To wtedy Małysz stracił nadzieję. Odkrywa smutne kulisy, już tego nie odwoła
Przerwa od skoków narciarskich w kraju nad Wisłą nie zapowiada się na nudną. Niebawem Polski Związek Narciarski będzie miał nowego prezesa, po tym gdy ze startu w wyborach zrezygnował Adam Małysz. Początkowo wydawało się, że legendarny sportowiec zdecyduje się na drugą kadencję. Jedno wydarzenie spowodowało jednak zwrot o 180 stopni. Wielokrotny medalista olimpijski w rozmowie z portalem TVP Sport wrócił do przykrej chwili i powiedział wprost, dlaczego nie chciał dłużej rządzić federacją.

Polscy kibice wciąż nie mogą być do końca zadowoleni z postawy podopiecznych Macieja Maciusiaka. Co prawda na igrzyskach olimpijskich, głównie za sprawą Kacpra Tomasiaka, "Biało-Czerwoni" zdobyli aż trzy medale, ale za to optymizmem nie napawała sytuacja w Pucharze Świata. To właśnie z tego powodu Adamowi Małyszowi zamarzył się powrót Stefana Horngachera do kraju nad Wisłą. Zaskakującą plotką początkowo podzielił się Jakub Balcerski, dziennikarz "sport.pl". Później zaczynało się robić coraz poważniej.
I gdy wydawało się, że ogłoszenie jest tylko kwestią czasu, przenosiny zostały opóźnione w czasie przez działaczy PZN. Powód? Nadchodzące wybory prezesa federacji. Rozpoczęło się wtedy zamieszanie. Momentami było nerwowo, lecz ostatecznie zatrudniono austriackiego specjalistę. W międzyczasie środowisko zaskoczył Adam Małysz. Dotychczasowy sternik zrezygnował z walki o kolejną kadencję. "Orzeł z Wisły" decyzji już nie zmieni. Na łamach "sport.tvp.pl" ujawnił za to powody takiego ruchu.
Dlatego Małysz nie chce być już prezesem PZN. To było dla niego jak cios
"Był taki moment, że straciłem nadzieję. To mnie trochę dobiło i utwierdziło w przekonaniu, że nie powinienem się ubiegać o kolejną kadencję jako prezes. Zawsze wydawało mi się, że zarząd powinien być jednością. Gdy rozmawiałem ze Stefanem, to jednym z jego jasnych postulatów było to, że najpierw cały zarząd musi się zgodzić na jego przyjście. I faktycznie początek był taki, że jeden z członków zarządu powiedział, że zaakceptuje tę decyzję tylko i wyłącznie wtedy, gdy Maciej Maciusiak będzie za" - wyznał.
Cenionego eksperta zatrudniono na razie tylko na rok. Mało kto jednak wyobraża sobie sytuację, by współpraca nie potrwała znacznie dłużej.













