Reklama

Reklama

Wojciech Fortuna: Raz coś powiedziałem o Kruczku i byłem gnojony na potęgę

- Raz coś powiedziałem o Kruczku i byłem gnojony na potęgę. Niech mówi o nim Tajner, to on mu płaci i rozlicza go z wyników. Kruczek to ponoć dobry trener, więc powinien sobie poradzić. Na pewno chłopaki, których trenuje, mają ogromny potencjał - mówi w rozmowie z Interią Wojciech Fortuna.

Interia: Za nami pierwszy weekend ze skokami narciarskimi. Czy był pan rozczarowany postawą Polaków? W konkursie indywidualnym tylko Kamil Stoch awansował do drugiej serii.

Wojciech Fortuna (mistrz olimpijski w skokach narciarskich z 1972 r.): Przed konkursem słuchałem wypowiedzi w TVP Apoloniusza Tajnera i Rafała Kota. Piali z zachwytu nad naszymi. Czwórka miała być w pierwszej dziesiątce, a kolejnych czterech awansować do drugiej serii. Kubacki miał zrobić wielkie show. Nic z tego nie wyszło. Na igielicie Polacy spisywali się świetnie. Później mówiono, że bardzo dobrze radzą sobie na lodowych torach i podczas ostatnich treningów w Wiśle. Ponoć skakali daleko, ale nikt nie wie z jakiego było to rozbiegu i przy jakich prędkościach. Jestem zwolennikiem tezy, że przed sezonem trzeba oddać 40-50 skoków na śniegu, choć niektórzy twierdzą inaczej. Ale ja mam swoje zdanie.   

W Kuusamo nastąpi poprawa?

- Nie spodziewam się wielkich skoków naszych zawodników, ale oczywiście mocno za nich ściskam kciuki. Myślę, że już powinno być widać pojedyncze przejawy lepszej formy naszych. Trzeba też pamiętać, że tam często swoje robi pogoda. Bywa że mocno wieje, odwoływane są całe serie zawodów. W Klingenhtal wszyscy nasi zawodnicy poza Klimkiem Murańką mieli znośne warunki i nie za bardzo sobie w nich poradzili.

Kamil Stoch jednak zepsuł drugi skok. Z piątego miejsca spadł na trzynaste.

- To zawodnik o wielkich umiejętnościach i ogromnym doświadczeniu. Jeśli śledzi się jego karierę to widać, że "odpala" dopiero w połowie stycznia. Pewnie tak samo będzie w tym sezonie. Stoch to klasa sama w sobie, doskonale wie, czego mu potrzeba do tego, żeby daleko skakać. Jestem zdania, że mogłaby go trenować nawet jego żona.

Kolejny rok z rzędu Polacy kiepsko wchodzą w sezon. Może jakiś błąd w przygotowaniach popełnia Łukasz Kruczek?

- Nie chcę się wypowiadać na temat trenera. Raz coś powiedziałem o Kruczku i byłem gnojony na potęgę. Niech mówi o nim Tajner, to on mu płaci i rozlicza go z wyników. Kruczek to ponoć dobry trener, więc powinien sobie poradzić. Na pewno chłopaki, których trenuje, mają ogromny potencjał. Zresztą to taka dyscyplina sportu, że czasem wystarczy, że zawodnik odda jeden dobry skok i wszystko odwraca się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

O formę Kamila Stocha jest pan spokojny. A co z pozostałymi?

- Po raz kolejny to powiem - największy potencjał ma Klimek Murańka. Niedawno skończył 21 lat, a już ma bardzo duże obycie. Typuję, że będzie jednym z faworytów do medalu na kolejnych igrzyskach olimpijskich. A pozostali? Piotrek Żyła ma problem z dojazdem, wychodzi mu tylko jeden skok na kilka oddanych. Ziobro solidnie wypadł w drużynówce, latem świetnie spisywali się Kubacki i Kot. Naprawdę mamy całą grupę bardzo utalentowanych skoczków. Oni na pewno wrócą do formy.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL