Tomasiak rozbraja reprezentacyjną "bombę". Bierze wszystko na siebie. I ogłasza
Kacper Tomasiak mimo ledwie 19 lat, jest w stanie zawstydzić wielu bardziej doświadczonych zawodników. Już mniejsza o nazwiska tych asów kadry, którzy dali się poznać z szukania winnych w ostatnich sezonach i znajdywania powodów wszędzie, a dopiero na końcu u siebie. Pod tym względem trzykrotny medalista olimpijski zupełnie zaskoczył podczas spotkania w Akademii Kultury Fizycznej w Krakowie, gdy był pytany o wynikowy rozdźwięk pomiędzy igrzyskami, a resztą sezonu.

Jak bardzo doskwiera mi rozpoznawalność? - Jeżeli jestem w domu, to nie ma problemy wyjść do sklepu, ale więcej jest wyjazdów medialnych, które trochę zabierają wolny czas - krótko odpowiedział Kacper Tomasiak na pytanie o cenę popularności. Ta z jednej strony jest dodatkową nagrodą za odniesiony sukces, z drugiej jednak sprawia, że sportowiec przestaje być anonimowy, a także dochodzą mu mniej komfortowe obowiązki spoza dziedziny swojej aktywności.
Kacper Tomasiak nie chce być liderem. Oto jego dewiza
Prof. dr hab. Andrzej Klimek, p.o. prorektora ds. nauki Akademii Kultury Fizycznej w Krakowie, na wstępie przeprosił za to, iż dopiero teraz doszło do wizyty medalistów igrzysk na uczelni, a co za tym idzie spotkania z dziennikarzami. Przypomnijmy, że poza Kacprem Tomasiakiem, pierwszoroczniakiem, studentem III roku AKF jest Michał Gołaś, dwukrotny medalista igrzysk paralimpijskich z przewodnikiem Kacprem Walasem.
I to jest właśnie wypadkowa tej ceny, a więc permanentnego braku czasu w przypadku Tomasiaka. Sam zawodnik, adekwatnie do miejsca akcji, szybko zaakcentował, jak ważny jest walor naukowy w dzisiejszym sporcie. Odnosząc się do badań, technologii, a także pracowników, którzy z dala od blasku fleszy wykonują pracę w tej "wojnie technologicznej".
- Na pewno duże ma to znaczenie, bo poziom w sporcie jest coraz bardziej zmaksymalizowany. Kwestie sprzętowe, planowanie treningów i regeneracja, a w tym wszystkim nauka bardzo mocno się przydaje. Wręcz jest niezbędną, by w obecnych czasach osiągać sukcesy - zaznaczył świadomy 19-latek.
Jeśli chodzi o niego samego, to dużo mówi się o tym, że w jego skokach widać jeszcze rezerwy zwłaszcza w drugiej fazie lotu. Czy Tomasiak wraz z trenerami ma już pomysł na to, jak ten błąd wyeliminować?
- Myślę, że na pewno będziemy mieli trochę pracy w tunelu aerodynamicznym. Poza tym najbliższy okres przygotowawczy zaczniemy na trochę innym poziomie, więc będzie łatwiej te błędy skorygować. Super dokładnego planu jeszcze nie mamy, ale wystarczający do tego, by liczyć, że błędy uda się bez problemu poprawić - zaznaczył. I tutaj podzielił się ciekawostką.
- Do tej pory, by skorzystać z tunelu, zawsze jeździliśmy do Sztokholmu, a teraz z tego co się orientuję, mają mieć w Słowenii. Tylko nie wiem, czy już będzie gotowy w to lato.
Kamil Stoch zszedł ze sportowej sceny, coraz bliżej sportowych emerytur są także Dawid Kubacki i Piotr Żyła, tymczasem przedstawiciel nowej generacji ma wizję kadry, która nie będzie miała lidera. Krótko mówiąc, sam urósł do tej roli, ale ma jasny stosunek do tego, czy kreuje się na taką osobę wraz z odejściem Orła z Zębu, trzykrotnego mistrza olimpijskiego.
Na dobrą sprawę nawet się nad tym nie zastanawiałem. Podchodzę do tego tak, że jesteśmy jedną drużynę, a nie że jeden jest liderem i ktoś się do niego dostosowuje. Raczej zawsze pracujemy razem i bardziej działa to na zasadzie współpracy niż liderowaniu jednej osoby
Tomasiak nie widzi głównego winowajcy w sprzęcie. Bije się w pierś
Chyba jeszcze większe wrażenie Tomasiak wywarł stosunkiem do kwestii sprzętowej. Krótko mówiąc, trener kadry A Maciej Macusiak tłumaczył, że istniała duża różnica między sprzętem, jaki polska reprezentacja wykorzystywała w Pucharze Świata oraz na igrzyskach. To znaczy na olimpiadzie była większa kontrola, więc przewaga rywali została zminimalizowana, dzięki czemu biało-czerwoni mogli pokazać swoje umiejętności i zdobyć medale. Bielszczanin dopytany, czy dokładnie w ten sam sposób postrzega to jako główną przyczynę rozdźwięku w wynikach, a może wskazuje inne powody, odparł:
- Główną przyczyną to na pewno nie było, bo w moim przypadku skoki nie były tak dobre jak na igrzyskach. Taka różnica trochę wynikała z mojej dyspozycji, ale mogło też być tak, że sprzęt miał znaczenie. Ja staram się na tym nie skupiać, tylko nad moją dyspozycją. Jeśli będę skakał wręcz idealnie, to sprzęt nie będzie miał aż tak dużego znaczenia - zawyrokował.
Ogromnym talentem jest także brać Kacpra, Konrad Tomasiak, który w minionych miesiącach już pokazał próbkę sporych możliwości. Czy między braćmi istnieje rywalizacja?
- Czasami pojawia się patrzenie na to, kto skacze lepiej, ale traktujemy to jako wzajemną motywację. Nie ma zazdrości. Jak dużo mu brakuje? Ciężko stwierdzić. Nie skacze dokładnie tak samo jak ja, technika zawsze się różni, każdy skoczek skacze inaczej. Nie jestem w stanie tego dokładnie określić, aż tak bardzo na technice skoków się nie znam jak trenerzy - zaznaczył.
Sportowiec nie podzielił sugestii jednego z dziennikarzy, że trzy tygodnie temu mógł zostać kaleką na skoczni w Vikersund. Ani nie potwierdził poczucia żalu, że w końcówce sezonu nie oddał choćby treningowego skoku, by zatrzeć wrażenie.
- Myślę, że nie miałem jakiegoś złego wrażenia na temat tego upadku i pesymistycznych myśli. Trochę krzywo wylądowałem, potem narta mi zakantowała i odjechała, co bardzo często się zdarza. Nie było to jakoś nie wiadomo jak straszne. Myślę, że z każdym skokiem na mamutach powinno być coraz lepiej. Też nie czułem aż takiej potrzeby, by później oddawać treningowe skoki. Potrzebowałem 1-2 tygodnie odpoczynku, a później już były święta, więc wolałem poczekać do sezonu letniego - uśmiechnął się największy bohater polskiej kadry olimpijskiej.
Z AKF Kraków - Artur Gac









