Reklama

Reklama

​Turniej Czterech Skoczni. Dawid Kubacki na szczycie. Wtedy wszystko się zmieniło

Dawid Kubacki przyjechał na Turniej Czterech Skoczni po 22. i 47. miejscu w konkursach w szwajcarskim Engelbergu. Jednej nocy w Oberstdorfie wszystko się zmieniło.

Klasyczna "wtopa" w Engelbergu, a łącznie tylko dwa miejsca w pierwszej dziesiątce na siedem konkursów - tak wyglądał dorobek Kubackiego w bieżącym sezonie tuż przed startem Turnieju Czterech Skoczni. Wśród głównych faworytów imprezy wymieniano Polaka, ale był nim Kamil Stoch.

Reklama

Kubacki przed rokiem zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej turnieju, nieznacznie przegrywając miejsce na podium. Na starcie bieżącej edycji nie obiecywał, że wskoczy na "pudło". - Dobrymi chęciami wiadomo, co jest wybrukowane. Na wynik patrzy się na koniec turnieju - podkreślał.

Jak się okazało, była to zasłona dymna naszego skoczka, a wszystko zmieniło się już w Oberstdorfie, gdzie Kubacki wraz z trenerem Michalem Doleżalem dokonali drobnych poprawek. Wypaliło!

- Przez noc z soboty na niedzielę przegadaliśmy wszystko z trenerami, znaleźliśmy detale, które mogą pomóc i to starałem się zastosować od pierwszego skoku - mówił niespełna 30-letni skoczek po zajęciu trzeciego miejsca w Oberstdorfie.

Trzy dni później w Garmisch-Partenkirchen Kubacki znów był trzeci i marzenia o podium w klasyfikacji generalnej turnieju nabrały realnych kształtów.

Jak się okazało, nie był to koniec dobrych wieści. Na Bergisel w Innsbrucku Polak ustąpił miejsca już tylko Norwegowi Mariusovi Lindvikowi i wskoczył na fotel lidera turnieju, mimo że nie wygrał żadnego z konkursów. Pozostały decydujące rozstrzygnięcia w Bischofshofen.

Z Bischofshofen Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje