Tak liczna powinna być reprezentacja Polski na zimowe igrzyska. Logistyczne wyzwanie przed Biało-Czerwonymi
Dokładnie 6 lutego 2026 roku odbędzie się ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. Dla wszystkich ekip będą one logistycznym wyzwaniem, bowiem jest aż sześć wiosek olimpijskich. - Z punktu widzenia naszej misji ułożenie puzzli będzie zatem niezwykle trudne - przyznał Konrad Niedźwiedzki, szef polskiej misji olimpijskiej na tę imprezę, w rozmowie z Interia Sport.

Tomasz Kalemba, Interia Sport: Jesteś szefem polskiej misji olimpijskiej na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. Nie przeraża cię trochę to, że organizują je Włosi, bo wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z podejścia południowców do takich imprez. Zresztą wciąż wiele aren nie jest jeszcze gotowych.
Konrad Niedźwiedzki: - Mam doświadczenie, jeśli chodzi o duże zawody we Włoszech. Startowałem przecież w igrzyskach w Turynie w 2006 roku. Byłem już jako szef misji w 2023 roku na Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy (EYOF) we Friulii - Wenecji Juliskiej, który dał wiele do myślenia. Cieszę się, że igrzyska są w Europie, bo przynajmniej nie powinno być problemu z jedzeniem. Nie będzie też problemów z aklimatyzacją. Mieliśmy spotkanie ze polskimi związkami sportowymi i od niemalże wszystkich słyszeliśmy, że są duże problemy z arenami. Wiele z nich powstanie dopiero w ostatniej chwili. Znamy niestety ten bałagan, a jednocześnie włoski spokój. Jesteśmy jednak gotowi i mamy tę świadomość, że nie będą to łatwe igrzyska. Ważne jednak, by każdy miał te same warunki. Wiemy, z czym przyjdzie się nam mierzyć, jeżeli chodzi o Włochy, ich mentalność i podejście do wielu tematów. Gorzej byłoby nie mieć świadomości, że tak tam może być. U nas tej świadomości nie zabraknie. Doskonale wiemy, że mogą nas spotkać w czasie igrzysk różne przygody. Staram się zatem jak najlepiej przygotować się do swojej roli i od pewnego czasu uczę się języka włoskiego, bo czasami wiele spraw łatwiej jest załatwić, jeśli posługuje się językiem kraju, w którym się przebywa.
Do tego igrzyska będą strasznie rozrzucone, a pomiędzy poszczególnymi strefami będą dość duże odległości i z pewnością komunikacja między nimi nie będzie należała do łatwych. Niektóre miejsca dzieli 400 kilometrów.
- W sumie będzie aż sześć wiosek olimpijskich. Z punktu widzenia naszej misji ułożenie puzzli będzie zatem niezwykle trudne. W marcu z Dorotą Goś, szefową działu projektów olimpijskich, wybieramy się do Włoch na seminarium szefów misji. Pierwsze trzy dni spędzimy w Mediolanie, a potem wybierzemy się do wiosek olimpijskich, by wizytować obiekty. Wiem, że trzeba się przygotować dobrze logistycznie do tych igrzysk. To będzie największe wyzwanie. O tym będziemy rozmawiali z poszczególnymi związkami w naszym kraju.
Byłeś już w Mediolanie? Jak wygląda tam atmosfera przed igrzyskami?
- Byłem w czasie dni otwartych i muszę przyznać, że miasto żyje intensywnie igrzyskami.
Jak duża powinna być reprezentacja Polski, bo pewnie są pierwsze szacunki?
- Wstępne szacunki wskazują, że reprezentacja może liczyć 60-70 osób do tego około 100 osób współpracujących.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport












