Reklama

Reklama

TCS. Sabirżan Muminow skomentował wypadek na skoczni w Innsbrucku

Nie Ryoyu Kobayashi, nie Kamil Stoch czy Dawid Kubacki, a mało znany Kazach Sabirżan Muminow znalazł się na ustach wszystkich w Innsbrucku. A wszytko za sprawą wypadku na skoczni Bergisel.

Po dniu przerwy skoczkowie rywalizujący w 67. Turnieju Czterech Skoczni wrócili do rywalizacji. Ostatnie dwa konkursy prestiżowego turnieju odbędą się w Austrii - w Innsbrucku i Bischofshofen.

W czwartek na obiekcie Bergisel odbyły się oficjalne treningi i kwalifikacje. Na długo zostanie zapamiętany wypadek Muminowa podczas pierwszej sesji treningowej. 24-letni Kazach oddał krótki skok na 95 metrów. Nie zdołał jednak w porę wyhamować na przeciwstoku i z impetem przeleciał przez bandy reklamowe. Muminow wpadł niemal na miejsca zajmowane przez dziennikarzy. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało.

Reklama

"Niczego nie widziałem, wszystko było białe. Myślałem, że będzie tak jak zawsze. W końcu nie jestem tutaj pierwszy raz, a trzeci. Jednak w pewnym momencie jechałem ze zbyt dużą prędkością. Tak naprawdę nawet nie wiem, jak to się mogło stać" - skomentował Muminow przed kamerami TVP Sport.

"Z mojej perspektywy upadek nie trwał tak krótko. Kiedy leciałem przez bandę, czułem się jak w scenie z "Matrixa"" - dodał z uśmiechem. "A na poważnie, to wszystko jest w porządku. Mam trochę siniaków, ale to nie problem. Miałem za to problem z butami, ale już sobie z nim poradziłem. Zmieniłem na nowe" - stwierdził Kazach.

W drugim treningu Muminow nie wziął udziału. Wystartował za to w kwalifikacjach. Skoczył zaledwie 93,5 m, co dało mu przedostatnie miejsce. Tym razem jednak nie miał żadnych kłopotów.

Dowiedz się więcej na temat: Turniej Czterech Skoczni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama