Trudno o optymizm. To będzie koniec polskiego panowania. Abdykacja Biało-Czerwonych jeszcze przed konkursem
Od 2019 roku polscy skoczkowie nie oddawali złotego medalu w rywalizacji na normalnej skoczni w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym. Wygląda na to, że w niedzielę (2 marca, godz. 17.00) po latach panowania Biało-Czerwoni abdykują w Trondheim. Po treningach i kwalifikacjach na obiekcie Granasen trudno o optymizm. Jedyną nadzieją dla Polaków pozostaje aura, bo ta ma być kapryśna i pewnie potrzeba będzie dużo szczęścia.

Pierwszego dnia treningów na uwagę zasługiwał bardzo dobry skok Piotra Żyły. Po nim jeszcze odżyła nadzieja na to, że wiślanin znowu może włączyć się do walki o czołowe lokaty, ale kolejne skoki pokazały, że 38-latek jest tej zimy bez formy.
Po treningach najlepsze wrażenie po sobie pozostawił Dawid Kubacki. Zresztą w serii próbnej i w kwalifikacjach pokazał, że powoli wraca do dawnej dyspozycji. Równymi skokami dał nadzieję na to, że może powalczyć o miejsce w "10".
Polacy nie dali argumentu przed pierwszym konkursem skoków w mistrzostwach świata
Najlepiej z Polaków w kwalifikacjach spisał się Paweł Wąsek. On tradycyjnie już z dnia na dzień się poprawia. Zazwyczaj najlepiej skacze w niedzielę, więc jest szansa, że w konkursie podniesie jeszcze swój poziom.W sobotę przebudzili się za to Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny, którzy pokazali, że będą w stanie powalczyć o serię finałową.
To, co założyliśmy z trenerem, udało się zrealizować, dlatego dzień mogę ocenić na plus. Jeszcze w tych skokach było trochę za dużo kontroli, ale pod względem technicznym wyszło dobrze. Skakałem jeszcze zbyt sztywny. Obniżyliśmy jeszcze nieco pozycję dojazdową. Moje ciało jeszcze nie przywykło do niej
Potwierdzają się informacje, jakie napływały do nas ze zgrupowania kadry o tym, że rośnie forma Kubackiego. Czy jest ona na tyle wysoka, by mógł pełnić rolę czarnego konia? Chyba jeszcze nie.
- Mój poziom skoków był w porządku. Wiadomo, że są w nich jeszcze błędy, ale cokolwiek chce lecieć i to mnie cieszy - powiedział Kubacki.
W kwalifikacjach niezły skok oddał Zniszczoł, ale to wciąż wynik w okolicach "20".
- Nie mogę narzekać, bo poczułem fajny wiatr na dole. Będę wypatrywał tego wiatru w niedzielę, ale i tak najważniejsze są skoki. Oddałem w sobotę dwa dobre skoki i z takim czuciem chcę iść dalej. Buduję się w Trondheim. Mam stąd dobre wspomnienia i czerpię z tego energię. Czuję coraz większą swobodę, bo wraca też pamięć mięśniowa - mówił Zniszczoł.
Przebudził się w końcu Wolny, który skakał na normalnej skoczni słabo.
- Ten kwalifikacyjny skok był moim najlepszym ze wszystkich tu oddanych. Nie mogłem dojść z tą skocznią do porozumienia. Wiedziałem jednak, jakie są przyczyny i konsekwentnie to rozwiązywałem. Staram się obniżyć pozycję, bo z tym miałem problem w treningach - przyznał Wolny.
Najsłabiej z naszych zaprezentował się ten, który będzie bronił mistrzowskiego tytułu. Żyła w kwalifikacjach był dopiero 37. i po tym, jak postraszył rywali w pierwszej serii treningowej, w piątek pozostało już tylko wspomnienie.
- Wyłączyli mnie trochę dzisiaj. Jeszcze przede mną nocka i trzeba będzie poszukać impulsu na konkurs. Moje skoki w sobotę były niemrawe - zakończył Żyła.
Z Trondheim - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













