Szokujące słowa wielkiego rywala Adama Małysza. Żąda rewolucji. Nie wszystkim to się podoba
W skokach narciarskich trwa dyskusja na temat bezpieczeństwa. Po poważnych upadkach podczas próby przedolimpijskiej w Predazzo wielki rywal Adama Małysza Martin Schmitt zaproponował, aby całkowicie zrezygnować z telemarku. Pomysł ten jednak nie wszystkim się spodobał. Swoimi przemyśleniami podzielił się inny legendarny skoczek, Janne Ahonen.

Nie milkną echa próby przedolimpijskiej, która odbyła się we wrześniu na obiektach do skoków narciarskich w Predazzo. Podczas rywalizacji doszło do kilku niebezpiecznych upadków, a w najgorszej sytuacji znalazły się Alexandria Loutitt i Eva Pinkelnig, które po zerwaniu więzadeł krzyżowych w kolanach pożegnały się z marzeniami o występie na igrzyskach olimpijskich. W środowisku natomiast rozpętała się dyskusja dotycząca bezpieczeństwa zawodników i zawodniczek.
W ubiegłym tygodniu zaskakujące rozwiązanie zaproponował Martin Schmitt. Wielki rywal Adama Małysza stwierdził bowiem, że najlepszym sposobem na uniknięcie kontuzji będzie... całkowita rezygnacja z telemarku. Były mistrz świata argumentował, że takie rozwiązanie mogłoby poprawić bezpieczeństwo zawodników. Większość środowiska nie podzieliła jednak tej opinii. Wśród sceptyków znalazł się również Janne Ahonen - legenda fińskich skoków, znany ze swojej bezpośredniości i niechęci do półśrodków.
Janne Ahonen przeciwny usunięcia telemarku. Zaproponował inne rozwiązanie
Ahonen - pięciokrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni i wielki rywal Adama Małysza - przyznał, że jako wysoki skoczek wielokrotnie miał problemy z poprawnym wykonywaniem telemarku. Mimo to nie uważa, by zlikwidowanie tego elementu stylu było dobrym kierunkiem. "Jako zawodnik powinienem powiedzieć, że żałuję, iż takie rozwiązanie nie pojawiło się w czasach mojej kariery. Ale mówiąc poważnie, brak telemarku wiązałby się z jeszcze większym ryzykiem. Każdy próbowałby na siłę wyciągnąć ze skoku kilka dodatkowych centymetrów. Walka o odległość stałaby się bardziej szalona" - stwierdził Fin, cytowany przez portal "yle.fi".
Według Ahonena źródło problemów znajduje się gdzie indziej. W jego opinii nie sam sposób lądowania, lecz długość skoków stała się głównym zagrożeniem dla zdrowia zawodników. "Dawniej zawody wygrywało się, skacząc tuż za punkt K. Dziś najlepsi osiągają dystanse stanowczo zbyt dalekie. Za punktem K zeskok zaczyna się wypłaszczać i tam właśnie kolana zawodników dostają największe obciążenie. Kiedyś nie było tylu kontuzji, bo długości były pod kontrolą. Rekordy skoczni wcale nie były tak ekstremalne jak obecnie" - argumentował słynny skoczek z Lahti.















