To był niewiarygodny lot Stocha w Planicy. Kibice zamarli po tym lądowaniu. Rekord skoczni Polaka
Kariera Kamila Stocha zmierza do końca. Polakowi zostały już ostatki, które tradycyjnie mają miejsce w Planicy. Na słoweńskim obiekcie nasz mistrz przeżywał wiele pięknych chwil. Bez wątpienia jedną z nich był konkurs drużynowy w 2017 roku. W rundzie finałowej ówczesny lider naszej reprezentacji pofrunął aż na odległość 251,5. metra, bijąc rekord skoczni ustawiony chwilę wcześniej przez Stefana Krafta.

Kamil Stoch w Planicy przeżył swoją pierwszą niezwykle symboliczną scenę. 20 marca 2011 roku wówczas wschodząca gwiazda skoków narciarskich pokonała konkurencję. Stoch triumfował w jednoseryjnym konkursie. W tych samych zawodach trzecie miejsce zajął kończący karierę Adam Małysz.
Na podium doszło do scen, które wszyscy znają. Stoch ukłonił się przed Małyszem, co było swoistym przekazaniem pałeczki w polskich skokach. Trzy lata później 23 marca 2014 roku Stoch pierwszy raz w karierze odebrał Dużą Kryształową Kulę. Stało się to właśnie w Planicy, ale po konkursie na skoczni dużej, a nie tej do lotów.
Rekord Letalnicy Stocha. Szalony lot Polaka
Trzy lata później 25 marca 2017 roku Stoch przeżył chwilę prawdopodobnie największej adrenaliny na przestrzeni całej kariery. W konkursie drużynowym byliśmy świadkami swoistej bitwy na odległości. Aż ośmiokrotnie zawodnicy dolatywali bowiem do granicy wyznaczonej na 240. metrze.
Prawdziwe show miało miejsce w drugiej serii. Najpierw Stefan Kraft z dziewiątej belki pofrunął na odległość 251. metrów przy odjęciu punktowym za wiatr o wartości 15 punktów. Wydawało się, że lepiej już skoczyć się nie da. Stochowi obniżono belkę o jeden stopień i do prowadzenia potrzebował 230. metrów.
Lider reprezentacji nic sobie nie robił jednak z tej wymaganej odległości. Prędkość na progu miał o ponad kilometr niższą niż wielki rywal, ale trajektoria lotu od początku była niezwykle obiecująca. Stoch leciał dobre kilka metrów nad ziemią. 230. metr minął na takiej wysokości, że wydawało się, że zapoluje na rekord świata.
Ten wówczas wynosił 253,5. metra i należał do... Stefana Krafta. Ostatecznie Stoch skrócił swój lot, spadł na zeskok z bardzo dużej wysokości, a sędziowie zmierzyli mu odległość 251,5. metra. "Piękna, nienaganna sylwetkaaa iiiiiiiii jeeeeeeeeeeeeeest. Tak po prostu pięknie to zrobił, leciutko, jak to powinien zrobić dwukrotny mistrz olimpijski, mistrz świata" - wykrzyczał Włodzimierz Szaranowicz.
Ten lot dał oczywiście Polsce prowadzenie. Stoch wybornie wykorzystał panujące nośne warunki i ustanowił rekord skoczni, zabierając go Kraftowi. Dodatkowo ta próba do dziś pozostaje także rekordem naszego kraju i nie zapowiada się na to, aby ten stan rzeczy szybko się zmienił. Ostatnie sezony Stocha były rozczarowaniem, ale dał kibicom mnóstwo cudownych chwil. Ta była bez wątpienia jedną z nich (na wideo od 2:40 przy. red.).











