Po piątkowym konkursie mikstów więcej niż o zwycięstwie Norwegów mówi się o skoku Timiego Zajca, który poszybował na aż 161,5 m, czyli o 8,5 m dalej, niż wynosi oficjalny rekord skoczni w Willingen ustanowiony przez Klemensa Murańkę. <a href="https://sport.interia.pl/skoki-narciarskie/news-przerazajacy-skok-przeskoczyl-skocznie-i-upadl-to-moglo-skon,nId,6575679">Słoweniec spadł z dużej wysokości na już niemal płaską część zeskoku i nie zdołał ustać. 22-latek na szczęście szybko wstał i opuścił zeskok o własnych siłach. </a> Timi Zajc upadł po skoku. Sandro Pertile komentuje Gdyby nie starania Zajca, który próbował skrócić lot, Słoweniec mógłby poszybować jeszcze dalej i mieć jeszcze większe problemy przy próbie lądowania. <a href="https://sport.interia.pl/skoki-narciarskie/news-niebotyczny-lot-i-upadek-timiego-zajca-to-moglo-skonczyc-sie,nId,6575867">To z kolei mogło doprowadzić do tragedii, przez co na organizatorów konkursu spadła fala krytyki.</a> Decyzję o puszczeniu 22-latka przy silnym wietrze w rozmowie z WP SportoweFakty próbował tłumaczyć dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile. Pertile zaznaczył, że 22-latek ruszał po rozbiegu w momencie, gdy wiatr na dole skoczni wiał z prędkością 3,5 m/s. - Podczas jego lotu siła wzrosła do 7 m/s. Co było widać w telewizji, został uniesiony jak w windzie i ta sytuacja była nieprzewidywalna. Timi wykonał niesamowitą robotę, że tak zamortyzował to lądowanie - wyjaśnił. Zdaniem dyrektora Pucharu Świata Borek Sedlak, który odpowiada za włączanie zawodnikom zielonego światła, dobrze wywiązał się ze swoich obowiązków. - Warunki nie były łatwe przez całe zawody, ale udało nam się pozwolić skakać wszystkim w bezpiecznych warunkach. Podczas fazy lotu nikt nie miał poważniejszych problemów - stwierdził, co brzmi dość kuriozalnie w świetle upadku Zajca. Skoki narciarskie. Konkurs w Willingen powinien zostać odwołany? Po <a href="https://sport.interia.pl/skoki-narciarskie/news-skandaliczny-konkurs-druzyn-mieszanych-fatalne-warunki-uniem,nId,6575649">konkursie mikstów </a>ruszyła dyskusja, czy w związku z silnymi podmuchami wiatru zawody powinny w ogóle zostać przeprowadzone. Według Pertile takie rozmowy najłatwiej jest toczyć już po konkursie, podczas którego organizatorzy nie są w stanie przewidzieć, co stanie się za kilka minut czy godzinę. - Śledzimy wskazania wiatromierzy, dzielimy się opiniami z trenerami podczas każdej serii, a w piątek ani jeden szkoleniowiec nie był przeciwny decyzji o rozpoczęciu zawodów - przekonywał.