Tym zajmował się niegdyś Adam Małysz. "To zawód ekstremalny"
Adam Małysz dziś kojarzony jest wyłącznie z sukcesami osiągniętymi na skoczniach narciarskich na całym świecie i wybuchu "Małyszomanii", która rozpoczęła się w naszym kraju na początku XXI wieku. Utytułowany skoczek nie zawsze jednak wiązał swoją przyszłość ze skokami. 48-latek ma bardzo ciekawy zawód.

Adam Małysz to jedna z największych legend polskiego sportu. Czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli, sześciokrotny medalista mistrzostw świata i czterokrotny medalista olimpijski przez lata dostarczał kibicom ogromnych emocji. Jego triumfy na skoczniach w Willingen, Lahti czy Zakopanem sprawiły, że skoki narciarskie stały się w Polsce sportem narodowym. Na początku XXI wieku kraj ogarnęła prawdziwa "Małyszomania" - transmisje biły rekordy oglądalności, a młodzi adepci masowo zapisywali się do klubów, marząc o powtórzeniu sukcesów mistrza z Wisły.
Choć świat zapamiętał go przede wszystkim jako wybitnego skoczka, nie jest wcale sekretem, że jego zawodowe plany początkowo wcale nie były związane ze sportem. Małysz od zawsze interesował się motoryzacją i to z nią chciał związać przyszłość. W młodości wybrał szkołę o profilu mechanicznym, jednak w ostatniej chwili stracił miejsce na praktykach. W pośpiechu szukał alternatywy i ostatecznie trafił do szkoły dekarskiej. W ten sposób zdobył zawód… dekarza.
Adam Małysz ma zawód dekarza. "Najtrudniejsze są warunki i odpowiedzialność"
W rozmowie z "FachowyDekarz.pl" opowiedział, jak do tego doszło. "Od zawsze interesowałem się motoryzacją. Ta pasja towarzyszy mi do dzisiaj. Okazało się jednak, że straciłem miejsce na praktykach i musiałem szybko znaleźć coś innego. Tak trafiłem do szkoły dekarskiej" - wspominał wówczas.
Naukę fachu zapamiętał jako intensywną i bardzo praktyczną. "Miałem to szczęście z kolegą, że nasz majster był sporych gabarytów i zbyt często sam nie wchodził na dach. To było nasze zadanie, więc dużo i szybko się uczyliśmy. To była prawdziwa praca, nie "patrz i się ucz". Nie było nikogo, kto by nas wyręczył. Byliśmy szczupli i nie baliśmy się wysokości" - opowiada.
Małysz nie ukrywa, że dekarstwo to wymagający, a czasami naprawdę niebezpieczny zawód. "To praca ekstremalna. Na wysokościach, z zabezpieczeniami, w bardzo różnej pogodzie. Najtrudniejsze są warunki i odpowiedzialność" - przyznaje.
Zdaniem "Orła z Wisły" praca dekarza jest bardzo podobna do tego, z czym na co dzień muszą mierzyć się skoczkowie narciarscy. "Łączy ich wysokość, dzieli lot. Lepiej nie wykonywać go z dachu. W skokach mamy długie narty, w dekarstwie liny - w obu przypadkach podstawa to bezpieczeństwo" - stwierdził.













