Tajner łączy funkcję posła i prezesa PZN. Ma plany wobec Horngachera i Małysza
- Już przed igrzyskami olimpijskimi spotkałem się z propozycją startu w wyborach. Musiałem jednak zobaczyć, jakie są oczekiwania naszej narciarskiej społeczności - powiedział Apoloniusz Tajner, który został wybrany na nowego prezesa Polskiego Związku Narciarskiego (PZN). Tym samym wraca do rządzenia polskim narciarstwem po czterech laty przerwy. Poprzednio piastował to stanowisko w latach 2006-2022.

Apoloniusz Tajner był jedynym kandydatem w wyborach na prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. W głosowaniu poparła go zdecydowana większość delegatów. Zastąpił on zatem w fotelu sternika związku Adama Małysza.
72-latek wciąż jest też posłem na Sejm, ale zapewnił, że będzie w stanie godzić obowiązki z nową-starą rolą.
We wspólnej rozmowie z dziennikarzami w Krakowie, Tajner w samych superlatywach wypowiadał się też o powrocie do Polski Stefana Horngachera. Z jego wypowiedzi wynika, że poniekąd brał udział też w całym procesie dopinania konkretów z Austriakiem.
Rewolucja w FIS. Aż trudno było uwierzyć, zdecydował jeden głos
Apoloniusz Tajner: dopiero wtedy podjąłem decyzję
Stęsknił się pan za PZN?
Apoloniusz Tajner: - Jak już się oswoiłem z myślą, że mogę wrócić, to tak. W tej chwili cieszy mnie ten powrót.
Przed wyborami w Polskim Związku Narciarskim unikał pan mediów. Proszę zatem powiedzieć, jak to było z tym pana niespodziewanym powrotem? To działacze w kwietniu zgłosili się do pana?
- Nie w kwietniu, bo już przed igrzyskami olimpijskimi spotkałem się z taką propozycją. Musiałem jednak zobaczyć, jakie są oczekiwania naszej narciarskiej społeczności. I potem się okazało, że one były bardzo powszechne. W związku z tym zacząłem rozpatrywać rzeczywiście poważnie mój powrót do Polskiego Związku Narciarskiego. A po igrzyskach olimpijskich, mimo całkiem niezłego występu naszej reprezentacji, bo trzy medale olimpijskie to w ogóle kosmos, jeszcze bardziej ze strony innych okręgów pojawiły się namowy do tego, żeby wrócić. Upewniwszy się, że mam tak duże wsparcie naszej społeczności, dopiero wtedy podjąłem decyzję o tym, żeby kandydować. Niezależnie od tego, czy pojawiłby się jakikolwiek inny kandydat.
Kto konkretnie pana namówił?
- Społeczność. Nie było jednej osoby, która by mnie do tego namówiła.
Jak pan pogodzi bycie prezesem PZN z pełnieniem obowiązków posła w Sejmie?
- Pogodzę spokojnie. Przemyślałem i ten temat. Na pewno będziemy bardzo intensywnie pracować w prezydium, bo łatwiej zebrać trzy, cztery osoby. Łatwiej się też konsultować, czy telefonicznie, czy w inny sposób. W związku z tym tu będziemy rozpracowywali większość spraw. To jest moje dobre doświadczenie z poprzednich 17 lat, żeby pracować w prezydium, przygotowywać rozwiązanie problemów i wariantowo przygotowywać je na zarząd. I na zarządzie omawia się końcówkę, wybiera wariant rozwiązania i sprawę przekazuje się do realizacji. Samo rzucenie tematu na zarządzie i próba rozwiązania go podczas zarządu powoduje na ogół wielogodzinne dyskusje i jeszcze się decyzji czasem nie podejmuje.
W jakiej kondycji jest dzisiaj PZN?
- Sytuacja finansowa, o ile wiem, bo ja nie znam jeszcze dokładnie, jest dobra. Jeżeli chodzi o zabezpieczenie szkolenia kadr narodowych, jest taka jak była, czyli jest dobra. Natomiast jeżeli chodzi o sport dzieci i młodzieży, to tu miałbym zastrzeżenia i większą uwagę chcę w tę stronę skierować.
Tajner zadowolony z powrotu Stefana Horngachera
Gorącym tematem był powrót Stefana Horngachera. Początkowo zarząd chciał poczekać z tym wyborów. Ostatecznie Austriak został zatrudniony. Jak pan to ocenia?
- Zrobiłem rozpoznanie i wiem, że polskie skoki potrzebują Horngachera. I ja to rozumiem. Najważniejsze, że zostały określone jego konkretne kompetencje, bo to ważne, by Austriak wiedział, za co ma odpowiadać. Wcale też nie było tak, że by nie poczekał na decyzje związku. Cieszę się, że mamy takiego fachowca, który będzie ściśle współpracował z naszymi trenerami kadrowymi, ale też będzie szkolił trenerów klubowych. Rozmawiałem o tym i Andrzejem Kozakiem, i z Wojtkiem Gumnym, żeby jednak doprowadzić do rozmów z Horngacherem i przede wszystkim omówić to, co on tutaj zamierza robić. On zna też nasze środowisko, on zna nawet tych zawodników, których sam prowadził. To jest człowiek, który nie potrzebuje rekomendacji, który budzi od razu nadzieję na to, że wszystko to, co wprowadzi, będzie dobre i będzie wykonane z pełną motywacją i z pełną wiarą, że to wyjdzie i na to szczególnie liczę. Będzie wspierał wszystkich naszych trenerów kadr narodowych. Będzie chciał uczestniczyć fizycznie w zgrupowaniach kadr, w konsultacjach trenerskich i aktywnie również w zgrupowaniach zagranicznych. Jeżeli mamy Horngachera, to trzeba to wykorzystać, bo jeśli świat nam odjechał w technologii, to na pewno on coś wymyśli. Moim zdaniem jednak zbyt wiele uwagi poświęca się sprzętowi, a ja widzę problemy techniczne u naszych skoczków.
W jakich relacjach rozstawał się pan z Austriakiem w 2019 roku?
- W dobrych. Po prostu przyszedł czas na rozstanie. W sytuacji, w której traci się, że tak powiem, ten taki dobry kontakt, dobre relacje w grupie i tak dalej, no to spadają możliwości wynikowe. I się obniżają te sportowe. Wtedy dochodzi do rozstania i takich rozstań wiele przeżyłem. Na pewno nie było między nami złych relacji.
Tak naprawdę w zarządzie PZN w porównaniu do ostatniego czterolecia będą kosmetyczne zmiany. Adam Małysz w ostatnich miesiącach narzekał na współpracę z zarządem. Nie boi się pan, że teraz też będzie podobnie?
- To też sporo zależy od tego, czego się od tego zarządu oczekuje i w jaki sposób się z tym zarządem podejmuje decyzje. Ja jestem zadowolony, ponieważ wszystkie takie pomysły, o których rozmawialiśmy już z niektórymi z członków zarządu, cieszą się uznaniem. Widzę spójność w popieraniu tego kierunku. Myślę, że ten zarząd będzie bardzo skuteczny i jeżeli do czegoś nie doszło, to na pewno nie z powodu niechęci zarządu, tylko być może z powodu braku dobrej komunikacji. Jestem w stanie współpracować z każdym, którego wybiorą Okręgowe Związki Narciarskie, a to do nich należy wybór.
Znajdzie się w PZN miejsce dla Adama Małysza?
- O tym porozmawiamy dopiero na zarządzie PZN i to zarząd będzie podejmował decyzję. Będziemy dopiero omawiać struktury organizacyjne, które będą powodowały konieczność obsadzenia ich.
"To otwiera przed Polskim Związkiem Narciarskim naprawdę ogromne perspektywy"
Trzeba przyznać, że PZN niedawno odniósł duży sukces, bo Wojciech Gumny został wiceprezydentem Europejskiej Federacji Narciarskiej i Snowboardu (FESA). Był aktywny w tym, by doprowadzić do zmiany prezydenta Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).
- To jest kapitalna sytuacja, jakiej nigdy nie było. To jest świetna informacja, że mamy tak wysoko postawionego człowieka w międzynarodowych strukturach. Wojtek Gumny jest bliskim w tej chwili już współpracownikiem aktualnego prezydenta Międzynarodowej Federacji Narciarskiej - Alexandra Ospelta. To otwiera przed Polskim Związkiem Narciarskim naprawdę ogromne perspektywy we wszystkich zakresach dotyczących narciarstwa, w tym oczywiście organizacji imprez sportowych i to nie tylko w skokach narciarskich.
Za nieco ponad rok będą kolejne wybory parlamentarne. Z panem, czy bez pana?
- Odchodząc z PZN cztery lata temu, nigdy nie planowałem powrotu. I naprawdę o Sejmie też nie myślałem. Teraz wracam do PZN i jestem w Sejmie. Nie powiem zatem teraz, jaka będzie przyszłość. Planować to sobie można, ale czasem to jednak życiowa sytuacja i zmienność sytuacji ustawia nas pod nowe decyzje. Teraz zatem nie powiem: tak czy nie. Raczej nie, ale nie powiem, że "nie", żeby nie było, o powiedział "nie", a znowu kandyduje.
Wysłuchał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:








![As za asem. Tak Biało-Czerwoni nękali rywali zagrywką [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N211YIY9FCHDH-C401.webp)

![Polacy nie dali szans Bułgarii. Skrót meczu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N20XVVC3G1PKQ-C401.webp)



