Szykują się rewolucyjne zmiany w skokach. Puchar Świata może zaczynać się już we wrześniu
W weekend (6-8 października) zakończy się w Klingenthal rywalizacja w Letnim Grand Prix w skokach narciarskich. Trzeba przyznać, że od kilku lat impreza ta coraz bardziej traci na znaczeniu. Jest zatem wielce prawdopodobne, że Letnie Grand Prix w ogóle zniknie z kalendarza Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).

Cykl Letniego Grand Prix w przyszłym roku skończy 30 lat. Inauguracja nastąpiła w 1994 roku. Początkowo - przez dwa sezony - sumowano punkty za pojedyncze skoki, jak to ma miejsce turniejach w skokach narciarskich. Dopiero od 1996 roku zastosowano punktację taką samą, jak w Pucharze Świata.
Znakomita większość rekordów Letniego Grand Prix należy do polskich skoczków. W tym roku jednak żaden z Biało-Czerwonych nie stanie na podium klasyfikacji generalnej cyklu. To pierwsza taka sytuacja od 2015 roku.
Letnie Grand Prix w skokach zniknie z kalendarza FIS? O tym się mówi
Od kilku lat można zauważyć, że Letnie Grand Prix traci na znaczeniu. Nie we wszystkich konkursach startują najlepsi. Tak naprawdę topowi skoczkowie biorą udział w ledwie kilku konkursach.
W tym sezonie o końcowy triumf biją się zawodnicy, na których pewnie nikt wcześniej nie stawiał. Mowa o Bułgarze Władimirze Zografskim i Szwajcarze Gregorze Deschwandenie. Obaj brali jednak udział we wszystkich zawodach, podczas gdy czołowi zawodnicy Pucharu Świata mają ich o połowę mniej.
To wszystko powoduje, że w kuluarach mówi się o tym, że Letnie Grand Prix w ogóle może zniknąć z kalendarza FIS. Jest to też spowodowane zmianami klimatycznymi.
Patrząc na plany FIS, to może się zdarzyć, że Letnie Grand Prix w ogóle nie będzie rozgrywane. Być może powstanie taka hybryda i cały cykl Pucharu Świata będzie zaczynał się znacznie wcześniej. Z tego, co słychać w kuluarach, to możliwa jest sytuacja, że Puchar Świata ruszy konkursami pod koniec września i w październiku, ale zawody byłyby rozgrywane na rozbiegu lodowym, ale na zeskoku igelitowym. Potem nastąpiłoby stopniowe przejście do warunków zimowych
- Nie wiem, czy to będzie dobre. By podtrzymywać zainteresowanie dyscypliną, to jednak potrzeba zawodów. I lato nam to dawało. Oczywiście frekwencja na trybunach czy oglądalność konkursów w tym czasie nie ma się co równać do zimy, ale jednak to powodowało, że o skokach narciarskich mówiło się niemal przez cały rok - dodał.
Szef naszego związku widzi też plusy takiej sytuacji. Zamiast Letniego Grand Prix można byłoby rozgrywać więcej konkursów o znaczeniu regionalnym.
- Gdyby doszło do zmian, o których słychać, to walka o Kryształową Kulę byłaby wówczas szalenie trudna. Wszystko dlatego, że sezon byłby bardzo długi. To spowoduje w ogóle zmianę przygotowań w lecie. Wówczas trzeba będzie pracować tak, by sił starczyło na kilka miesięcy rywalizacji - zakończył Małysz.












