Trzy lata temu Polka sprzedawała ubrania, teraz walczyła o medal. Trenerzy aż zesztywnieli
Jeszcze trzy lata temu sprzedawała ubrania w galerii handlowej i zmagała się z bulimią oraz depresją. Dziś stała się wielkim słońcem dla kobiecych skoków narciarskich w Polsce. W debiucie olimpijskim Anna Twardosz walczyła - jaka sama powiedziała - o medal. Skończyła dziesiąta i była wniebowzięta. To nagroda za te wszystkie trudne lata. Na miejscu stawił się jej fanklub w postaci rodziny, który skandował jej imię, które niosło się po całej dolinie. Jej skoki sprawiły, że trenerzy niemal zesztywnieli z nerwów.

W skrócie
- Anna Twardosz zajęła 10. miejsce w olimpijskim debiucie w skokach narciarskich, wcześniej walcząc z bulimią i depresją.
- Trenerzy Marcin Bachleda i Stefan Hula przeżywali ogromny stres podczas konkursu, a rodzina i fanklub zawodniczki dopingowali ją na miejscu.
- Sędziowie przyznali Twardosz niższe noty niż oczekiwano, jednak sama zawodniczka była zadowolona ze swoich osiągnięć i wsparcia bliskich.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Anna Twardosz po pierwszej serii konkursu olimpijskiego na normalnej skoczni w Predazzo zajmowała ósme miejsce. Do podium traciła blisko 12 punktów, ale już to, że o tym piszemy, pokazuje, czego ta dziewczyna dokonała.
W drugiej serii Polka uzyskała 13. wynik i spadła o dwie lokaty, ale dziesiąte miejsce to naprawdę wielka sztuka. Tym bardziej że Twardosz debiutuje w igrzyskach.
Sędziowie skrzywdzili Polkę? "Zdziwiły mnie noty, ale jestem zadowolona"
Do miejsca w ósemce nasza skoczkini straciła dwa punkty. Wydaje się, że sędziowie mogli w jej przypadku pokusić się nieco wyższe noty, o czym zresztą mówiła sama zawodniczka, która oczywiście nie miała żadnych pretensji do oceniających.
- Zdziwiły mnie noty, jakie dostałam od sędziów. Zwłaszcza za pierwszy skok. Mimo tego jestem i tak zadowolona - mówiła Twardosz.
Trenerzy przyznali, że nie analizowali not, więc nie chcieli się wypowiadać na ten temat.
Po konkursie Interia Sport skontaktowała się jednak z polskim sędzią Kazimierzem Bafią i ten przyznał, że nasza zawodniczka robiła jeden z lepszych telemarków, więc zasłużyła na nieco wyższe noty albo inne skoczkinie powinny być bardziej karane za lądowanie. Dodał jednak, że wiele zależy też od powtórek, jakie otrzymują arbitrzy w kabinie.
Przed tym pierwszym skokiem wyrzuciłam z głowy wszystkie emocje. Stwierdziłam, że co będzie, to będzie. I wyszło bardzo dobrze. To był jeden z lepszych skoków w karierze. Jak wyszłam z progu, to wiedziałam, że w końcu trafiłam. Nie dopakowałam też klatką do nart. Poszło, jak miało iść. W jednym skoku pokonałam wszystkie demony, z którymi walczyłam latami. I to mimo bólu gardła i problemów z zatokami
Wielki stres trenerów. Aż zesztywnieli z nerwów
Widać było, jak bardzo występ swojej zawodniczki przeżywali trenerzy Marcin Bachleda i Stefan Hula. Przed próbą w serii finałowej w gnieździe trenerskim byli sztywni z nerwów.
- Jesteśmy dumni z Ani - mówił Bachleda, a Hula dodawał: - Skoczyła swoje najlepsze skoki. Ten pierwszy był niesamowity z tak mocnym wiatrem w plecy.
- Ale rzeczywiście Stefan się stresował. Aż go wywróciło na górze. Ja trochę mnie, ale też były nerwy. Na pewno przybyło mi siwych włosów - śmiał się "Diabeł".
Teraz nasi skoczkowie nie mają innego wyjścia, tylko muszę powalczyć znacznie lepszy wynik. W sobotę nasz sztab męskiej kadry wspierał trenerów kobiecej reprezentacji.
- To nam dużo dało, jeśli chodzi o ducha drużyny - mówił Hula.
Twardosz chciała kończyć karierę. Teraz się cieszy, że nie podjęła takiej decyzji
Twardosz trzy lata temu była w takim momencie kariery, że chciała ją kończyć.
A teraz prawie o medal walczyłam. Jestem z siebie naprawdę dumna. Bardzo się teraz cieszę, że wtedy nie rzuciłam jednak skoków. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Chciałam dać z siebie sto procent i opłaciło się
Polka miała wielkie wsparcie na trybunach. Przyjechała część jej rodziny, a także narzeczony. Stawił się kilkudziesięcioosobowy fanklub, który robił wielki hałas na skoczni w Predazzo. Polskie kobiece skoki doczekały się w końcu gwiazdy, która może pociągnąć kolejne dziewczyny do tego sportu.
- Bardzo się cieszę. Jest mi ciepło na sercu, kiedy mam przy sobie najbliższych - mówiła.
Twardosz zdradziła, że trenerzy namawiają ją do tego, by zdecydowała się w końcu wystąpić na skoczni do lotów.
- Nie deklaruję, że wystąpię, ale trenerzy mówią, że będę startowała. Sama jednak nie wiem, czy już chciałabym pójść na mamuta - przyznała Polka.
Piękną historię pisze też Marcin Bachleda, który był często wyśmiewany
Swoją piękną historię przeżywa też w Predazzo Bachleda. Przez lata, kiedy skakał w kadrze, wielu się z niego śmiało, choć przecież notował dobre wyniki. Jak został trenerem kadry kobiet za pierwszym razem, to wielu też się śmiało. "Diabeł" nigdy nie pojechał na igrzyska jako zawodnik, ale teraz dogonił marzenia sprzed lat. Mało tego, zapisał się w historii polskich skoków jako trener najlepszej zawodniczki w historii.
Życie mi teraz oddało. Czuję to. Na takie igrzyska liczyłem. Nie udało mi się być na nich w roli zawodnika, to wbiłem się drzwiami w roli trenera. Do tego Ania jest w "10". Jestem dumny, a na dużej... może być jeszcze niespodzianka. Teraz marzy mi się, żebyśmy w Polsce mieli co najmniej dziesięć niezłych dziewczyn w skokach, by można było z czego wybierać
Mistrzynią olimpijską została Norweżka Anna Odine Stroem. Druga była Słowenka Nika Prevc, która po konkursie zalała się łzami. Brązowy medal wywalczyła Japonka Nozomi Maruyama.
Pola Bełtowska całkowicie zepsuła skok i zajęła 50. miejsce.
Z Predazzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














