Thomas Thurnbichler popełnił błąd ws. Kamila Stocha? Nieczytelna sytuacja. "Męska i stanowcza decyzja"
Brak powołania dla Kamila Stocha na mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Trondheim (26 lutego - 9 marca) wywołał gorącą dyskusję. Swoje argumenty w tej sprawie przedstawił Thomas Thurnbichler, trener naszej kadry, a od skomentowania decyzji wstrzymuje się na razie Kamil Stoch i jego trener Michal Doleżal. - Gdyby to była decyzja w sprawie innego skoczka niż Kamil Stoch, to nie byłoby takiej dyskusji. To jest jednak postać, która jest ikoną i ma swoich wyznawców - powiedział Jakub Kot, były skoczek i ekspert Eurosportu, w rozmowie z Interia Sport.

Thomas Thurnbichler, trener kadry polskich skoczków, przyznał otwarcie, że Kamil Stoch po prostu przegrał rywalizację o miejsce w kadrze. Poza konkursem był niejako Piotr Żyła, który jako mistrz świata ma miejsce na normalnej skoczni.
Austria wskazywał, że Stoch był gorszy w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata od czterech innych naszych skoczków. Ani razu też nie był w "10" zawodów Pucharu Świata.
Dlaczego Thomas Thurnbichler nie skorzystał z takiej możliwości?
Thurnbichler nie zdecydował się też na zabranie sześciu skoczków, bo - jak przyznał w rozmowie z Interia Sport - decyzja taka zapadła już wcześniej. Poza tym nie chciał, by rywalizacja o miejsce w kadrze zakłóciła przygotowania do najważniejszej imprezy sezonu. Uznał, że spokojny trening zawodników, którzy mają pewny udział w mistrzowskich zawodach, da im o wiele więcej.
- Gdyby to była decyzja w sprawie innego skoczka niż Kamil Stoch, to nie byłoby takiej dyskusji. To jest jednak postać, która jest ikoną i ma swoich wyznawców. Trzymając się jednak faktów, to uważam, że każda ze stron jest w tej sytuacji - brzydko mówiąc - winna - przyznał Jakub Kot, były skoczek, a obecnie ekspert Eurosportu, w rozmowie z Interia Sport.
Doskonale wiemy, co pokazywał w tym sezonie Kamil. Przed nim dostał swój sztab, ale jednak wyniki były przeciętne. W Sapporo oczywiście skoczył lepiej, ale nie wiem, czy to był na tyle mocny sygnał dla trenera, by ten zabrał go na mistrzostwa świata. Gdyby wskoczył do "10" miałby argumenty. W tym momencie Kamil skacze porównywalnie z Olkiem i Kubą, ale nie mieliśmy bezpośredniego porównania
Zdaniem zakopiańczyka najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby wszyscy zawodnicy, którzy byli brani pod uwagę przy ustalaniu składu - poza Pawłem Wąskiem, bo ten był poza konkurencją - wzięli udział w jednych zawodach.
- To się jednak nie zdarzyło i nie ma co gdybać, ale to była jedna z opcji. Można było przecież odpuścić Sapporo i w tym czasie zrobić obóz w Wiśle, który zakończyłby sprawdzian. Na tej podstawie wybralibyśmy najlepszych skoczków w danym momencie. Poza tym pole do interpretacji dał sam Thomas, który przed zawodami w Sapporo powiedział, że bardzo dobre wyniki mogą dać Kamilowi i Maćkowi wyjazd na mistrzostwa świata. Nie określił jednak, czego dokładnie oczekuje. To otworzyło bardzo szeroko furtkę do dywagacji. Szkoda też, że Thomas o tym, co będzie brane pod uwagę, nie podał do publicznej wiadomości przed konkursami w Sapporo, tylko dopiero w momencie, kiedy ogłosił skład. Wszyscy mieliby wówczas czytelną sytuację - powiedział Kot.
Zawodnicy, którzy jadą na MŚ najlepsze wyniki osiągali w grudniu
Z jednej strony Austriak ma rację, ale z drugiej wyniki naszych skoczków w Pucharze Świata miały miejsce na przestrzeni wielu tygodni. W ostatnim jednak czasie nieco się zmieniło. O wiele gorzej skakali choćby Aleksander Zniszczoł, czy Jakub Wolny, a za to lepiej Kamil Stoch, czy Maciej Kot.
- Gdyby przyjrzeć się dokładnie wynikom naszych skoczków, to ósme miejsce Kuby Wolnego miało miejsce w grudniu, Dawida Kubackiego na przełomie listopada i grudnia, a Olka Zniszczoła też w grudniu, a mistrzostwa świata są w marcu. Klasyfikacja generalna Pucharu Świata też jest nieczytelna, bo nie wszyscy brali udział w takiej samej liczbie zawodów. Nie jest to zatem wszystko do końca czytelne. Z drugiej strony, gdyby Kamil dwa razy wskoczył do "10", to Thomas wówczas nie miałby wyjścia - zauważył Kot.
Tyle tylko, że Stoch w "10" PŚ nie było dawno. Niebawem miną dwa lata, kiedy ostatni raz nasz wielki skoczek znalazł się w tym gronie. Niemniej jednak Stoch skakał w Sapporo bardzo równo.
- I choćby z tego względu zawodnik może czuć się pokrzywdzony, bo pokazał, że jego skoki są powtarzalne - przyznał Kot.
"Męska i stanowcza decyzja"
Wielka szkoda, że nasz sztab nie zdecydował się na zabranie sześciu skoczków, bo to ucięłoby całą dyskusję, a zawodnicy kwalifikowaliby się na miejscu w porównywalnych warunkach na treningach.
- Mistrzowskie imprezy zawsze wiążą się z presją. Czegoś takiego nie ma w spokojnych treningach, o których mówił Thomas. Inaczej się jednak skacze, kiedy jest ta presja. Zawodnicy wówczas bardziej się spinają. I właśnie namiastka presji byłaby w kwalifikacjach do kadry już na miejscu. Tam dowiedzieliśmy się, kto najlepiej radzi sobie w takich warunkach. Z drugiej strony tłumaczenie tej sytuacji tym, że trener woli mieć spokój w drużynie, też jest dobrym sposobem. W takich sytuacjach nigdy nie będzie wszystko jasne. Zawsze będzie 50 na 50. Thomas podjął jednak męską i stanowczą decyzję i za dwa tygodnie dowiemy się, czy obroni się ona od strony sportowej - zakończył.
Zobacz również:













