Reklama

Reklama

​Turniej Czterech Skoczni. Dawid Kubacki mistrzem! Ale nie zawsze było różowo

Dawid Kubacki za dwa miesiące skończy 30 lat. Gregor Schlierenzauer dzisiaj obchodzi 30. urodziny. Co ich różni? O ogromnych sukcesach Austriaka wielu już zapomniało. O Polaku robi się coraz głośniej. Droga naszego skoczka na szczyt była długa i nie zawsze prosta.

W poniedziałkowy wieczór w Bischofshofen Kubacki świętował jeden z największych sukcesów w karierze, jakim jest triumf w Turnieju Czterech Skoczni. O takim sukcesie słynny skoczek z Austrii może dzisiaj już tylko pomarzyć.

Reklama

Skąd to porównanie? To równolatkowie, których droga kariery niesamowicie się różni. Schlierenzauer po raz pierwszy stanął na podium zawodów Pucharu Świata jako szesnastolatek. Kubacki dokonał tego, mając 27 lat.

Na pierwsze punkty PŚ nasz skoczek czekał do 2012 roku. Kilka miesięcy później pojawił się pierwszy duży sukces, jakim był brązowy medal mistrzostw świata w Val di Fiemme w konkursie drużynowym.

Ale niedługo wszystko się posypało. W 2014 roku Kubacki zakończył sezon Pucharu Świata na 49. miejscu. Rok później było jeszcze gorzej - 53. lokata na finiszu sezonu. Współpraca z Łukaszem Kruczkiem nie przynosiła efektów. W konsekwencji nasz skoczek w 2015 roku został przesunięty do kadry B, prowadzonej przez Macieja Maciusiaka.

Pomogło. Trenujący poza kadrą A Kubacki regularnie jeździł na zawody PŚ i zdobył pięć razy więcej punktów niż rok wcześniej. Odbudowa na zapleczu przyniosła efekt. Wkrótce nasz skoczek znów pojawił się w pierwszej drużynie, ale nie było w niej już Łukasza Kruczka.

W 2016 roku reprezentację Polski objął Stefan Horngacher. To było nowe otwarcie w polskich skokach, a Kubacki miał odgrywać znaczącą rolę w planie Austriaka. Naprawiony przez Maciusiaka i uregulowany przez Horngachera i Grzegorza Sobczyka skoczek wkrótce miał sięgnąć po kolejne laury.

W Pucharze Świata było coraz lepiej, najpierw 19. miejsce w sezonie, ale w kolejnych już dziewiąte, a przed rokiem piąte. W 2017 roku z polską drużyną zdobył tytuł mistrza świata w Lahti. Dwa lata później w Seefeld triumfował już samodzielnie po szalonym konkursie, w którym zdobył złoto, awansując z 27. miejsca po pierwszej serii.

Do wspomnianych sukcesów dołożył brązowe medale w drużynie na MŚ w lotach oraz igrzyskach w Pjongczangu. Wczoraj w wielkim stylu triumfował w Turnieju Czterech Skoczni, godnie przejmując pałeczkę po Kamilu Stochu, który wygrał te zawody dwa i trzy lata temu.

- Rady? Teraz to on może dawać rady mnie - elegancko wypowiedział się o nieco młodszym koledze Stoch przed finałowym konkursem turnieju.

Kubackiemu często zarzucano, że dobrze skacze tylko latem. Co ciekawe było to jeszcze zanim dwukrotnie wygrał cykl letniej Grand Prix. Dziś nikt już nie odważy się wysunąć takiego zarzutu.

W maju ubiegłego roku, w przerwie między sezonami i sukcesami sportowymi Kubacki poślubił swoją narzeczoną Martę. Jak widać małżeństwo nie przeszkadza skoczkowi w ciężkiej pracy i osiąganiu kolejnych celów.

- Za moich czasów mówili, że gdy się ożeniłem, to skakałem o dziesięć metrów bliżej, a gdy urodziła się córka, to o 20 metrów. A przecież potem przyszedł mój najlepszy sezon w 2001 roku - wspominał w Bischofshofen Adam Małysz, podkreślając, że małżeństwo najwyraźniej służy Kubackiemu.

Kolejny cel? Puchar Świata. Polak traci już tylko 200 punktów do liderującego Ryoyu Kobayashiego. A już w weekend kolejne zawody w Predazzo.

Z Bischofshofen Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje