Reklama

Reklama

Walka o bilet do Soczi rozstrzygnie się na Wielkiej Krokwi

Czterech wydaje już się być pewnych wyjazdu. Oprócz Kamila Stocha nominację do kadry olimpijskiej powinni otrzymać Piotr Żyła, Jan Ziobro i Maciej Kot. O ostatnie miejsce w samolocie lecącym do Soczi bije się trzech Krzysztof Biegun, Dawid Kubacki i Klemens Murańka. Wszystko rozstrzygnie się na Wielkiej Krokwi.

Łukasz Kruczek jak ognia unika pytań o skład kadry. A przecież ma go podać już w niedzielę. - Nie komentuję spraw związanych z Soczi. To na razie jest nasza wewnętrzna sprawa - ucina wszelkie dyskusje.

Reklama

Trener kadry nie chce podgrzewać atmosfery. Kubacki ma 24 lata, a Biegun i Murańka to jeszcze nastolatkowie, wszyscy mocno przeżywają to, co dzieje się wokół kadry. Dwaj ostatni w ogóle starają się nie rozmawiać o Soczi. - Między sobą w ogóle o tym nie dyskutujemy - zdradza Biegun.

Notowania pierwszego lidera tegorocznego Pucharu Świata poszły ostatnio nieco w górę. Biegun dużo pracował nad pozycją dojazdową. Ciężkie techniczne treningi dały efekt.  - Sam się zdziwiłem, że w pierwszej serii wypadłem tak dobrze, bo na treningach prezentowałem się słabo - mówi skoczek z Gilowic. Drugi skok nie był już tak udany, Biegun spadł z 11. na 20. miejsce. Mimo tego i tak zasłużył na pochwały od Kruczka. - Prócz Kamila, który był na podium, szczególne słowa uznania skierowałbym pod adresem Krzysztofa Bieguna, on w krótkim czasie wykonał dużo pracy - podkreśla trener.

A jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że Biegun to w tej chwili skoczek numer 7 w polskiej kadrze. Teraz jego notowania nieco wzrosły. Na ile? Odpowiedź poznamy w niedzielę.  - Na pewno nie złożę broni do samego końca, bo chcę pojechać do Soczi - zapewnia.

Co na to Murańka? Złote dziecko polskich skoków zaliczyło mocne wejście do kadry, zajmując siódme miejsce w Engelbergu. Równą formę prezentował też podczas trzech pierwszych konkursów Turnieju Czterech Skoczni. W Wiśle wygrał kwalifikacje, a w konkursie zajął miejsce w pierwszej dwudziestce. - Rano było super. Oddałem bardzo dobre skoki na treningu i w kwalifikacjach. W pierwszej serii zabrakło mi odległość, a w drugiej warunki nie były takie, jak chciałem. Nie dałem rady więcej z tego wyciągnąć. Nie jest źle, a w Zakopanem będzie jeszcze lepiej - krótko recenzuje swoją postawę.

Kiedy pytamy go tak jak Bieguna o wyjazd do Soczi, nabiera wody w usta. - Na razie nic nie chce mówić. Zobaczymy, co zdecyduje trener. Nie mam żadnych przecieków. Trenerzy dyskutują, ale to zostaje między nimi. Jeśli w Zakopanem moje skoki będą takie jak rano w Wiśle, to myślę, że mam szanse znaleźć się w składzie na Soczi - opowiada.

 Murańka ma też wielu zwolenników. Jednym z największych jest Wojciech Fortuna, mistrz olimpijski z Sapporo. - Od lat mówi się o nim jako o wielkim talencie. Trochę bałem się, że nie dostaje szansy w Pucharze Świata, ale kiedy tylko raz na niego postawiono, on już sam dostarczył argumentów. Podoba mi się jego regularność. Jak trzeba skoczyć przynajmniej 130 metrów, to na pewno osiągnie taką odległość, a jak pokazał w Engelbergu, gdzie zajął siódme miejsce, potrafi też zaskoczyć. Jest młody i odważny, jak mu coś odbije w Soczi i odda dwa równe dalekie skoki, to może nawet zostać mistrzem olimpijskim. Wcale się nie zdziwię - mówił niedawno w rozmowie z INTERIA.PL.

A co z Kubackim, na którego tak naprawdę niewielu stawia? On może okazać się czarnym koniem rywalizacji o bilet do Soczi. Na jego plus przemawia doświadczenie. Jest o kilka lat starszy od Murańki i Bieguna. No i poznał już smak wielkiej imprezy. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata indywidualnie zajął 31. i 20. miejsce. Wspominać będziemy jednak jego występ w zawodach drużynowych. Nie dość, że nie zepsuł swojej próby, to jeszcze wydatnie pomógł kolegom zdobyć brązowy medal. W Wiśle Kubacki podobnie jak wszyscy Polacy poza Stochem i Żyłą miał lepszy pierwszy skok. - Częściowo wypełniłem zadanie, które otrzymałem od trenera. W pierwszej serii było dobrze, w drugiej lądowałem zdecydowanie za blisko. Miejsce jest odległe, ale ten pierwszy skok to jest coś, na czym można bazować. Pracuję nie tylko nad samym kierunkiem odbicia, ale ogólnie nad całym odbiciem. Chodzi o to, by tak pchnąć nogami, by próg dobrze "oddał". Bez tego ciężko jest odlecieć - opowiada Kubacki.

Lider kadry Kamil Stoch z boku przygląda się rywalizacji młodszych kolegów. - Wydaje mi się, że ich tak bardzo nie zajmuje to, czy pojadą do Soczi czy nie. Oni chcą po prostu dobrze skakać, a przecież mamy bardzo młodą kadrę. Niektórzy z nich przecież dopiero w tym sezonie zadebiutowali w Pucharze Świata czy Turnieju Czterech Skoczni. Nie ma co narzekać, bo przecież jako drużyna skaczemy wszyscy świetnie - podsumowuje Stoch.

Co w tej sytuacji zrobi Kruczek? Nie wiadomo. Pewne jest, że w piątek w zakopiańskich kwalifikacjach na belce startowej pojaw się dwunastu "Biało-czerwonych", wieczorem trener ogłosi czwórkę, która wystąpi w sobotniej "drużynówce", a po niedzielnym konkursie indywidualnym ogłosi nazwiska pięciu skoczków, których zabierze do Soczi na igrzyska olimpijskie.

Autor: Krzysztof Oliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama