Wielki powrót Matei. Nagle padł temat Małysza, jednak doszło do zmiany
Kilka miesięcy temu doszło do sporej rewolucji w polskich skokach narciarskich. Po odejściu Thomasa Thurnbichlera czołowych zawodników przejął Maciej Maciusiak. Do zmian doszło także w kadrze B, lecz nie są one aż tak ogromne. W sztabie ponownie pojawił się Robert Mateja, który został asystentem Wojciecha Topora. Jego szefem będzie naturalnie Adam Małysz. Obaj w przeszłości regularnie widywali się na skoczniach narciarskich. A jak sytuacja wygląda obecnie? 51-latek wszystko ujawnił w obszernej rozmowie zapowiadającej sezon.

Trenerski rozdział Roberta Matei jest póki co bardzo szalony. Jeszcze kilka lat temu były skoczek wywołał poruszenie, opuszczając ojczyznę na rzecz Czechów. W międzyczasie pojawiły się informacje, jakoby zakopiańczyk miał zostać kierowcą tira. Ostatecznie nie zdecydował się na ten ruch. Obecnie 51-latek ponownie pracuje w Polskim Związku Narciarskim i z roku na rok wygląda to wszystko coraz ciekawiej. Faktem stał się choćby wielki powrót do kadry B. Nie będzie on jednak głównym trenerem, a asystentem Wojciecha Topora.
Specjalista będzie współpracował z ciekawymi nazwiskami. Na wstępnej liście znajduje się między innymi Maciej Kot. Ale jest niestety haczyk. "Dynamika jest dość wysoka. To jest tak naprawdę najgorsza grupa do prowadzenia. Jeśli zawodnik się przebije i jest dobry, to wtedy - słusznie - jest zabierany wyżej. Wtedy w zamian dostaje się słabszych skoczków lub utalentowanych juniorów, z którymi też trzeba coś zrobić. Trudno jest prowadzić kadrę B, bo jeżeli coś osiągniesz z zawodnikiem, to ci go zabierają. Do tego często bywa tak, że te zasługi nie zostaną przypisane odpowiedniej osobie" - przyznał dla TVP Sport.
Robert Mateja wprost o Adamie Małyszu. Mają dobry kontakt do dziś
Robert Mateja zapewne często będzie spotykał się z Adamem Małyszem. Obaj poznali się już jednak dużo wcześniej, gdy sami zdobywali punkty do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Z tego powodu Wiktor Marczuk zapytał się 51-latka o "Orła z Wisły". "Z wiekiem każdy się zmienia. Nie mamy już tak dobrego kontaktu jak wtedy, gdy rywalizowaliśmy na skoczni. Wtedy spędzaliśmy ze sobą większość czasu, nawet więcej niż ze swoimi rodzinami. Kiedy zostałem asystentem Hannu (Lepistoe - dop.red.), to też byliśmy blisko, a teraz w sumie nadal jesteśmy. Różnica jest taka, że rzadziej się widujemy" - dodał pierwszy Polak w historii, który złamał granicę dwustu metrów.
Początek zimowych zmagań tuż-tuż. Ci najlepsi ruszą do boju jeszcze w listopadzie. Start Pucharu Kontynentalnego zaplanowano natomiast na grudzień.













