Tajner straszy ws. przyszłości Tomasiaka. Padają porównania do Małysza
- Widzę dwa lub nawet trzy pozytywy - mówi o zakończonym sezonie w skokach Apoloniusz Tajner, były trener Adama Małysza. - Wyskoczyli Tomasiak z Wąskiem i na nich powinien się skupić sztab szkoleniowy kadry - dodaje Tajner i zauważa, że Żyła z Kubackim być może powinni pójść w ślady Kamila Stocha. Jest też mocny głos Tajnera ws. przyszłości trenera Macieja Maciusiaka.

Dariusz Ostafiński, Interia: Dziwny był ten sezon w skokach. Igrzyska na duży plus, ale już o tym, co działo się przed i po, to lepiej zapomnieć.
Apoloniusz Tajner, były prezes PZN: Widzę dwa lub nawet trzy pozytywy.
Wszystkie związane z igrzyskami?
- Tak, ale to przecież była najważniejsza impreza czterolecia. Przed igrzyskami liczyliśmy na to, że Kacper Tomasiak sprawi niespodziankę, ale to, co się stało, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Kluczem do sukcesu okazało się to, że trener Maciusiak wyłączył zawodnika, dał mu odpocząć, pozwolił na regenerację. To samo zrobił z Wąskiem i to kolejny, drugi pozytyw, bo pierwszym była totalna eksplozja formy Tomasiaka.
A trzeci?
- Taki, że jest jednak perspektywa na przyszłość. Kamil Stoch zakończył karierę, ale pojawił się Kacper, mamy też Pawła Wąska. Na nich możemy budować, stworzyć taką młodą grupę na przyszłość.
Tajner rzuca pomysł. Kadra bez Żyły i Kubackiego
Bez Żyły i Kubackiego? Co z nimi?
- Nie chcę podpowiadać, bo trenerzy i sami zawodnicy widzą lepiej. Jednak wydaje mi się, że oni powinni poszukać sobie indywidualnych trenerów. Pamiętam, że jak Kruczek przejmował kadrę, to Adam Małysz poszedł do Lepistoe i młodzi ruszyli z kopyta.
Czyli starszych trzeba odseparować, bo jest z nimi jakiś problem?
- Jeśli chodzi o sytuację z Lepistoe, to on nie był na stałe, a jedynie od czasu do czasu przylatywał do Polski. A jak Małysz był w kadrze, to wszystko było robione pod niego, bo tak to działa. Jak Adam potrzebował treningu na normalnej skoczni, to wszyscy jechali z nim. Nawet jeśli trzeba im było czegoś innego. Jak Adam poszedł do Lepistoe, to nic już nie krępowało Kruczka. Mógł planować, nie patrząc na największego asa, a młodzi dzięki temu szybciej się rozwijali.
I to samo trzeba zrobić z Żyłą i Kubackim?
- Tak, bo obaj się strasznie zamotali, a ja uważam, że trener kadry bardziej powinien się skupić na młodszych zawodnikach, dając tym najbardziej doświadczonym możliwość odnalezienia własnej drogi. Nie mówię, że to zadziała, ale trzeba próbować.
Stochowi chyba nie bardzo pomogła współpraca z Doleżalem?
- Kamil nie powinien był jechać na loty w Oberstdorfie. To był niepotrzebny wyjazd. Szkoda. On mógł kumulować energię i może by te igrzyska wyglądały w jego wykonaniu lepiej.
Medale nie bronią Maciusiaka, ale ...
To teraz zapytam o Maciusiaka. Kazimierz Długopolski, w końcu fachowiec, mówi, że choć medale na igrzyskach bronią Maciusiaka, że trzeba szukać innego szkoleniowca. Długopolski zwraca uwagę, że lepszy byłby trener zagraniczny, bo rynek z nowinkami jest zamknięty dla Polaków. A druga rzecz, że jego zdaniem Maciusiak nie ma pomysłu na zmianę metod szkolenia, a technika skoku u naszych leży.
- Z tym mówieniem, że medale go bronią, to bym się do końca nie zgodził. Broni na pewno medal Wąska, ale już Tomasiaka szykował do igrzysk trener Wojtek Topór. I kolejna sprawa, na którą trzeba zwrócić uwagę to taka, że wiele czynników zdecydowało o tym, że Kacper zdobył dwa medale. Jednak mieliśmy stały wiatr z tyłu. I dobrze, bo jakby ktoś na przednim wyskoczył, to mogło to zmienić klasyfikację. Druga sprawa, to zmęczenie tych najlepszych. Jeszcze w Willingen skakali i widać było, że taki Prevc jest zmęczony, nogi mu nie chodziły. Słoweniec odpoczywał dopiero między jednym i drugim konkursem na igrzyskach. A jeszcze bym dodał, że warunki na skoczni były dopasowane do techniki Tomasiaka. Wszystko zagrało idealnie. Już nie mówię o śnieżycy w konkursie duetów, bo to był uśmiech szczęścia.
Czy pan chce powiedzieć, że trener Długopolski ma rację?
- To, co mówi Kazimierz, to prawda. Z techniką skoku mamy problem. Decydujące jest odbicie poprzedzone agresywnym wejściem w próg z płasko prowadzonymi nartami już po wyjściu z progu i odpowiednią szybkością przelotową. Ona musi być odpowiednia, a u naszych jest niestety mniejsza niż u tych, co skaczą najlepiej.
To jest zagrożenie, że jak ten sztab sobie nie radzi z takimi sprawami, to mogą nam popsuć Tomasiaka.
- Nie. Najwięcej szkody przyniósł mu sukces. To zawsze jest to największe zagrożenie, coś, co rozbija. Zamiast na trening musiał chodzić na spotkania z ważnymi ludźmi. Każdy chciał się przywitać i pogratulować, bo nikt nie chciał się narazić na stwierdzenia w stylu, że nie docenił zawodnika. A on sam był przez to wybity z rytmu i nie dojechał na te ostatnie zawody. Niepotrzebnie ściągano go z mistrzostw świata juniorów na Puchar Świata do Lahti. Mógł zostać, może by jeszcze brąz w drużynówce wpadł.
Wciąż czekam, aż pan powie, czy zgadza się z trenerem Długopolskim w sprawie Maciusiaka.
- To jest fachowiec. Zwróciłem uwagę na to, że popełnił jeden, czy dwa błędy, ale z drugiej strony doceniam, że pozbierał kadrę, choć ta była w rozsypce. Każdy trenował z kimś innym i Maciusiak dostał ich wszystkich dopiero na igrzyskach. To, z czym się zderzył, to nie było łatwe prowadzenie zespołu. Nie wiem, czy jakiś inny trener poradziłby sobie lepiej. Wiem, że w przyszłym sezonie będzie miał już tę swoją grupę od początku, że dokona jakichś zmian, więc ja bym powiedział, że to dalej ma sens. Ja bym nie obciążał Maciusiaka winą za wszystkie błędy polskich skoków.
Maciusiak kiedyś postawił na nogi Kubackiego
A co, jeśli Długopolski ma rację i Maciusiak nie jest zdolny do tego, żeby poprawić technikę skoku u zawodników.
- Trenerzy wiedzą, że jest taki problem. Maciusiak o tym wie. Nic jednak nie dzieje się z dnia na dzień. Dawniej było tak, że każdy trener robił po swojemu. Dopiero od niedawna mamy jednolity system szkolenia, a młodzi trenerzy wiedzą, że tylko praca w tym jednolitym systemie może dać efekty. Maciusiak i grupa młodych trenerów chcą to poukładać. Zresztą Maciusiak kiedyś już to zrobił. Jak Kubacki latał za wysoko, to przesunięto go do Maciusiaka, a on zaczął wypłaszczać tor jego lotu i wtedy Dawid wskoczył na kilka lat do czołówki.
Teraz znów lata wysoko, ale nie przekłada się to na odległość.
- I z tym musi się uporać, a cała grupa młodych potrzebuje systematyki i jednego programu. Maciusiak jest zdolny, by to przeprowadzić. A jeśli do tego dodamy, że potrafi zadbać o atmosferę, że zawodnicy go lubią, to mamy naprawdę materiał na dobrego trenera na lata.
Doskonale pan jednak wie, że będziemy oceniać Maciusiaka nie przez pryzmat dobrze prowadzonych programów, ale patrząc na kolejne skoki Tomasiaka.
- Kacper w tym roku miał taki wystrzał, jak kiedyś Małysz. Pamiętajmy, że jest wybuch talentu, a potem zaczyna to kuleć, bo pojawia się mocniejszy trening, który przygniata nam zawodnika.
Pan nie straszy.
- Nie wiem, czy z Kacprem będzie tak, jak z Adamem. Tego nie da się przewidzieć, bo każdy idzie inną ścieżką. Faktem jest, że u Małysza był wystrzał, a potem dół i on nawet chciał kończyć, by nagle wspiąć się na Himalaje. Liczę jednak na to, że Maciusiak to ułoży, że ten kolejny sezon będzie lepszy od tego, który właśnie się zakończył.












