W końcu było słychać krzyk Piotra Żyły. W podskokach schodził ze skoczni
Piotr Żyła był najlepszym z naszych zawodników w drugim konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Ruce. Wiślanin zajął 21. miejsce, a wcześniej był piąty w kwalifikacjach. W końcu jego skoki wyglądały normalnie. Widać było w nich o wiele więcej energii. W samym zawodniku też, bo po kwalifikacjach schodził ze skoczni w podskokach.

Piotr Żyła od pierwszego dnia rywalizacji w Ruce mówił nam o tym, że czuje się drewniany. To oznaczało, że jest bardzo sztywny, co nie pozwalało mu na dobrą jazdę po rozbiegu.
Obiecał, że coś wystruga do soboty, ale nie udało się. Nie awansował do drugiej serii. Przed niedzielą znalazł jednak sposób na to, by wróciła gibkość. Jak przyznał, miał to swój własny i sprawdzony sposób, ale nie chciał go zdradzić.
Skoki narciarskie. Piotr Żyła w końcu wiedział, co się dzieje
- Jest wiele sposobów na to, a ja obrałem ten najbardziej skuteczny - śmiał się tajemniczo 36-latek w rozmowie z Interia Sport.
Żyła w konkursie oddał bardzo dobry skok. Uzyskał 135,5 metra, co dało notę 147,3 pkt. Poziom konkursu był jednak tak wysoki, że ledwie wystarczyło to do tego, by znaleźć się w "20".
Małymi krokami do przodu. W niedzielę było już trochę lepiej, ale nie tak, jak się spodziewałem, bo ze skoku na skok było nieco gorzej. Ten skok w kwalifikacjach był najlepszy. W konkursie popełniałem głupie błędy, ale przynajmniej wiedziałem, co się dzieje, bo wróciło czucie na skoczni. Niestety odbijałem się zbyt wcześnie i dlatego te skoki nie były dłuższe w niedzielę, choć myślałem, że po tym skoku w pierwszej serii będę w "10"
Przez dwa dni wiślanin chodził zrezygnowany w Ruce, ale w niedzielę wróciła u niego radość. Po skoku w kwalifikacjach aż krzyknął i było to doskonale słychać na opustoszałej skoczni. Do szatni schodził w podskokach.
- Mam nadzieję, że wszystko ruszyło do przodu i teraz będzie już tylko lepiej - zakończył mistrz świata.
Z Ruki - Tomasz Kalemba, Interia Sport












