Reklama

Reklama

Tajner: Biegun chciał kończyć karierę, a dziś jest bohaterem!

- Przypadek Krzyśka Bieguna pokazuje piękno i nieprzewidywalność skoków. Krzysio zdobył złoty medal z drużyną na Zimowym Olimpijskim Festiwalu Młodzieży w Libercu, a później chciał kończyć karierę z powodu kłopotów zdrowotnych. Teraz wygrywa w debiucie konkurs Pucharu Świata i pewnie cały czas wydaje mu się, że to jest sen. Musi minąć jeszcze kilka dni, zanim dotrze do niego, co się stało - powiedział nam prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.

Mówiąc o kłopotach zdrowotnych, prezes Tajner miał na myśli reperkusje, jakie przechodził w ubiegłym sezonie po operacji wyrostka robaczkowego Krzysztof Biegun. Góral z Gilowic pokazał, że jest tak twardy, jak jego krajan - Tomasz Adamek.

Występ polskich skoczków na czele z Krzysztofem Biegunem przerósł oczekiwania nawet prezesa Tajnera, który w środowisku jest określany mianem "wiecznego optymisty".

- Liczyłem na miejsce w czołowej trójce, ale myślałem bardziej o Stochu, bądź o Piotrku Żyle. Występ Krzysia Bieguna to ogromna niespodzianka. Przecież on debiutował w rywalizacji indywidualnej Pucharu Świata - powiedział Tajner.

Reklama

Prezes PZN-u zwrócił uwagę na fakt, że Biegun optymalnie wykorzystał dobre w momencie jego startu warunki wietrzne.

- Z jednej strony sukces ten wynika z tego, że Krzysiu prezentuje bardzo wysoki poziom sportowy, a z drugiej - jest zasługą tego, że mamy siedmiu zawodników rozrzuconych na liście startowej i to podnosi szanse na dobry wynik któregoś z nich, gdy zawody przebiegają przy tak ekstremalnej pogodzie, jak w Klingenthal - komentuje prezes PZN-u. - Trzeba zawsze zakładać, że połowa zawodników będzie miała dobre warunki, a druga połowa złe, ale na pewno nie stanie się tak, że wszyscy będą mieli wiatr w plecy.  Jeżeli ktoś trafi na dobre warunki, to potrafi je wykorzystać i to zrobił Krzysiu Biegun, który zrobił nam ogromną niespodziankę.

Apoloniusz Tajner cieszy się też z tego, że Biegun w sporej mierze zdjął presję z lidera naszych skoków - Kamila Stocha.

- Zobaczcie, teraz nikt nie narzeka na słaby występ Kamila. Tym bardziej, że to 37. miejsce Stocha wcale nie jest złe wobec tego, że on skakał w ekstremalnych warunkach. Zresztą mający skakać po nim Schlierenzauer i Bardal zrezygnowali. Stochowi, który skakał w tych samych warunkach nic się nie stało. A wylądował bliżej tylko dlatego, że po prostu ściągnęło go do zeskoku. Ale z jego formą nie dzieje się nic złego, jest dobrze.

- Zawsze idę na pierwszy Puchar Świata do telewizji głównie po to, by tonować nastroje na wypadek niepowodzenia. Tym razem nie musiałem nic robić. Powiedziałbym nawet, że jest za dobrze. Mamy zaledwie dwa i pół miesiąca do startu głównego na igrzyskach, wiem że nasz sztab szkoleniowy sobie z tym poradzi, ale jeżeli się startuje z tak wysokiego "C" teraz, to później trudno utrzymać formę przez dwa i pół miesiąca - tłumaczy Tajner.

- Na szczęście zaplecze mamy szerokie. W odwodzie, w cieniu czeka kolejnych pięciu skoczków, którzy dostaną szansę na wypadek, gdyby ktoś z obecnej formy zanotował spadek formy. Mamy w skokach kłopot bogactwa i dzięki temu utrzymujemy dyscyplinę na wysokim poziomie - cieszy się prezes PZN-u.

Apoloniusz Tajner podkreśla, że dzięki programowi Lotos Cup udało się rozbudować zaplecze polskich skoków - Dzięki Grupie Lotos mamy skoki na tak wysokim poziomie. To jest 10 lat pracy. Spore zasługi położył też Adam Małysz. On niemal w pojedynkę ciągnął tę "furmankę", a w cieniu jego osoby budował się zespół - stwierdził Apoloniusz Tajner.

W najbliższy weekend skoczkowie z Biegunem, Stochem i Żyłą na czele wystartują w drugiej edycji Pucharu Świata w Kuusamo.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje