze taki młody, a już tak fajnie się wypowiada i mądrze wysławia. W ogóle nie widać w nim emocji". I ja mam podobne spostrzeżenia. Wiadomo, że zaczął już z wysokiego poziomu, a na pewno jeszcze się rozwinie, więc z roku na rok wszystko będzie mu przychodziło jeszcze łatwiej i zyska dodatkową swobodę. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej. Kacper na pewno jest w tej pierwszej grupie, dla niego spokój jest naturalny i normalny. Jednak rzeczywiście to może imponować, przecież to jeszcze nastolatek, a już ma taką chłodną głowę. To wielki dar.
Szkoda tego, co stało się z biało-czerwonymi po igrzyskach, bowiem po trzech medalach olimpijskich był gigantyczny potencjał, by pójść siłą rozpędu. Tymczasem nawet Kacper nie utrzymał olimpijskiej formy.
- Tu wracamy z kolei do Pucharu Świata i trzeba być szczerym. Nie ma co czarować, sezon był ciężki, bardzo ciężki, ale bywają i takie. Trzeba było to przetrzymać, a wraz z końcem sezonu zamknąć ten rozdział. Ale w taki sposób, by wszystko przedyskutować, wyciągnąć wnioski, podwinąć rękawy i pracować dalej, by to się nie powtórzyło.
Miałby pan w sobie na tyle odwagi, nie chcę powiedzieć brawury, by przesądzić, że kolejny sezon będzie w wydaniu Kacpra taki, jak wybuch dyspozycji na igrzyskach?
- Kacper już udowodnił, że stać go na to. Tu nie trzeba wróżyć ani marzyć, bo on już pokazał, że to potrafi robić. Choć skoki są sportem przewrotnym i w zasadzie wszystko może się wydarzyć, ja o Kacpra jestem spokojny.
Idę o zakład, że docierała do pana przewijająca się w opinii publicznej dyskusja, czy w sukcesie olimpijskim Kacpra więcej zasług ma główny trener kadry A Maciej Maciusiak, czy szef kadry B Wojciech Topór. I co pan sobie myślał?
- Ale mnie pan postawił przed pytaniem (śmiech). Może nie będę zbyt dogłębnie do tego nawiązywał, bo to nie jest moją rolą. Kacper trafił do kadry B po wcześniejszym sezonie i miałem wielką przyjemność prowadzić go w sezonie letnim, czyli przygotowawczym, do samego początku z Pucharem Świata. A później już wiadomo, odpalił w PŚ i praktycznie się nie widzieliśmy. On miał starty w pucharze z tygodnia na tydzień, wtedy realizował plan kadry A, a ja skupiałem się na pozostałych zawodnikach, bo miałem ich bardzo dużo.
Niemniej czuł pan satysfakcję, w jaki sposób mówi się też o pana udziale w sukcesie Kacpra, czy wręcz przeciwnie - bardziej doskwierał panu niedosyt, że niektórzy za mało akcentują, ile wspólnie wykonaliście organicznej pracy?
- Chyba zawsze jest tak, że jedni widzą coś bardziej, inni nieco inaczej… Jak już wspomniałem, nie chciałbym komentować niektórych wypowiedzi czy braku wypowiedzi. Było jak było, a fakty są takie: Kacper zaczynał sezon w kadrze B i do ostatniego skoku na zapleczu trenował z nami, a później już przejęła go kadra A. I taka jest prawda.
Powiedział pan, że wielką przyjemnością było prowadzić Kacpra. Ta przyjemność polegała przede wszystkim na czym?
- Kacper jest zawodnikiem, którego bardzo fajnie się prowadzi, bo pozwala się modelować. Zawsze, nawet jeśli ma swoje zdanie i normalnie je przedstawi, to na końcu słucha się trenerów i jest otwarty na wszelkie wskazówki. Dla nas to bardzo cenne, bo ułatwia pracę i przyspiesza proces.
Po igrzyskach Kacper do pana zadzwonił lub przyjechał z podziękowaniami i serdecznie sobie porozmawialiście, aż ciepło się zrobiło na sercu?
- Nie widziałem się z Kacprem od igrzysk (śmiech).
Naprawdę?
- Tak. Jak były mistrzostwa Polski, ja wówczas przebywałem w Stanach Zjednoczonych. A w innych terminach byliśmy w różnych rozjazdach.
A telefonicznie rozmawialiście od czasu igrzysk?
- Też jeszcze nie. Kacper jest osobą, która z reguły nie dzwoni, nie jest człowiekiem wylewnym czy ekspresyjnym, tylko bardziej skrytym.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl









