To była petarda i Kacper Tomasiak to czuł. A potem był lot w nieznane
Piątkowe skoki, ale też ten w sobotę z serii próbnej nie wskazywały kompletnie na to, że Kacper Tomasiak może bić się o podium w Klingenthal. Tymczasem 18-latek znowu zaskoczył skokowy świat i był bardzo blisko kolejnego znakomitego występu. Niestety zawodnik z Bielska-Białej boryka się w Niemczech z pewnymi problemami i właśnie przez nie zabrakło utrzymania dobrej pozycji w sobotnich zawodach.

W skrócie
- Kacper Tomasiak mimo problemów technicznych i nieudanego skoku próbnego zaskoczył wszystkich świetnym występem w pierwszej serii konkursu w Klingenthal.
- Młody skoczek był bardzo blisko podium, ale błąd na progu w drugiej serii pozbawił go wysokiej pozycji.
- Tomasiak podkreśla, że mimo trudnych warunków i presji czuje się coraz pewniej i liczy na ustabilizowanie formy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kacper Tomasiak był najsłabszych z Polaków w serii próbnej przed konkursem. Był mocno niestabilny w locie, a po wylądowaniu widać było, że miał odpięte wiązanie w lewej narcie. Sam nie wiedział, czy to stało się jeszcze w powietrzu, czy już po lądowaniu.
W konkursie Tomasiak odpalił petardę. Już na progu było widać, że to będzie znakomita próba. Potem był nienaganny lot i Polak zajmował wysokie piąte miejsce. Ruszał zatem z takiego pułapu, na jakim skończył zawody w Wiśle. Niestety błąd na progu zepchnął 18-latka o wiele lokat.
Kacper Tomasiak: wiedziałem, że to będzie petarda
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Gdziekolwiek pojawiały się wątpliwości, czy podołasz, ty od początku sezonu pokazujesz, że masz mocną głowę i potrafisz wytrzymać. Nie szło ci w Klingenthal w piątek, a w sobotę przywitałeś się ze skocznią słabym skokiem. Tymczasem po pierwszej serii konkursowej wylądowałeś zaraz za podium.
Kacper Tomasiak: - Udał mi się ten skok w pierwszej serii w porównaniu do tych z Wisły. Mam tutaj w Klingenthal problem z tym, by trafić w próg odpowiednio, ale jak już trafię, to jest taki efekt, jak w pierwszej serii. Za wcześnie wybiłem się i w serii próbnej, ale też w tej finałowej. Mam nadzieję, że uda się tak ustabilizować moje skoki, by wychodziły tylko takie, jak w pierwszej serii. Poza w tym nie było w moich skokach większych błędów.
W serii próbnej widać było, jak zafalowały ci narty przed lądowaniem, a na dole miałeś wypięte zapięcie w lewej narcie. Kiedy to się stało?
- Nie wiem. Może to miało miejsce przy lądowaniu albo na wyhamowaniu, bo dziwnie jechały narty i nawet się przewróciłem.
W pierwszej serii konkursowej już na progu wiedziałeś, że to będzie taka petarda?
- Tak. Mogłem coś wprawdzie jeszcze popsuć w locie, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Miałem fajną wysokość i dobrą prędkość. Bardzo dobrze trafiłem w próg.
Drugi skok rozpocząłeś zbyt wcześnie na progu, ale też nie wylądowałeś go dobrze. Straciłeś wiele punktów.
- Na pewno mogłem go lepiej wylądować, ale ciągnąłem ten skok, bo walczyłem o odległość. Przez to zepsułem lądowanie. Za późno do niego podszedłem.
Piąte miejsce po pierwszej serii pokazuje, że już jesteś bardzo blisko światowej czołówki. Jesteś coraz bardziej powtarzalny. To buduje?
- Myślę, że tak. Przed drugim skokiem pomyślałem, że chcę skoczyć jak najlepiej i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Nie stresowałem się jakoś zbytnio tym, że otworzyła się szansa na podium.
Skakałeś kiedyś w większej mgle?
- Mogło się zdarzyć. Warunki na pewno były trudne. Kiedy wychodziłem z progu, to nie widać było, gdzie się ląduje. To był zatem trochę lot w nieznane, ale nie miałem z tym większego problemu.
W Klingenthal - rozmawiał Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:












